Konferencja prasowa: pytania

W drugiej części dzisiejszej konferencji prasowej do dyspozycji dziennikarzy był trener Orest Lenczyk oraz Dariusz Sztylka, poniżej prezentujemy ich odpowiedzi na zadawane pytania. Czy przed czwartkowym meczem były dodatkowo ćwiczone rzuty karne?
Orest Lenczyk: Ćwiczyliśmy dużo rzutów karnych przed Dundee, potem był mecz z Górnikiem na którym się skupiliśmy, ale dzisiaj i jutro również poćwiczymy ten element bo to jest obowiązek trenera, aby wykonać przed takim spotkaniem jedenastki na treningu.
Jeżeli trzej zawodnicy którzy weszli w meczu z Górnikiem mają być zawodnikami podstawowymi, to możemy z tego wnioskować, że Voskamp zagra w pierwszym składzie, zatem jaki jest decydujący czynnik w rywalizacji Holendra z Diazem? Trening? Bramki w meczu?
Orest Lenczyk: Ja nigdy nie brałem pod uwagę tego, że ktoś po przeciętnym meczu strzelił bramkę i stawał się pewniakiem. Liczy się dziewięćdziesiąt minut gry, czasem bramkę zdobywa się przypadkowo, chociaż Johan strzela bramki nieprzypadkowe. Obydwaj zawodnicy dochodzą do formy, jeżeli w tym meczu przewidywałem zmianę w ataku to przebieg spotkania pozwolił Diazowi zagrać 90 minut i dobrze, bo to była dla niego szansa złapania rytmu meczowego. Muszę przyznać, że Cristian jest najbliżej swojej formy meczowej odkąd jest z nami, natomiast Johan bardzo się stara, widać, że jest ambitnym zawodnikiem, chcącym być numerem jeden i to dobrze bo z tej rywalizacji tylko coś dobrego dla drużyny może wyniknąć. Czy Johan, czy Cristian zagra od pierwszej minuty nie wiem jeszcze, zostały mi dwa treningi.
Nieudane wejście drużyny w mecz w Dundee i z Górnikiem Zabrze, czy jest jakiś problem w głowach zawodników?
Orest Lenczyk: Również byłem zaskoczony pierwszą połową co z jednej strony potwierdza, że są zawodnicy którzy już doszli do miejsca od którego ciężko będzie pójść wyżej, obym się mylił oczywiście. Stawiając na nich jako filary zespołu wyszło jak wyszło, w końcu z Górnikiem, który tu cudów nie grał, ale wystarczyło dwóch młokosów, którzy nam sponiewierali bocznych obrońców, szczególnie jednego. A przesunięcie zawodnika o jedną pozycję w prawo, w lewo czy do przodu spowodowało zupełne niewkomponowanie się w zespół, gdzie udowadniał on w poprzednich meczach że potrafi zagrać, dowodzi tego, że ci co mają zawodników na tyle poukładanych i zgranych tworzą nie tylko zespół, ale i zgrane formacje. Zawodnicy Górnika Zabrze nie wiem jak długo ze sobą grają, ale w porównaniu z Pietrasiakiem i Wasilukiem bardzo długo. Widać było, że ich poczynania nie były takie nerwowe, a w naszym zespole szczególnie przy bałaganie przed stoperami mieliśmy problem z rozpoczęciem akcji. Mieliśmy problem bo na boisku mając obu Sebastianów za rozegranie musiał się wziąć również Wasiluk, a rozgrywanie to nie tylko wejście między zawodników, ale i zagranie dłuższej piłki, a to nie wychodziło na początku, bo szczególnie Marek Gancarczyk tracił takie piłki, co odwracało grę ofensywną w kierunku naszej bramki. Widać, że trening jest treningiem, sparing sparingiem, a mecz mistrzowski, gdzie galareta w nogach występuje jest czym innym. Biorąc pod uwagę to, że dublerów mamy takich jakich mamy, a państwo podkreślacie, że żadnej polskiej drużynie na dobre nie wyszła gra w pucharach, to nie chodzi o to, żeby się teraz martwić, ale trzeba sobie zdawać sprawę ile roboty mamy z ta grupą którą dysponujemy, aby po powrocie z Sofii sprostać ŁKS-owi, który przyjedzie tutaj po ciężkim laniu, ale z bardzo dobrze grającym Lechem. W przypadku ewentualnego przedłużenia meczu z Lokomotiwem do 120 minut będziemy mieli jeszcze większy problem z kilkoma zawodnikami, gdyż nie będzie czasu na regenerację. Po każdym meczu kondycja wzrasta, ale obniża się szybkość. Wiele się robi, aby po pierwsze podtrzymać kondycję, ale z drugiej strony odbudować trochę szybkości to w tak krótkim okresie, bo to są w zasadzie godziny, zachwiane będą proporcje. Mianowicie po treningu wytrzymałościowym do następnego takiego treningu powinno minąć 72 godziny. Proszę policzyć czas między meczami i to jest odpowiedź, jeżeli w tak krótkim czasie jeszcze się jakiś trening zrobi, przynajmniej fragmenty treningu wytrzymałościowego, to szybkość nie ma szans się odbudować. Mecz ostatni pokazał mi czarno na białym co się działo z przynajmniej kilkoma zawodnikami. Niektórzy potrafili zagrać w pierwszym meczu z Lokomotiwem bardzo dobrze, a w spotkaniu z Górnikiem byli jak to państwo mówią, cieniem samego siebie.
Czyli w tak krótkim czasie nie da się nic poprawić?
