Łukasiewicz: To ŁKS stanie na drodze Śląska

Dla niego niedzielny mecz ze Śląskiem nie będzie tylko kolejnym spotkaniem ligowym. Wypożyczony latem do ŁKS-u Łódź Antoni Łukasiewicz będzie miał szansę udowodnienia trenerowi Lenczykowi, że nadal jest potrzebny we Wrocławiu i warto znowu na niego postawić. Chce wrócić, ale, jak twierdzi, wszystko leży w rękach władz klubu i sztabu szkoleniowego.


 

Jak zdrowie?

Wszystko w porządku. To, że jestem zdrowy jest dla mnie najistotniejsze. Nie ma żadnych urazów, jestem w stu procentach gotowy na niedzielny mecz ze Śląskiem Wrocław.

Nie tęskni Pan za Wrocławiem, za Śląskiem?

Kiedy obserwuję grę Śląska, to oczywiście tęsknię za tą drużyną. Nowy stadion, dwa mecze przy pełnych trybunach. Gdy oglądam ten zespół w telewizji, serce szybciej bije i podnosi się ciśnienie. Ale takie jest życie. Na razie robię swoje, pracuję na to, żeby w przyszłości też zagrać na takim stadionie przy takich trybunach.

Spodziewał się Pan, przychodząc do ŁKS-u, że drużyna będzie tak nisko w tabeli po rundzie jesiennej? Kiedy patrzyło się przed sezonem na kadrę łódzkiego klubu, wyglądało na to, że ŁKS będzie bił się o jakieś wyższe miejsca.

Przyszedłem do ŁKS-u akurat w takim momencie, kiedy zespół był na samym końcu. Musiałem zdawać sobie sprawę z tego, że będziemy walczyć o utrzymanie w lidze. Po dwóch miesiącach pracy z trenerem Probierzem wydawało nam się, że już na stałe opuścimy strefę spadkową i będziemy mogli zadomowić się w środku tabeli. Ostatnie kilka meczów jednak sprowadziło nas na ziemię. Jesteśmy praktycznie w tym samym miejscu, co na początku rozgrywek.

Na co stać w tym sezonie ŁKS? Wszyscy skazują ten zespół raczej na walkę do końca o uniknięcie spadku. Jest szansa, żeby wyjść z kryzysu?

Dopóki piłka w grze, mamy szansę na wyjście z tego kryzysu. Gdyby ktoś zastanawiał się, czy postawić na ŁKS jakieś większe pieniądze, z pewnością nie zrobiłby tego. Patrząc szczególnie przez pryzmat kilku ostatnich kolejek w naszym wykonaniu. Udowadnialiśmy już jednak nawet w tym sezonie, że w piłkę grać potrafimy i możemy pokusić się o jakąś niespodziankę. Sprawiliśmy ich już kilka za kadencji trenera Probierza. Teraz czekamy na kolejne za kadencji nowego szkoleniowca. W piłkę gra się po to, aby wygrać. Na naszej drodze w niedzielę stanie Śląsk... albo nie! Inaczej: Na drodze Śląska stanie ŁKS. Akurat tak się składa. Wiadomo, o co walczą obydwie drużyny. Uważam, że może to być ciekawe widowisko.

Czy mieliście żal do trenera Probierza, kiedy opuszczał Łódź? Można powiedzieć, że uciekł z tonącego okrętu - albo lepiej - Z tonącej Łodzi!

To się stało nagle. Jeszcze w czwartek, dwa dni przed meczem z Ruchem Chorzów, trener Probierz prowadził zajęcia i nie mówił nic na temat swojego odejścia. O jego przeprowadzce do Salonik dowiedzieliśmy się na piątkowym rozruchu, kiedy ten był już w drodze do Grecji. Ciężko mówić o żalu. Faktycznie nie spodziewaliśmy się tego, ale każdy z nas ma świadomość tego, że trener zjawił się w Łodzi w bardzo trudnym momencie. To był trudny czas dla zespołu i dla niego samego. Chwilowo był bezrobotny. Skoro wynegocjował sobie jednak takie warunki, które pozwalały mu przenieść się w dowolnym momencie do zagranicznego klubu, to skorzystał, kiedy nadeszła taka okazja. To jego decyzja. W takich sytuacjach trzeba łapać wiatr w żagle. Należy to po prostu wykorzystać, bo czasami jest już na to za późno. Długo bezdomni nie byliśmy. Szybko zjawił się trener Tarasiewicz, którego bardzo cenię i uważam, że jest świetnym specjalistą.

