Magiera: Chcemy, żeby zawodnicy odchodzili za duże pieniądze (WYWIAD)

Magiera: Chcemy, żeby zawodnicy odchodzili za duże pieniądze (WYWIAD)

fot.: Krystyna Pączkowska / slaskwroclaw.pl

Od czasu zatrudnienia w Śląsku trenera Jacka Magiery minęło już prawie pół roku. Korzystając z przerwy reprezentacyjnej i chwili wolnego czasu szkoleniowca podsumowaliśmy ten okres pracy we Wrocławiu. Zapytaliśmy także o kwestie personalne, współpracę z dyrektorem sportowym, powróciliśmy też do potyczki z Hapoelem Beer Szewa. Zapraszamy do lektury. 



 

Czy trener zadomowił się już we Wrocławiu? Czy rodzina już się przeprowadziła do stolicy Dolnego Śląska?

Nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby rodzina była w innym mieście, niż ja. Od kilku dni jesteśmy wszyscy razem ze sobą, dzieci poszły już do szkoły we Wrocławiu. Nie chcieliśmy, żeby zmieniali szkołę w trakcie roku i nie było też takiej potrzeby. Podczas wakacji były trochę w rozjazdach, ale już jesteśmy wszyscy tutaj. Z każdym dniem poznajemy miasto, okolicę i czujemy się tutaj dobrze.

Czyli już skończył się ten pierwszy, najbardziej intensywny okres pracy trenera i aktualnie trener ma nieco więcej wolnego czasu?

To są etapy. Nie ukrywam, że traktuję moją pracę jako pracę całego sztabu - oprócz mnie do Śląska przyszli Tomasz Łuczywek i Paweł Kozub. Są to trenerzy z którymi pracuję od dłuższego czasu i budowaliśmy spójność przekazu, relacje, zakres obowiązków. Ja to nadzoruję. To zdało egzamin gdy byłem na dziesięciodniowej izolacji, przekaz do zawodników był spójny i jasny.

Pierwsze miesiące były dla nas bardzo intensywne – zbieraliśmy dane i informacje o zawodnikach, by zdefiniować każdego piłkarza. Zrobiliśmy analizę SWOT, która jest w naszym sztabie kluczem do dalszej pracy – szanse, zagrożenia, mocne strony, rzeczy do rozwoju. Podczas tego czasu, gdy mieszkaliśmy w Hotelu Śląsk, pracowaliśmy od godziny 7 do 22 i cały czas spędzaliśmy w klubie. Gdy mieliśmy już swoje mieszkania, przyjechały rodziny, to już ten czas pracy nie wynosił kilkunastu godzin, bo nie było takiej potrzeby. Zawsze kieruję się zasadą: jakość, nie ilość. Lepiej coś robić krótko i rzetelnie, niż siedzieć i udawać, że się pracuje. Cały czas jesteśmy na etapie rozwoju drużyny, zbierania danych i informacji. Dotychczasowe mecze to są lekcje dla nas i cały czas uzupełniamy encyklopedię danych o technice, motoryce, mentalności, rozumieniu gry, regeneracji.

A co z trenerem Krzysztofem Wołczkiem, który był w sztabie, a potem objął drugą drużynę?

Trener Wołczek był z nami i robił to, co robi dzisiaj Przemek Parus, który jest odpowiedzialny m.in. za obszar motoryki, siły indywidualnej, wprowadzanie zawodników po kontuzjach, przygotowanie do treningu, pracę nad deficytami, wprowadzanie młodych zawodników. Wiedzieliśmy, że jest to trener, który ma predyspozycje do bycia pierwszym szkoleniowcem i będąc w sztabie nie będzie się rozwijał na tyle, na ile by mógł. Rozmawialiśmy o tym, że szkoda tego potencjału i objęcie drugiego zespołu wyjdzie mu na pewno na dobre. Dodam, że na zajęciach wspiera nas czasem Mariusz Pawelec, który jest na początku swojej drogi trenerskiej.

Czy teraz po zmianach kadrowych w ostatnim oknie transferowym będzie można powiedzieć jesienią, że to już drużyna w pełni z piętnem trenera Magiery?

Jest teraz, na szczęście, taka tendencja, że trenerzy mają szansę pracować przez kilka lat w klubach. Marek Papszun, Kosta Runjaić, Michał Probierz, Piotr Stokowiec też długo pracował w Lechii, Marcin Brosz do niedawna w Górniku. Zrobiliśmy analizę SWOT, przeszliśmy na system 1-3-4-3, były ruchy w okienku transferowym. Cały czas potrzebujemy jakości, rozwoju. Mamy strategiczne, cykliczne spotkania z Zarządem, Krzysztofem Paluszkiem i Dariuszem Sztylką. Poruszamy na nich mnóstwo ważnych dla funkcjonowania klubu tematów.

