Łzy porażki, radość zwycięstwa. Zapis konferencji po meczu Śląsk - Arka.

Prezentujemy wypowiedzi trenerów Arki i Śląska po spotkaniu przy Oporowskiej, zakończonym zwycięstwem gospodarzy 5-0.Frantiszek Straka
Nie tak łatwo coś mówić po czymś takim. Jestem głęboko rozczarowany, przybyliśmy tu z nadzieją, by uratować Arkę przed spadkiem. Po tej katastrofie w drugie połowie... (ocierając łzy) Przepraszam, zawiodłem, jest mi przykro, ciężko mi się opanować...
Orest Lenczyk
Starożytni mówili „Finis coronat opus”. Dla nieznających języków radzieckich podpowiem „Koniec wieńczy dzieło”. Dzieło, które nazywa się rozgrywki o Mistrzostwo Polski. Zadzwonił do mnie kilka dni temu mój przyjaciel i powiedział \"Orest, ale Wisły nie dogonicie już\". Oczywiście potraktowałem to jako żart. Natomiast przy tych wszystkich roszadach, kombinacjach w składzie, przy dobrych, bardzo dobrych, słabych i bardzo słabych momentach, utrzymaliśmy miejsce, które dało zawodnikom, widzę po szatni, dało im bardzo wiele satysfakcji.
Mecz w pierwszej połowie to próba nerwów, nie chodziło o wiadomości z innych stadionów, chłopaki chcieli wygrać, ale długo nie było wiadomo jak to zrobić. Brakowało dyrygenta Sebastiana Mili. W przerwie zastanawialiśmy się, jakich dokonać zmian. Zdawaliśmy sobie sprawę ze to kolejny mecz w ciągu tygodniu, wcale nie w dobrych warunkach, bo dochodzi zmęczenie, to było widać. Przetrwaliśmy kryzys słabej gry. Był to mecz, w którym Argentyńczyk pokazał, że jest on zawodnikiem w którym dostrzegałem, to co dostrzegałem i byłem pewny, że jego umiejętności jak naszą ligę są bardzo wysokie. Ciężka kontuzja i przerwa z pewnością wprowadziły tu pewną nerwowość. Bardzo się cieszę, że po tych problemach z kontuzjami w obecności swojej żony i córki dokonał tego, czego dokonał.
To nie był łatwy mecz. Arka, dopóki nie była trafiona, pływała. Potem się zanurzała z kolejnymi golami. Po meczu podszedł do mnie prezydent Dutkiewicz i powiedział „Witamy na pokładzie”, to statek Śląska dopłynął do tego miejsca, które nazywa się wicem. Chciałbym podziękować wszystkim zawodnikom, którzy brali udział w tych rozgrywkach. Wspomnę o dwóch, których nie ma już: Sotiroviciowi i Ulatowskiemu. Mieli swój udział w tym, że przyszło tu dzisiaj tak wiele ludzi się cieszyć. Chciałbym jednak dedykować to zwycięstwo człowiekowi dzięki któremu nie byłbym trenerem o tej głowie, którą mam któremu mam taka głowę jaka mam i nie mowie o włosach. Mowie tu o dr. Jerzym Wielkoszyńskim, który odszedł rok temu, za rok będzie rocznica jego śmierci. Jego wiedza i mądrość której doświadczyłem, z której mogłem korzystać w kolejnych klubach. Mimo, że nasza grupa z dr. na czele nie jest doceniana, bo mamy 360 trenerów UEFA PRO, mogliby obsadzić wszystkie ligi w Europie. Wprawdzie mam nr licencji 6, ale to chyba za starość, a nie wielkie zasługi. Te rozgrywki, ta runda, zawodnicy zostali w tym sezonie reanimowani do gry i nawet Sebastian Dudek, który może mieć najwięcej pretensji, że go nie wystawiałem do gry, dzisiaj przysłużył się, bo na nim był rzut wolny, po którym niestety Sztylka dostał żółtą kartkę, choć nie wiem czy na jego miejscu nie ściągnąłbym spodenek. To świadczy o radości tych, którzy źle startowali, ale dobrze skończyli. Mnie wypada wspomnieć też o Ryszardzie Tarasiewiczu, bez którego czterech punktów, by zabrakło do wicemistrzostwa. Puchary mają to do siebie, że się wygrywa, a wicemistrzem jest się zawsze. Zastanawiam się, po co tyle gadam, bo dziennikarze i tak piszą to co chcą. Bardzo często powołują się na ludzi proszących o anonimowość. Takie jest życie trenera, że raz się rzeźnikiem a raz świnią.
Powiedział Pan, że statek dopłynął do mety...
Muszą ludzie wysiąść, ja wysiadam.
Kiedy usiądzie Pan do rozmów z klubem?
Proszę kolejne pytania.
Czy chce Pan prowadzić Śląsk w następnej rundzie?
Poproszę kolejne pytanie, dotyczące meczu
Czy żałuje Pan że Diaz zszedł?
...
(Dalszych pytań dotyczących meczu zabrakło)
Żeby dziennikarze chcieli to, co chcą kibice, byłby bardzo szczęśliwy. Dziękuję Państwu, do widzenia.