Lokalna nadzieja

Jeśli brać pod uwagę kibicowskie preferencje dotyczące składu personalnego jedenastki ukochanej drużyny, to dla fana prawie zawsze pierwszeństwo będą mieli lokalni bohaterowie - wychowankowie, którzy swej lojalności nie liczą w ilości zer na kontrakcie. Tym bardziej nie dziwi reakcja wrocławskiej publiczności, która po premierowej bramce Kamila Bilińskiego w Ekstraklasie przez dłuższą chwilę skandowała imię i nazwisko młodego napastnika.


 

Osoby, które Śląskiem Wrocław interesują się bliżej, nie ograniczając się tylko do wyczynów pierwszej drużyny, już w poprzedniej rundzie wskazywały w stronę 21-letniego zawodnika, który w Młodej Ekstraklasie bramki strzelał jak na zawołanie. Mnie najbardziej u tego napastnika imponuje jego wpływ na grę, w zasadzie na każdy mecz w jakim bierze udział, niezależnie czy od pierwszej minuty, czy dopiero wchodząc w jego trakcie. Zauważcie, że praktycznie zaraz po swoim wejściu na boisko piłka jakimś cudem znajduje się w zasięgu jego nogi czy głowy i napastnik stwarza pod bramką rywala zagrożenie. Czy to będzie uderzenie z dystansu, czy już z pola karnego – nieważne, tak się po prostu dzieje. To jednak nie koniec zalet Kamila Bilińskiego. Mimo dość młodego wieku (jak na Polskie piłkarskie standardy oczywiście) nie boi się on wracać do linii pomocy, rozgrywać piłkę z pomocnikami, szukać ryzykownych podań prostopadłych czy samotnych akcji w gąszczu nóg rywali.

Dość jednak ze słodzeniem Bilińskiemu, z tym nigdy nie można przesadzić. Przykładów zawodników, którzy zaimponowali w znacznie większym stopniu niż Kamil, jak również w młodszym wieku, a zmarnowali swoje kariery, czy też rozmienili się na drobne jest zbyt wiele, by nawet je wymieniać. Zresztą piłkarska Polska o wchodzącym do pierwszej drużyny napastniku nie jest jakoś specjalnie poinformowana, raczej ograniczyła się do wspomnienia, że kandydat na króla strzelców Młodej Ekstraklasy wreszcie strzelił bramkę w ‘dorosłych’ rozgrywkach. Poziomem oczywiście liga młodzieżowa znacznie odstaje, podkreśla to każdy ze szkoleniowców Ekstraklasy i wiadomo, że tam łatwiej przychodziło mu strzelanie kolejnych goli. W pierwszym zespole może mieć o tyle łatwiej, że za podających ma też piłkarzy odpowiednio lepszych i bardziej doświadczonych.

Skoro tematem tego artykułu jest Kamil Biliński, to oczywiście obok zalet pojawią się rzeczy, które zawodnik musi poprawić. Z pewnością przyda się skoncentrowanie nad kondycją zawodnika – praca nad jego wydolnością, jest o tyle ważna, że na mecz w Ekstraklasie potrzeba kilka razy więcej sił niż na spotkanie w jej młodym odpowiedniku. Dlatego nie dziwi mnie decyzja trenera Tarasiewicza o stopniowym wpuszczaniu Kamila do zespołu, dawaniu coraz większej ilości szans, ale z umiarem. Wiadomo również, że napastnikowi przyda się w walce z obrońcami… więcej mięśni. Biliński musi nauczyć się lepiej zastawiać piłkę, wymuszać faule obrońców rywali, gdy nie ma komu odegrać, czy w momencie gdy po prostu musi zyskać kilkanaście cennych sekund dla drużyny. Praca nad rozwojem siłowym tego zawodnika nie może jednak przebiegać bez odpowiedniej kontroli, ponieważ zbytnie skoncentrowanie się nad jednym elementem może osłabić kilka zalet napastnika, jak choćby szybkość czy technikę.

Daleki jestem od przedwczesnych deklaracji, czy też wróżenia Kamilowi Bilińskiemu wielkiej futbolowej kariery. Zapewne on sam sobie zdaje sprawę z tego, że uczynił dopiero kilka małych kroków do realizacji swoich największych marzeń, które niewątpliwie posiada. Najważniejsze by zdał sobie sprawę, że zdobycie jednej bramki w Ekstraklasie nie jest wielkim wyczynem – wystarczy spojrzeć ilu przypadkowym piłkarzom ta sztuka się już udała. Ale… mimo wszystko, mimo tego tonowania nastrojów, przestróg i wymieniania wad jest we mnie typowa dla każdego kibica nadzieja i radość, oczekiwanie na więcej. Bo jeśli Biliński będzie konsekwentnie stawiał sobie kolejne cele (w danym czasie znajdujące się w jego zasięgu) i je realizował, to rzeczywiście Śląsk Wrocław może doczekać się kolejnego wychowanka, który będzie w przyszłości decydował o losach zespołu, a nam, kibicom, dawał wiele radości.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.