Końcówka, która wstrząsnęła Śląskiem


Piłkarze Śląska Wrocław przegrali z Polonią Warszawa 2:3. "Czarne Koszule" pogrążyły wrocławian w ostatnich minutach meczu, wbijając dwa gole do bramki Ivo Vazgeca. Początek meczu na Konwiktorskiej upłynął pod znakiem twardej walki. Oba zespoły od początku chciały zaznaczyć, że tanio skóry nie sprzedadzą. Stąd większość akcji toczyła się w środku pola, a z rzadka robiło się ciekawie pod bramkami.
Nieco żwawiej gra zaczęła wyglądać od 23.minuty. Wtedy Amir Spahić huknął potężnie z rzutu wolnego, a piłka po drodze odbiła się od muru i zatrzymała się na słupku. Bośniak po strzale aż złapał się za głowę, niezadowolony, że jego uderzenie do siatki Polonii nie wpadło. Sebastian Przyrowski przy strzale był bardzo zaskoczony i nawet nie zareagował.
Poloniści odgryźli się szybko. Najpierw Trałka nie trafił z metra do pustej bramki. Później Ivanovski, obsłużony świetnym podaniem przez Mynara, posłał piłkę obok słupka bramki Vazgeca. W obu akcjach skończyło się jednak na strachu.
Z uśmiechu szczęścia skorzystali jako pierwsi gracze Śląska. W 37.minucie Antoni Łukasiewicz popisał się cudownym podaniem między obrońców Polonii. Piłkę przejął Marek Gancarczyk, minął Przyrowskiego i dał wrocławianom prowadzenie.
Do końca pierwszej części meczu "Czarne Koszule" próbowały otrząsnąć się z ciosu. Przerwa dodatkowo pomogła polonistom uspokoić nerwy. Antoni Łukasiewicz za to koncentrację zostawił w szatni. Pomocnik Śląska znów pięknie podawał. Tylko, że do Filipa Ivanovskiego. A że gospodarzom nie wypada odrzucać prezentów od gości, na Konwiktorskiej było już 1:1.
Po wyrównującym golu Polonii mecz był ciekawy. Sporo było twardej walki, piłkarze grali do przodu, walcząc o gola na przełamanie. Znów bliski szczęścia był Marek Gancarczyk. Po jego mocnym strzale piłka trafiła w poprzeczkę. Odpowiedział mu Kosmalski, który chyba po swoim strzale widział chyba piłkę w bramce i nie mógł uwierzyć, że Spahić jednak wybił ją poza boisko.
Ataki Śląskowi bardziej się opłaciły. Znów bohaterem akcji był Gancarczyk, którego rajd w pole karne faulem zatrzymał Zasada. Sędzia Gil podyktował "jedenastkę", oko w oko z Przyrowskim stanął Dudek i pewnie pokonał bramkarza rywali. Było 2:1 dla Śląska.
Wściekli poloniści próbowali wyrównać. Śląsk jednak radził sobie z rozbijaniem ataków rywala, swoje robiło też szczęście, które jeszcze sprzyjało wrocławianom. W końcówce meczu fart puścił jednak oczko do graczy Polonii. Najpierw w 90. minucie Sarvas zamienił na gola wrzutkę Laty z rzutu wolnego. A minutę później w rolę kata Śląska wcielił się Daniel Gołębiowski. Ławka rezerwowych "Czarnych Koszul" oszalała z radości, trener Jacek Gremocki miał chyba najwyższe dopuszczalne dla zdrowia ciśnienie krwi. Mieli się jednak z czego cieszyć, bo wygrana została w Warszawie.
Polonia Warszawa - Śląsk Wrocław 3:2 (0:1)
Bramki: Ivanovski (47.), Sarvas (90.), Gołębiowski (90.+1) - M. Gancarczyk (36.), Dudek (76.-karny).
Polonia: Przyrowski - Mynar, Dziewicki, Jodłowiec, Zasada - Mierzejewski (70. Kosmalski), Kozioł, Sarvas, Trałka (46. Nikolić), Lato - Ivanovski (74. Gołębiowski).
Śląsk: Vazgec - Wołczek, Celeban, Spahić, Pawelec - M. Gancarczyk, Łukasiewicz, Ulatowski, Dudek, J. Gancarczyk (89. Biliński) - Szewczuk.
Żółte kartki: Kozioł, Sarvas (Polonia) - Celeban, Szewczuk, J. Gancarczyk (Śląsk).
Sędzia: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 2500.