Wiemy, że wszystkiego nie zrobimy od ręki – potrzeba czasu i cierpliwości, żeby pewne sprawy wdrożyć. Na pewno wartością dodaną było to, że zagraliśmy w eliminacjach do Ligi Konferencji. Pierwszego dnia wchodząc do szatni powiedziałem zawodnikom, żeby spoglądali w górę tabeli, na 4. miejsce - bo wówczas nasze szanse na wyższą pozycję wynosiły może jeden procent - które może dać szansę gry w Europie. To jest cały czas nasz cel, bo Europa to rozwój. Chcemy grać do przodu, odważnie, zdecydowanie, z zachowaniem balansu między obroną i atakiem. Chcemy być skuteczni i grać atrakcyjną piłkę. Uważam, że sporo meczów Śląska kibicom przyjemnie się oglądało.

Przy pierwszej rozmowie z prezesem Waśniewskim i dyrektorem Sztylką ustaliliśmy zasady, na jakich będziemy pracować. Chcemy rozwijać drużynę i indywidualnie zawodników. Wiemy, że jeszcze dużo jest przed nami. Mamy ku temu odpowiednie warunki - dobrą bazę - dwa boiska i miejsca do pracy indywidualnej.

Wydawało się, że jednak był pewien zgrzyt z dyrektorem Sztylką w kontekście wypowiedzi o końcu transferów, czy Quintanie, jako graczu nr 10, a nie napastniku.

Gdy mówiłem o szansie na przyjście jeszcze jednego zawodnika na konferencji prasowej, byłem bezpośrednio po rozmowie z Darkiem Sztylką. Wiedzieliśmy, że jest na to bardzo duża szansa. W kontekście Piaseckiego, mówiąc, że klub zdecydował o wypożyczeniu, mam na myśli Magierę, dyrektora sportowego i Zarząd, bo jesteśmy całością. Dużo rozmawiamy, poznajemy się i idziemy w jednym kierunku. Z Darkiem mam dobre relacje, na zasadach zawodowych.
Jestem świadomy, że są pewne oczekiwania co do klubu, ale są też określone możliwości. Przychodząc do Śląska wiedzieliśmy, że przygotowania do transferów w tym okienku były robione już od miesięcy. Była przygotowana lista z nazwiskami potencjalnych zawodników, które zostały sztabowi przedstawione i o nich rozmawialiśmy.

W kadrze pierwszej drużyny aktualnie razem z młodymi piłkarzami jest około 30 zawodników. Czy nie jest ona mimo wszystko zbyt liczna?

Trzeba uczciwie powiedzieć, że nie każdy z młodych zawodników wchodząc do pierwszego zespołu da jakość, z miejsca nie zastąpią tych piłkarzy podstawowych. Na pewno ta kadra nie ma 30 równorzędnych piłkarzy. Wiedziałem przychodząc do Śląska, że to nie będzie jak w Lechu, który może wydać milion euro na zawodnika. Wiedziałem, że będziemy szukać piłkarzy wolnych, czasem takich, których trzeba będzie odbudować. Przede wszystkim najpierw chciałem zobaczyć, kto jest w drużynie, w rezerwach, czy Akademii. Chociaż do Akademii jeszcze nie byłem w stanie za bardzo sięgnąć, poza Karolem Borysem, którego zaprosiliśmy na trening. To jest 15-latek, przed którym może być duża przyszłość. Wygranym tego jest Szymon Lewkot, który zaistniał w pierwszym zespole, pokazuje, że są piłkarze w polskich klubach wcześniej nie odkryci, którzy mogą dać dużo jakości, przed którymi może być duża kariera.
 
Z zespołu odszedł Lubambo Musonda. Przegrał rywalizację sportową, czy nie dopasował się do filozofii trenera?

Gdy przyszliśmy do Śląska Lubambo był na zgrupowaniu reprezentacji Zambii. Po powrocie miał szanse na każdym treningu, żeby przekonać do siebie sztab. Wybraliśmy Patryka Janasika, który z każdym meczem na wahadle robił postępy. Do Lubambo nic personalnie nie mam, życzę mu jak najlepiej, ale przegrał rywalizację. W Śląsku był długo, zagrał przez 4600 minut, a asystę notował średnio co 13 meczów. Czy stać nas na to, żeby czekać tyle na kolejną? Janasik był na wyższym poziomie, a Bartek Pawłowski robi postępy na wahadle. Mecz z Zagłębiem był jego najlepszym od kiedy jesteśmy w Śląsku, także też jest rozwojowy. Przyjście Kuby Iskry również jest patrzeniem w przyszłość na tej pozycji.

