Madej: Lubię mieć u trenera kredyt zaufania
W spotkaniu z Odrą Wodzisław dał dobrą zmianę, udanie zastępując Vuka Sotirovicia. Z kolei już w niedzielę po raz pierwszy przekona się, jakie emocje towarzyszą spotkaniom Arki ze Śląskiem. – Przed meczem w Gdyni jesteśmy dobrej myśli. Mamy lepszą drużynę i jesteśmy w stanie tam wygrać – mówi Łukasz Madej. - W sobotę z Odrą Wodzisław rozegrałeś chyba swój najlepszy mecz w barwach Śląska.
- Tak, chociaż myślę, że mecz w Bełchatowie też był niezły, bo miałem dużą ochotę do gry. Mówię o meczach, w których grałem w większym wymiarze czasowym, bo i spotkanie z Piastem było niezłe w moim wykonaniu. Trener miał dotychczas swoją koncepcję, w której nie łapałem się do pierwszego składu, ale czuję się dobrze i potwierdzeniem tego był sobotni mecz. Oby wszystko szło w dobrym kierunku, czyli tak, żebym mógł jak najwięcej grać. Należę bowiem do zawodników, którzy lubią mieć troszeczkę kredytu zaufania. Szukam niekonwencjonalnych zagrań. Trzy nie wyjdą, czwarte się uda i wtedy jest sytuacja, po której można strzelić bramkę.
- Przed wami mecz z Arką. W poprzednim sezonie spotkanie w Gdyni było dramatyczne i zakończyło się remisem 3:3. Trener Tarasiewicz został odesłany na trybuny, gdzie został nawet uderzony. Na pewno spodziewacie się, że nie będziecie tam miło przyjęci.
- Zawsze mecze Śląska z Arką były spotkaniami, w których dużo się działo. Zarówno na trybunach, jak i na boisku. Trzeba się jednak od pewnych rzeczy odizolować. Czasami jest też tak, że gdy jesteś źle przyjmowany, to wyzwalają się w tobie dodatkowe emocje i nawet lepiej się wtedy gra.
- Stoczysz pojedynek z Marcinem Wachowiczem, który podobnie jak Ty jest byłym piłkarzem ŁKS-u.
- Akurat nie mieliśmy okazji razem grać w ŁKS-ie. Marcin był też w Lechu, ale również się minęliśmy. On ostatnio nie grywa, trener Arki stawiał na innych zawodników. Nie patrzę jednak na to, przeciwko komu gram. Muszę zrobić swoje. Jeżeli zagram, to będę się starał dobrze wypaść, pomóc drużynie i zrobić w przodzie coś konkretnego.
- Mówiłeś wcześniej, że potrzebujesz czasu na zgranie się z kolegami z drużyny. Chyba coraz lepiej się rozumiecie na prawej stronie z Tadeuszem Sochą.
- Tak, ale to dotyczy wszystkich. Nieraz bywają sytuacje, że ktoś chce podać piłkę, a ja nie wiem, w które miejsce mam biec, czy się zatrzymać, czy popędzić do przodu. Ale to są kosmetyczne różnice i można to poprawić. Jeżeli cała drużyna gra dobrze, to i pojedynczym zawodnikom gra się lepiej i można pokazać swoje walory. Dotyczy to szczególnie piłkarzy ofensywnych.
- Trener zaleca ci głównie grę do przodu, czy zwraca również uwagę na destrukcję?
- Troszeczkę zwraca. My, boczni pomocnicy, nie jesteśmy zwolnieni z gry w obronie. Musimy asekurować bocznego obrońcę. Trener kładzie jednak nacisk na to, żeby grać ofensywnie.
- Ile punktów chcecie zdobyć w trzech ostatnich pojedynkach?
- Przed meczem z Piastem rozmawialiśmy z trenerem, który powiedział, że chciałby, abyśmy w tych ostatnich spotkaniach grali o piętnaście punktów. Jesteśmy na dobrej drodze. Mamy sześć, a do zdobycia jest kolejne dziewięć oczek. Kolejni przeciwnicy są w zasięgu naszej drużyny. Gdyby udało się zdobyć dziewięć punktów, byłoby super. Przed zimą moglibyśmy realnie myśleć o jeszcze wyższej pozycji w tabeli. Pamiętajmy, że inne drużyny grają między sobą i przy naszych ewentualnych zwycięstwach może się zrobić ciekawie. Mecz z Arką będzie też ważny z psychologicznego punktu widzenia. Jeśli wygramy trzecie spotkanie z rzędu, możemy w siebie mocno uwierzyć i na fali optymizmu zwyciężyć w dwóch ostatnich meczach.