Lenczyk: Byłoby to grzechem
Tym razem swoją opinię po spotkaniu w Białymstoku wyraził trener wrocławian. Przyjechał lider i zależało mi na tym, aby poprzednie spotkanie w Lubinie i wcześniejsze nie zostały zmarnowane. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jedziemy na trudny teren – zarówno jeśli chodzi o drużynę Jagiellonii, jak i zbliżającą się zimę. Wybraliśmy się tutaj kilka dni wcześniej, miałem obawy, czy dobrze zrobiliśmy. Sądzę, że nie tylko wynik – z którego jesteśmy z pewnością jak najbardziej zadowoleni, ale postawa zespołu świadczą o tym, że to był dobry wybór. Tym bardziej, że zdominowaliśmy pierwsze fragmenty meczu. Nie strzelając bramki doprowadziliśmy do gry bardziej równorzędnej. Nie mogliśmy sobie później poradzić, może nie tyle z obroną Jagiellonii, co ze stworzeniem klarownej sytuacji. Udało się, zdobyliśmy tę bramkę w sposób na tyle przekonujący, że ta druga była potwierdzeniem tego, że byliśmy w tym meczu lepsi. Jestem przekonany, że sporo wysiłku zawodnicy włożyli dziś w grę.
Pomimo mrozu i trudnego meczu, w którym długo nie padała bramka, nie zmarzłem. To dla mnie fajne, bo przeżyłem niedawno zapalenie płuc. Pogoda nie wpłynęła dziś na mnie pozytywnie, ale postawa zawodników wlała sporo optymizmu. Nie interesują mnie malkontenci, którzy wcześniej krytykowali mój zespół, bo oni nie znają się na piłce nożnej. Oni siedzą przed telewizorem i oglądają Barcelonę, Reale i Manchestery. A później żądają, żeby nasi zawodnicy tak grali. Mamy określonych graczy, a zrobiliśmy już tak dużo, że mamy kapitał, który grzechem byłoby zmarnować. Wielu zawodników angażowało się w grze ofensywnej, bo bardzo chcieli wygrać. Ja jako trener muszę jednak wytykać błędy. Jeśli obrońca często atakuje, to może szwankować gra obronna. Coś za coś. Nie jesteśmy drużyną, która wygrywa co mecz 5:1 i jeden błąd w obronie jest nieważny. Dzisiaj jedna pomyłka mogła zadecydować. Pierwsza połowa była rozegrana lepiej niż druga, a mimo to nie strzeliliśmy bramki. Zwróciłem uwagę zawodnikom, żeby nie myśleli, że są tak dobrzy i mecz się skończy naszym zwycięstwem. Trzeba się było sporo napracować. Udało się, ale szkoda, że straciliśmy Roka za żółte kartki. Nie mogę jednak po meczu w Białymstoku, gdzie Jagiellonia przegrała po raz pierwszy, narzekać.
Czy przed meczem trener miał duży ból głowy jeśli chodzi o obsadę pozycji bramkarza?
Przyznam szczerze, że ja mam rzadko ból głowy, a nigdy w życiu nie zażywałem tabletek z krzyżykiem, które podobno na to są. Powiem wprost – Gikiewicz dobrze bronił w poprzednich meczach i w dodatku miał udział w tym, że drużyna wygrywała. Marian Kelemen miał przerwę, pomimo tego, że jest gotowy do gry. Wszedłem w skórę Gikiewicza – mając na myśli Białystok, jego miasto - i pomyślałem sobie, że będzie bardzo chciał rozegrać tutaj mecz na zero. Cieszę się, że mu się to udało.