Lepiej zakończyli goście

Ponad 70. minut musieli marznąć kibice Śląska i Legii, gdy oba zespoły starały się stworzyć ciekawe widowisko. Sytuacje wcześniej były, ale gospodarzom zabrakło szczęścia, a gościom wykończenia. Jednak w ostatnim kwadransie to rywale wrocławskiego klubu opanowali nerwy i dwa trafienia Sebastiana Szałachowskiego dały miejsce klubowi ze stolicy w ćwierćfinale Pucharu Polski.


 

Skład Śląska Wrocław zaskoczył chyba wszystkich zgromadzonych tego dnia na Oporowskiej. Z wystawienia Jezierskiego i Abramowicza przeciw silnie obsadzonej Legii można było wyczytać, że wszystkie siły Orest Lenczyk chce rzucić na sobotnie derby z Zagłębiem Lubin. Liga ważniejsza niż Puchar Polski? We Wrocławiu taka kolejność już od lat nikogo nie dziwi.

Śląsk miał poważne problemy na początku spotkania ze skonstruowaniem jakiejkolwiek akcji, szybko oddając pole gościom z Warszawy. Mądrze grająca Legia opanowała środek boiska i ze spokojem rozgrywała akcje, nie dochodząc jednak do czystych sytuacji mimo przeraźliwych błędów obrońców gospodarzy. Z dystansu Mariana Kelemena próbowali zaskoczyć Rybus i Manu, ale golkiper ani razu nie miał większych problemów z obroną ich uderzeń. Zwłaszcza aktywny był imponujący spokojem Kucharczyk i szybki Manu, którzy razem kilka razy rozprowadzili defensywę Śląska jednak znów bez efektu końcowego.

Gospodarze potrzebowali aż trzydziestu minut by obudzić się z letargu i odważniej zaatakować Legionistów na ich połowie. To przyniosło skutki w postaci wielu przejęć piłki i wreszcie zagrożenie pod bramką Machnowskyjego. Z głębi pola dośrodkował Jezierski, Gikiewicz ładnie klatką zgrał piłkę do Diaza, który próbował przelobować golkipera rywali, ale jego uderzenie odbiło się tylko od poprzeczki i zawodnicy Legii desperacko futbolówkę wybili za linię końcową. To jednak nie był koniec ich kłopotów. Dwie minuty później z prawej strony z rzutu rożnego piłkę na krótki słupek wrzucił Madej, skutecznie o nią powalczyli Fojut z Celebenem, a ten drugi ładnie zabrał się do boku i uderzył – znów piłka tylko obiła poprzeczkę. W międzyczasie z powodu groźnie wyglądającej kontuzji z boiska musiał zejść Cristian Diaz, który zderzył się z golkiperem gości przy pierwszej groźnej sytuacji. Zastąpił go Waldemar Sobota.

To niestety był koniec emocji w pierwszej połowie, ponieważ oba zespoły skupiły się głównie na utrzymaniu czystego konta, a nie atakowaniu bramki rywala. Jednak początek drugiej części gry nie obiecywał przełamania z jednej czy drugiej strony – sporo było fauli, jeszcze więcej niedokładności i królowały długie podania na wolne pole – tak wolne, że rzadko kiedy można było dostrzec adresata takiej przesyłki. Pierwsza impas przełamała Legia, a konkretnie Sebastian Szałachowski, który wykorzystał kolejny błąd w rozegraniu gospodarzy, minął Celebana i popędził na bramkę Kelemena. Na szczęście Słowak w sytuacji sam na sam nie dał się oszukać, a będący pod presją snajper Legii uderzył prosto w golkipera Śląska.

Przed upływem godziny, sygnał do ataku dał Orest Lenczyk wpuszczając na boisko Sebastiana Milę za Remigiusza Jezierskiego. Chwilę później kapitan Śląska miał okazję na zdobycie bramki z rzutu wolnego, ale jego uderzenie wylądowało tylko na bocznej siatce bramki Legii. Moment później miał jeszcze łatwiejszą sytuację, którą stworzył mu dobrym rajdem i prostopadłym podaniem Sobota – środkowy pomocnik jednak przy starcie poślizgnął się i Legia przejęła piłkę. Jeszcze groźniej odpowiedziała Legia, gdy piłkę po strzale Szałachowskiego z linii wybił Celeban, a dobitkę z bliska ciałem zablokował Fojut.

Gdy znów z boiska powiało nudą, rozruszać wszystkich postanowił Sebastian Szałachowski. Po niepewnej grze Śląska w defensywie w 72. minucie skrzydłowy w banalny sposób ograł Pawelca i z lewego skrzydła popędził w stronę bramki. Tym razem jednak błędu nie popędził, a futbolówka po jego uderzeniu odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do bramki. Gospodarze próbowali błyskawiczne odpowiedzieć i przez dłuższą chwilę po wznowieniu okupowali pole karne Legii. Najlepszą szansę miał znów Mila, który znalazł sobie trochę miejsca na uderzenie po dośrodkowaniu Abramowicza, ale trafił wprost w nogi golkipera gości. Na dziesięć minut przed końcem rzut wolny trzydzieści metrów od bramki podyktował sędzia Jarzębak, a na strzał zdecydował się Kaźmierczak – futbolówkę jednak zdołał odbić Machnowskyj, a dwa kolejne rzuty rożne nie przyniosły zagrożenia dla jego bramki.

Siedem minut przed końcem wreszcie kibice Śląska mieli powody do radości. Sebastian Mila najpierw w banalny sposób stracił piłkę w pobliżu linii środkowej, ale błyskawicznie ją odzyskał, momentalnie posyłając cudowne, wyważone podanie do wchodzącego ze skrzydła Soboty. Zawodnik gospodarzy świetnie przyjął, jeszcze futbolówkę sobie poprawił i wreszcie umieścił ją w siatce!

Radość nie trwała jednak długo. Na prawym skrzydle pojedynek biegowy z Manu przegrał Abramowicz, a Portugalczyk po raz pierwszy w tym meczu dokładnie dośrodkował i Szałachowski przy biernej postawie Celebana z pięciu metrów wpakował piłkę do siatki, ku rozpaczy kibiców Śląska. Gospodarze znów starali się szybko odpowiedzieć, a czasu do końca było coraz mniej. Zrehabilitować się próbował Abramowicz i posłał piłkę w pole karne na minutę przed ostatnim gwizdkiem, ta przypadkowo znalazła się pod nogami Mili, ale jego uderzenie ‘ze szpica’ poleciało obok bramki Machnowskyjego. Mimo że do szesnastki gości powędrował jeszcze na rzut rożny sam Marian Kelemen, nie udało się Śląskowi wyrównać i po raz kolejny przygoda z Pucharem Polski kończy się dosyć szybko.

Śląsk Wrocław 1-2 (0-0) Legia Warszawa

Bramki
: Sobota 83’ – Szałachowski 72’, 86’

Śląsk Wrocław: Kelemen – Pawelec, Fojut, Celeban, Abramowicz –Kaźmierczak, Ulatowski (72’ Sztylka) - Madej, Jezierski (56’ Mila), Gikiewicz – Diaz (33’ Sobota)

Legia Warszawa: Machnowskyj – Rzeźniczak, Astiz, Wawrzyniak, Komorowski – Manu (90’ Mezenga), Iwański (90’ Jędrzejczyk), Vrdoljak, Borysiuk, Szałachowski – Kucharczyk (46’ Radović)

Sędziował: Sebastian Jarzębak (Śląski ZPN)

Widzów: 6000

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.