W takim razie co zmieniło się po przyjściu trenera Ryszarda Tarasiewicza? Jak zespół przyjął nowego trenera?

Nie było żadnych problemów. Nowy trener został odebrany bardzo dobrze. Wszyscy szybko zrozumieli, o co chodzi w jego filozofii gry i o co będziemy walczyć. Warsztaty obu trenerów różnią się. Trener Tarasiewicz preferuje francuską szkołę futbolu z racji tego, że grał tam wiele lat, natomiast trener Probierz opowiada się za szkołą niemiecką. Zmienił się przede wszystkim system gry. Wcześniej graliśmy formacją 4-4-2, trener Tarasiewicz preferuje za to ustawienie 4-2-3-1 albo, jak kto woli, 4-5-1. U trenera Probierza było być może trochę więcej walki na boisku, teraz bardziej skupiamy się na grze piłką. Brakuje nam tylko tej kropeczki nad "i". To, co udawało nam się wcześniej, teraz jeszcze nie wychodzi. Brakuje trochę szczęścia. Na treningach jest profesjonalizm i każdy z nas prezentuje maksymalne zaangażowanie. To podstawa do tego, żeby osiągnąć jakiś wynik. Oczekiwania, nawet tu, w Łodzi, są większe niż to, co pokazaliśmy w ostatnich kilku meczach. Wierzę jednak w ten zespół. ŁKS ma potencjał, aby grać lepiej i wygrywać.

Co pan myśli, kiedy patrzy Pan na tabelę, a na jej czele widnieje Śląsk Wrocław? Jakie to uczucie?

Na pewno fajne uczucie, cieszę się. Byłoby jeszcze lepiej, gdybym grał w tym zespole. Nie ma dwóch zdań. To miłe uczucie, że Śląsk jest liderem, ale absolutnie nie jest to dla mnie zaskoczeniem. Zespół od momentu, kiedy awansował do ekstraklasy, a trenerem WKS-u był Ryszard Tarasiewicz był konsekwentnie wzmacniany. Cały trzon dzisiejszego zespołu to jeszcze efekty pracy tego szkoleniowca. Większość piłkarzy pamięta doskonale trenera Tarasiewicza. Nie można jednak umniejszać też wkładu trenera Oresta Lenczyka. On również wprowadził do zespołu kilku zawodników, a dziś dwóch-trzech z nich jest mocnym punktem lidera ekstraklasy.

Co w takim razie zmieniło się we Wrocławiu, odkąd został Pan wypożyczony do ŁKS-u?

Śląsk z nowym trenerem zaczął grać po prostu bardzo konsekwentnie. Wrocławianie grają najrówniej z całej ligi i zasłużenie prowadzą w tabeli. Ta drużyna ma ogromne szanse na zdobycie w tym sezonie mistrzostwa Polski.

Jak powinniście zagrać, żeby pokonać w niedzielę Śląsk?

Co zrobić, żeby pokonać Śląsk... To będzie bardzo trudne zadanie. Na pewno chcielibyśmy zdobyć trzy punkty. Dla mnie i dla naszego trenera będzie to mecz szczególny, bo jesteśmy ze Śląskiem mocno związani. Wszystkich tam znam, grałem w tym zespole trzy sezony. Drużynę grającą tak konsekwentnie będzie można pokonać tylko taką samą grą. Musimy być podwójnie skoncentrowani i podwójnie konsekwentni. Nie możemy popełnić praktycznie żadnego błędu. Przy tym potencjale ofensywnym Śląska napędzanym przez Sebka Milę, każda nasza pomyłka może skończyć się dla nas bardzo źle.


Ma Pan już plan, gdzie spędzić drugą część sezonu? Chce Pan zostać w ŁKS-ie?

Nawet gdybym miał jakiś plan, to do jego realizacji są potrzebne dwie strony. Sam nic nie zdziałam. Dopiero po meczu ze Śląskiem będę miał okazję porozmawiać na temat swojej przyszłości. Liczy się przede wszystkim zdanie włodarzy wrocławskiego klubu i sztabu szkoleniowego. Muszę być przygotowany na każdy wariant. Czy chcę wrócić do Wrocławia? Musiałbym być nie mądry, żeby nie chcieć grać w tym zespole. Spędziłem tam piękne chwile. Puchar Ekstraklasy, wicemistrzostwo Polski... Mam tam wielu kolegów i przyjaciół. Muszę sobie jednak zdawać sprawę z tego, że wszystko jest możliwe. To tylko piłka. Na razie jestem skupiony tylko na najbliższym... "rywalu". Dopiero potem będę zadawał sobie następne pytania, co dalej.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.