Orest Lenczyk: Bardzo ważne, żeby nie popsuć, natomiast również biorę pod uwagę, że przeciwnik jest w podobnej sytuacji. Jednak Lokomotiw kilku zawodników nam nie pokazał, w tym jednego z najlepszych rozgrywających Janeva, który pauzował za kartki i odpoczywał. My z kolei możemy zrobić dwie, trzy zmiany, ale nie mogę zapominać o umiejętnościach czysto piłkarskich. Czasem ktoś wyglądający na wolniejszego na boisku potrafi tak pograć, że ten co szybciej biega nie będzie lepszym piłkarzem.
Czy pan trener przed rewanżem musi „pompować” swoich piłkarzy? Jak wygląda atmosfera przed meczem?
Orest Lenczyk: Ja już wyczuwałem na zgrupowaniu u kilku zawodników, że to iż pomimo tylu strzałów nie udało im się strzelić bramki zbudowało w nich chęć rewanżu za mecz we Wrocławiu. Pozwala mi to spodziewać się, że będzie to z naszej strony bardzo zażarty mecz i nie sprzedamy swojej skóry łatwo. Obie drużyny muszą się martwić, strzelać bramki, czy atut własnego boiska dla Lokomotiwu będzie przeważającym nie wiem, ale wiem, że drużyna Skopje, która przynajmniej pół meczu powalczyła, grała w piłkę, zdobyła nawet dwie bramki dała nam przykład, żeby się nie bać, żeby zagrać mecz po raz kolejny najważniejszy dla klubu od dwudziestu paru lat.
Panie Darku jak pan sam i koledzy oceniacie Bułgarów? Będzie trudniej niż w Dundee?
Dariusz Sztylka: To na pewno są dwa inne zespoły, Bułgarzy nie zagrali może wielkiego meczu tutaj, ale pokazali, że są dobrze zorganizowaną drużyną, nie dopuścili do porażki we Wrocławiu, więc na pewno spotkanie w Sofii będzie bardzo ciężkie. Zdajemy sobie z tego sprawę, że Lokomotiw zagra dużo bardziej ofensywnie i jesteśmy w pełni przygotowani na to, że na własnym boisku będzie to zupełnie inna drużyna niż we Wrocławiu.
Czy można już mówić o pewnej „chorobie”, mianowicie, że Śląsk będzie miał dwa różne oblicza, to ligowe i pucharowe?
Dariusz Sztylka: Po jednym meczu nie można jeszcze powiedzieć, że taka choroba nas dopadła. Remis z Górnikiem został uznany za naszą porażkę, a Górnik na pewno nie pokazał, że jest słabym zespołem. Nie zagraliśmy tak jakbyśmy tego chcieli, ale też nie mamy się czego wstydzić. Na pewno mecze ligowe traktujemy tak samo poważnie i przykładamy się tak samo jak w pucharach.
Nieskuteczność Śląska wynika z braku koncentracji u zawodników, czy może jeszcze odczuwają zmęczenie okresem przygotowawczym?
Orest Lenczyk: Pewnie jedno i drugie ma wpływ. Bardzo łatwo jest popaść w ocenę skrajną i narzekać na okres przygotowawczy. Gdyby to było prawdą to nie wiem czy byśmy, mimo wszystko, z pierwszoligową drużyną słoweńską wygrali 7-0. Jeżeli chodzi o to drugie to bardzo ważne jest to, że są zawodnicy którzy strzelają bramki drużynom które mają słabszych piłkarzy. Niby to proste, natomiast im lepsza drużyna, szczególnie tu chodzi o obrońców, to strzelanie bramki staje się trudniejsze dla napastników. Ja obserwując Cristiana i Johana widzę, że oni nie mają respektu dla obrońców, natomiast pozostali mają problem z tym od dłuższego czasu. Bo jakbym chciał policzyć bramki które zdobywają nasi ofensywni zawodnicy, łącznie z Dudkiem, Milą, Ćwielongiem, Sobotą, Gancarczykiem, to tych bramek nie było za dużo. Chociażby przypomnę nasz poprzedni sezon gdy wpisywali się na listę strzelców Kaźmierczak, Celeban czy Fojut. Prawda jest taka, że chcąc kupić napastnika bierze się pod uwagę, że cena będzie nieporównywalnie wyższa w stosunku do obrońcy. Napastnicy, szczególnie bramkostrzelni są w cenie i tego się nie da ukryć. Sami państwo widzą co potrafił zrobić jeden czy drugi piłkarz ofensywny w Wiśle Kraków, mam na myśli Meliksona i Genkowa, o których się mówi, że będą pchali Wisłę do Ligi Mistrzów. Jestem przekonany, że bez nich Wisła prawdopodobnie by była drużyną przeciętną, która by ładnie grała, ale skuteczność by na tym ucierpiała. My z kolei czekaliśmy dość sługo na Cristiana po kontuzji nogi, teraz czekamy na Johana, który potwierdza swoje atuty i bardzo bym chciał, żeby te dwie rozstrzygające bramki mu nie zaszkodziły i to bramki które budziły podziw, żeby dalej szedł w tym kierunku, bo na treningu widzę, że jest to piłkarz który nie kopie do bramki, tylko uderza, żeby zdobyć bramkę. A mamy takich którzy zamykają oczy i walą w bramkarza.
Dariusz Sztylka: Moim zdaniem nie ma problemu, w dwóch meczach na swoim stadionie strzeliliśmy tylko jedną bramkę, chociaż wszyscy mieli apetyty na więcej, ale dla nas nie jest to problem. W tamtym sezonie bramki strzelali nie tylko napastnicy, ale i zawodnicy defensywni i boczni pomocnicy, zatem sądzę, że jest to tylko chwilowa niemoc, na treningach wszystko wpada, a Cristian i Johan są dużej klasy napastnikami i o formę strzelecką drużyna jest spokojna.