Czy to trener zasugerował jego sprowadzenie znając go z młodzieżówki?

To nie było tak, że ja powiedziałem o takim zawodniku. To bardziej Darek Sztylka kilka tygodni wcześniej zapytał o moją ocenę Iskry, bo jest okazja na jego pozyskanie. Znałem go z reprezentacji jako zawodnika z bardzo dobrą motoryką i dużą możliwością rozwoju. Śląsk na tym wypożyczeniu nie straci, a może tylko zyskać. Mamy możliwość pierwokupu. Dołączy do nas po zgrupowaniu kadry tuż przed meczem z Legią i w tym spotkaniu raczej nie zagra. Ale od kolejnego tygodnia będzie już pełnoprawnie walczyć o miejsce w składzie i ma takie same szanse jak każdy. To nie tak, że kolejny „syn” Magiery przyszedł do Śląska i będzie mieć łatwiej. Wręcz przeciwnie, „synowie” mają gorzej, bo wiedzą, że czasem nie muszę im nic mówić, tylko wystarczy spojrzenie i oni wiedzą, że powinni coś zrobić inaczej.

Czego brakuje w polskich klubach, żeby bardziej stawiały na rodzimą młodzież i by ta zyskiwała renomę na europejskim rynku?

Sztab musi się wykazać odwagą, żeby na takiego zawodnika postawić. Trzeba rzucać młodych zawodników na głęboką wodę. Często słychać opinie, że piłkarz ma jeszcze czas, ma czas, a potem ten czas mija i wtedy mówi się, że już nie jest perspektywiczny. Nigdy nie traktowałem młodzieżowców, jako zawodników, którzy rywalizują tylko między sobą. Mówiłem w szatni: "Jeśli dojdzie do takiej sytuacji, to powiem temu piłkarzowi uczciwie na odprawie, że grasz dzisiaj tylko dlatego, że jesteś młodzieżowcem, a nie że zasłużyłeś". Żeby każdy miał świadomość, czy gra bo jest po prostu lepszy, czy nie, żeby ich pobudzić do pracy.

Dla mnie niepokojący od dłuższego czasu był trend sprowadzania bardzo dużej liczby zawodników zza granicy, niekoniecznie mających to „ć” w słowie „jakość”. Wielu przeciętniaków grało w ekstraklasie. Dlatego uważam przepis o młodzieżowcu za słuszny, w czym pewnie różnię się od wielu trenerów. Oczywiście są takie przypadki, że są tylko „koszulki”, ale chciałbym, żeby za 4-5 lat ten przepis nie był potrzebny i mógł zostać zniesiony, bo kluby zrozumieją, że praca ze swoimi piłkarzami się po prostu opłaca.

Nie miałem wątpliwości widząc w meczu drugiej drużyny Konrada Poprawę, że on jest w stanie wyjść w pierwszym składzie w ekstraklasie. Podobnie z Szymonem Lewkotem, który miał zadebiutować nawet wcześniej, ale miał wypadek samochodowy. Nie miałem żadnych obaw, że sobie poradzi na stoperze. Najmłodszym zawodnikiem, którego sprawdzaliśmy na obozie był Bukowski. Na razie trenuje z drugim zespołem, ale ma szansę za jakiś czas dołączyć do pierwszej drużyny. Teraz okazję otrzymał Karol Borys. Jeżeli uznamy, że 16-latek zasługuje na szansę gry w pierwszym zespole, to ją dostanie.

Będąc w reprezentacji młodzieżowej mierzyliśmy się niemal z samymi najlepszymi drużynami na świecie i wiele nas to nauczyło. Piłka europejska jest szybka, intensywna, trzeba szybko myśleć. Do tego trzeba zawodników przygotowywać już teraz, a nie dopiero jak się tam znajdą.

Czy zajęcie 4. miejsca nie było trochę na wyrost i ponad realny poziom drużyny?

