Łukasz Gikiewicz: Stworzyliśmy potrzebną mieszankę wybuchową

Łukasz Gikiewicz: Stworzyliśmy potrzebną mieszankę wybuchową

fot.: Adam Szyszka

Strzelec 12 goli dla Śląska Wrocław, w tym 2 bardzo ważnych ze złotego sezonu. Piłkarski obieżyświat, co ma w CV taki zestaw krajów, jakiego śmiało można założyć, że żaden inny polski zawodnik nie ma. Łukasz Gikiewicz był wśród członków mistrzowskiej drużyny, którzy pojawili się na jubileuszu tego sukcesu. Zdobył także bramkę w meczu charytatywnym, po czym odpowiedział, całkiem szczerze trzeba przyznać, na kilka pytań.



 

Jak to jest tak wrócić po latach?

Bardzo fajne uczucie. Poczynając od wczoraj, wiadomo że chciałoby się aby stadion był bardziej wypełniony. Jednak mając w pamięci to co oglądałem dwa tygodnie wcześniej z Termaliką, można powiedzieć że i tak frekwencja dopisała. To są chwile których nie zapominasz, gęsia skórka, mnóstwo wspomnień. Moim zdaniem tego też brakuje obecnemu Śląskowi. Myśmy tak naprawdę przyjechali na tą okazję z całego świata. Kilku zabrakło, bo jeden pracował, mój brat (Rafał Gikiewicz) miał mecz, ale taki Marek Wasiluk chociażby miał trening, a i tak się pojawił. To wszystko pokazuje jaką atmosferę mieliśmy kiedyś. Wydawałoby się że tyle różnych charakterów nie może ze sobą funkcjonować. My stworzyliśmy z tego mieszankę wybuchową, ale to było potrzebne, aby zbudować te kapitalne 3 lata jakie przeżyliśmy. Mam nadzieję, że kiedyś zostanie to powtórzone, ale w razie czego my jesteśmy gotowi, by za 10 lat znów się tutaj stawić.

Miałeś przez lata kontakt z resztą drużyny?

Z Waldkiem Sobotą i Sebastianem Milą, bo to poprzez telewizję. Ja przy Euro pracowałem jako ekspert, więc widziałem Sebastiana. Natomiast na co dzień jest ciężko. Wszyscy mamy swoje życia, tu ktoś dalej gra, tam ktoś pracuje. Jednak pokazaliśmy wczoraj i dziś na boisku, a także wczoraj w klubie, że nasza ekipa nadal ma siłę.

Jak oceniasz przygotowanie fizyczne zespołu? Trzymają dalej formę, czy już odpuścili trochę?

Powiem szczerze, że może były ze 2-3 przypadki gdzie widać było, że już chłopaki odpuścili. Ale na przykład Mati Cetnarski, Mariusz Pawelec czy Piotrek Celeban jak się kąpaliśmy to po ciałach nie było widać, że oni nie grają już w piłkę (Celeban i Pawelec oczywiście grają wciąż w rezerwach Śląska przyp. red.). Myślę że jakby nam trener Lenczyk wraz z Pawłem Barylskim kazali przejść takie przygotowania, to ja który wciąż gram, czy oni spokojnie daliby radę. Ogólnie uważam że kilku chłopaków wciąż mogłoby w tym Śląsku zagrać jeszcze.

Lepiej niż obecni zawodnicy?

No cóż, my rzadko przegrywaliśmy 0:4. Bo można przegrać mecz, ale oglądałem ten mecz w Chorwacji wraz z rodziną i nie widziałem tam, że ktokolwiek chciał. Ja nie ukrywam i mam świadomość, że ja byłem tam od noszenia fortepianu, a inni grali, byłem słabszy niż wtedy. Ale my zasuwaliśmy, jeździliśmy na dupach, szarpaliśmy. Zaś co do obecnych zagranicznych zawodników, to ja się boję że jak się sezon skończy, oni od razu zapomną gdzie był Wrocław, gdzie była Oporowska.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.