Korona – Śląsk. Co warto wiedzieć przed meczem?

Korona – Śląsk. Co warto wiedzieć przed meczem?

fot.:

Własny stadion odczarowany, czas przełamać się i na wyjeździe. Wygrana 2:1 z Pogonią Szczecin sprzed tygodnia mocno podbudowała morale w Śląsku Wrocław. WKS wygrał u siebie po raz pierwszy w 2022 roku, a teraz stanie przed szansą aby również pierwszy raz w bieżącym roku zwyciężyć dwa razy z rzędu. Przed wrocławianami jednak wyjazd na bardzo nieprzyjazny dla nich teren, do beniaminka Korony Kielce. Oto garść faktów i ciekawostek dotyczących tego meczu.



 

Mecz Korona Kielce – Śląsk Wrocław odbędzie się w poniedziałek 1 sierpnia o 19:00 na stadionie w Kielcach. Na naszej stronie, a konkretnie TUTAJ, dostępne będą relacja z komentarzem na żywo, a także pisana live.


Gdy w poprzednią niedzielę około godz. 19:30 sędzia Tomasz Musiał zagwizdał po raz ostatni na stadionie we Wrocławiu, chyba każdy człowiek związany ze Śląskiem Wrocław odetchnął tak głośno, że słyszeli to we wszelkich zakamarkach stolicy Dolnego Śląska. WKS po raz pierwszy od listopada 2021 roku wygrał u siebie. Seria która wywoływała poczucie wielkiego zażenowania, wreszcie została zażegnana. Ivan Djurdjević przy pierwszym podejściu zrobił to, czego Piotr Tworek nie dokonał nigdy.


To nie był wielki mecz WKS-u. Zwłaszcza w pierwszej połowie Pogoń mogła i powinna była strzelić przynajmniej ze 3-4 gole. Ale czasami jest tak, że po prostu nie chce wpaść, że celowniki są kompletnie rozregulowane. Wtedy pojawia się okazja do wykorzystania dla rywali. I Śląsk to zrobił. Co miał to zamienił na gole, zachowując 3 pkt we Wrocławiu.

Kliknij i sprawdź aktualne kursy w LV BET na zwycięstwo Śląska

Może właśnie to jest najcenniejsze w tej wygranej. Że urodziła się w bólach, na samym starcie sezonu gdy nie wszystko w grze wygląda jeszcze jak powinno. Na dodatek z bardzo silnym rywalem, który ma co prawda potworną niemoc we Wrocławiu (Pogoń nie wygrała tu od 21 lat), ale Śląsk dołożył starań by akurat ta zła passa, nie została przerwana.


Oczywiście jak to po wygranej, w WKS-ie jest kogo chwalić. Dennis Jastrzembski potwierdził świetną formę, co skwitował na dodatek golem. Defensywa, choć strasznie rozklekotana w pierwszej połowie, pokazała iż potrafi wyciągać wnioski i w drugiej prezentowała się o wiele lepiej. Michał Szromnik, który w niejednej sytuacji sporo zespołowi pomógł.


Przede wszystkim jednak warto pochwalić Ivana Djurdjevicia. Rzecz jasna 2 mecze to wciąż za mało, by go ocenić w szerszym kontekście. Ale widać w tym zespole przede wszystkim zmianę mentalną. Wiarę we własne umiejętności nawet gdy rywal naciera. Natomiast przeciwko Portowcom WKS był też dobrze przygotowany taktycznie. Widać było we wcześniejszych meczach, że szczecinianie są wrażliwi na kontrataki, a wrocławianie dobrze to wykorzystali, strzelając nawet po takowym gola.


Ten mecz to już jednak przeszłość, przed Śląskiem kolejne wyzwania. Na przykład pierwsza od marca wygrana na wyjeździe, pierwsze w tym roku dwa triumfy z rzędu, czy pierwsze zwycięstwo w Kielcach od… 2016 roku (wtedy 2:1).


W najbliższej kolejce WKS jedzie do Kielc, aby zmierzyć się z powracającą do ekstraklasy po dwóch sezonach absencji Koroną. Jeszcze zanim spadli oni do 1. Ligi, Śląsk miał duże problemy ilekroć tylko udawał się do stolicy województwa świętokrzyskiego. Wrocławianie przegrali tam swoje 4 ostatnie mecze, z bilansem bramkowym w nich 1:8.


Złocisto-Krwiści to ogólnie nie był nigdy zbyt szczególnie wdzięczny rywal dla WKS-u. Bilans tych dwóch zespołów (o którym więcej TUTAJ), to 9 wygranych Korony, 8 Śląska i 11 remisów. Na dodatek poprzednie 10 pojedynków między nimi, to zaledwie 3 wygrane wrocławian.