Mogło być. Nie robimy takich transferów i nie płacimy tak jak Legia, Lech, Pogoń, Raków, które mają prywatnych właścicieli. Klub działa w inny sposób i ja to akceptuję. Gdy przyszedłem do klubu, to Śląsk bliżej miał do miejsca 10, niż 4. Na pierwszej odprawie powiedziałem jednak, że celem dla nas jest Europa i trofea. Zapisanie się w historii klubu, by za parę lat przychodząc z dziećmi na Oporowską móc pokazać na schody, na których są wygrawerowane największe sukcesy, i powiedzieć: To jest mój sukces z drużyną Śląska.

Po ostatnim meczu ze Stalą mieliśmy kolację z rodzinami na stadionie, podczas której powiedziałem, że naszym celem jest gra w fazie grupowej, bo to są dopiero europejskie puchary. Tegoroczna rywalizacja była dla nas lekcją. Żeby co roku grać w Europie musimy się rozwijać, budować z każdym sezonem coraz lepszy zespół. Wiemy też, że będą transfery z klubu. Chcemy, żeby zawodnicy odchodzili za duże pieniądze, bo to buduje markę klubu. Żeby do Śląska przychodzili zawodnicy młodzi, reprezentanci, którzy widzą tu możliwość rozwoju.

Dla mnie też takim plusem i sukcesem ostatniego okresu jest to, że Mark Tamas, który nigdy wcześniej nie był powołany do reprezentacji, otrzymał to powołanie. Podczas jednej z pierwszych rozmów powiedziałem mu, że jego celem powinna być gra w kadrze. On tego dokonał – dzięki dobrym występom w Śląsku teraz mógł z bliska obserwować Kane’a, Sterlinga. Mamy też Praszelika i Bejgera w młodzieżówce, którzy mają możliwości na dalszy rozwój.

Wynik 0:4 w Izraelu był dużym ciosem?

Ten przeciwnik był do przejścia, a co byłoby z Anorthosisem trudno powiedzieć. Być może niedosyt byłby jeszcze większy po ewentualnym odpadnięciu z Cypryjczykami. Strata czterech goli boli. Założenia meczowe prysły w 7 minucie, chociaż byliśmy przygotowani na taką grę zespołu z Izraela, to przegrywaliśmy po błędach indywidualnych dwoma bramkami. Drużyna zareagowała w sposób pozytywny, bo stworzyła kilka sytuacji na bramkę, która dawałaby nam dogrywkę – Pich, Schwarz, Praszelik. Za łatwo straciliśmy trzeciego gola – gdzie była strata, brak powrotu, odbudowania pozycji, nie zamknęliśmy odpowiednio stref.

Wielu z zawodników pierwszy raz grało pod dużą presją, którą nałożyli sami na siebie, przy tak żywiołowej publiczności. Inna atmosfera, inny klimat. Wielu w tym sezonie debiutowało w pucharach, nie mieli doświadczenia. To ogromna lekcja. We mnie ten mecz siedział długo, byłem przez dwa tygodnie podminowany. Drużynie sugerowaliśmy wyrzucenie jak najszybciej tego meczu z głowy, ale sam miałem duży problem, żeby oczyścić się z tego.

Czy coś trenera w tym czasie pracy w Śląsku szczególnie zaskoczyło, jakaś decyzja była szczególnie trudna, np. odnośnie składu na któryś mecz?

Poza jednym meczem nie miałem wątpliwości. Jedynie przed spotkaniem z Piastem Gliwice długo się zastanawiałem i teraz wiem, że za długo myślałem na temat składu.

Natomiast odnośnie trudnych decyzji, to wiedzieliśmy, że jest dwóch zawodników znanych, lubianych, będących – nie będę bał się tego określenia – legendami klubu, czyli Piotr Celeban i Mariusz Pawelec. Z oboma odbyłem długie rozmowy, wiedząc, że to jest potrzebne, żeby zrozumieli argumenty mojej decyzji. To była trudna sytuacja, bo obu znam jeszcze z boiska. Ważne, żeby nie dowiedzieli się o decyzjach z mediów, czy od innych osób. Patrząc perspektywicznie – nie mogłem na nich budować drużyny, która będzie walczyć o najwyższe cele za rok, za dwa, bo pewnych rzeczy nie oszukamy. Piotrek chciał iść w kierunku trenerskim i przekonywaliśmy go, że to dobry moment, żeby pójść w tym kierunku. Podobnie Mariusz, który również przy nas poznaje od drugiej strony tę pracę. Jesteśmy do ich dyspozycji, chcemy żeby się rozwijali i byli zadowoleni z tego, w jakim miejscu są. Może za jakiś czas dołączą nawet do sztabu pierwszej drużyny.

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.