Obecna Korona Kielce to zupełnie inny zespół, niż ten który w sezonie 2019/20 spadał do 1. ligi. Wówczas nikt nie miał wątpliwości, iż jest to zasłużona kara dla klubu, który od dawna na to pracował. Kielczanie niemal co roku hurtowo wymieniali piłkarzy, często co najwyżej przeciętnych obcokrajowców, na innych przeciętnych obcokrajowców. Takie nazwiska jak Ognjen Gnjatić, Shawn Barry czy D’Sean Theobalds były tego symbolem. Na ławce zaś pojawił się swego czasu taki wynalazek jak Gino Lettieri z niższych lig niemieckich.


Dwa lata na poziomie niżej zadziałały akurat w tym wypadku jak czyściec. Właścicielem zostało miasto, które przejęło klub od niemieckiej rodziny Hundsdorferow, zmienił się zarząd, prezes oraz co najważniejsze wielu piłkarzy.


Korona spadająca z ekstraklasy miała w kadrze przeszło 20 obcokrajowców, w zdecydowanej większości marnej jakości. Dziś dla porównania jest ich 9, z czego miejsce w wyjściowej jedenastce w pierwszych dwóch spotkaniach kielczan miało trzech.


Co do awansu, Złocisto-Krwiści mieli do niego najdłuższą drogę spośród trójki beniaminków. Oni bowiem po zajęciu trzeciego miejsca w sezonie zasadniczym, przebijali się przez baraże. Najpierw pewnie rozprawili się 3:0 z Odrą Opole, a w finale po pasjonującym boju i dogrywce pokonali 3:2 Chrobrego Głogów, prowadzonego przez obecnego szkoleniowca Śląska Ivana Djurdjevicia. Serb ma zatem z Koroną do wyrównania pewne rachunki.


Skoro mowa o trenerach, do ekstraklasy zespół ze świętokrzyskiego wprowadził Leszek Ojrzyński. Trener który właśnie w Kielcach około 10 lat temu zbudował swoją markę. Ówczesna Korona do dziś jest pamiętana jako „banda świrów” (w pozytywnym znaczeniu). Potem Ojrzyński prowadził wiele drużyn w ekstraklasie, głównie walczących o utrzymanie (Arka Gdynia, Podbeskidzie Bielsko-Biała, Stal Mielec), a przed rundą wiosenną zeszłego sezonu powrócił do Kielc.


Jego zespół sezon rozpoczął od remisu u siebie z Legią Warszawa 1:1 oraz wyjazdowej porażki 0:2 z Cracovią, która jednak biorąc pod uwagę jak krakowianie zaczęli sezon (3 mecze, 3 wygrane), wstydu absolutnie nie przynosi. Korona zwłaszcza z warszawianami pokazała bardzo twardą, nieustępliwą grę. Śląsk czeka z nimi trudna przeprawa zwłaszcza pod kątem walki fizycznej.


Jeżeli chodzi o transfery przed sezonem, w Kielcach przede wszystkim utrzymano większość kadry jaka wywalczyła awans. Spośród tych którzy odeszli, tylko stoper Michał Koj grał w miarę regularnie. Co do wzmocnień zaś, postawiono na doświadczonych graczy. Sasa Balić był przez lata podstawowym lewym obrońcą Zagłębia Lubin, Adam Deja ma na koncie ponad 130 spotkań w ekstraklasie, a napastnik Bartosz Śpiączka w zeszłym sezonie strzelił w niej 11 goli dla Górnika Łęczna.


Najnowszym nabytkiem Złocisto-Krwistych jest z kolei rumuński pomocnik Ronaldo Deaconu z chińskiego SX Chang’an, wyceniany przez Transfermarkt na milion euro. On przyszedł krótko przed starciem ze Śląskiem, więc szanse na ujrzenie go od pierwszej minuty są praktycznie zerowe, a nawet z ławki małe.


Sędzią poniedziałkowego meczu będzie Tomasz Wajda z Żywca. Będzie to dla niego pierwsze spotkanie ekstraklasy w tym sezonie. W minionym zaś był głównym rozjemcą na przemian w ekstraklasie i I lidze, dzięki czemu prowadził tak mecze Śląska, jak i Korony.


Obie drużyny mogą mieć z nim mieszane wspomnienia. WKS napotkał go dwukrotnie. Za pierwszym razem było zwycięstwo 2:1 z Cracovią, ale za drugim porażka w takim samym stosunku z Wartą Poznań. Identycznie było w przypadku Korony. Im także sędziował dwa razy i tu też była wygrana (1:0 z Resovią) oraz przegrana (1:3 z Odrą Opole).


Co do kartek, żadnych bezpośrednich czerwonych póki co, więc zero zawieszeń po obu stronach. Nikt też nie jest jeszcze zagrożony pauzą.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.