Magiera: Piłka to ma być widowisko
fot.: Mateusz Porzucek
Trener Jacek Magiera na pomeczowej konferencji prasowej skomentował remis swojego zespołu z Araratem Erywań (3:3). Pomimo braku zwycięstwa Śląsk przypieczętował awans do 3. rundy kwalifikacji Ligi Konferencji Europy. Naszą relację ze spotkania na Stadionie Wrocław znajdziecie TUTAJ.
Jest pan rozczarowany wynikiem?
Nie, nie jestem naszym, bo naszym celem był awans i to drużyna zyskała poprzez dwumecz. Podkreślamy, że mecz ma dwie połowy - jedna u siebie, druga na wyjeździe i to podkreślamy. Chcemy wygrywać, to jest najważniejsze. Zbieramy doświadczenie i lekcje w Europie, to dla każdego zawodnika jest coś nowego, inaczej się do tego podchodzi. Jestem zadowolony, że gramy do przodu, stwarzamy sobie dużo sytuacji i z tego, że po dwóch ciosach, które doprowadziły do wyniku 1:2 po 45 minutach nie straciliśmy pewności siebie w drugiej części. Budowaliśmy zresztą też tę pewność w przerwie. Jedno zadanie taktyczne spowodowało, że drużyna lepiej zorganizowała się do odpierania ich ataków i nie pozwoliła się zdominować.
Myślę, że stworzyliśmy dwucyfrową liczbę okazji bramkowych - było dużo strzałów, widzieliśmy choćby piękne strzały Erika Exposito i Fabiana Piaseckiego. Ich gole byłyby przecież ozdobą tego dwumeczu. Pretensje do siebie jako drużyny mogliśmy mieć o to, że nie zabiliśmy tego meczu, mając na to dwie świetne okazje. To jest rozwój dla Szymona Lewkota, który jeszcze niedawno grał w II lidze, a Szromnik w I i ma dopiero kilkanaście meczów w ekstraklasie. Podobnie Rafał Makowski. To jest odbierane przez nas w charakterze rozwoju i tak podchodzimy. Mamy teraz mecz ligowy z Cracovią, potem Hapoel, przygotujemy się do tego jak najlepiej, mecze w Europie mogą mieć dla nas tylko jak najwięcej korzyści dla tych piłkarzy, o których powiedziałem.
Czy defensywa to powód do niepokoju przed dwumeczem z Hapoelem?
Piłka to ma być widowisko, chcemy grac ofensywnie, w sposób otwarty, ale to też powoduje ryzyko. Na dziś tracimy gole po indywidualnych błędach, które nie powinny się może przytrafiać, ale to jest wkalkulowane w ryzyko. Chcemy strzelać jak najwięcej goli, każdy kto obserwował wcześniej naszą pracę w Zagłębiu Sosnowiec i Legii Warszawa, wie, że na tym nam zależy. Nie powiem, że nic się nie stało, broń Boże, lepiej broniące drużyny nie pozwolą, byśmy stworzyli tyle sytuacji. Zależy nam na grze w defensywie.
Wiedzieliśmy, że Ararat będzie najgroźniejszy, kiedy na boisku będzie my chaos, a my go stworzyliśmy. Wiedzieliśmy, że to nakręca Ararat, były podania za linię obrony, musieliśmy się z nimi ścigać, a nie chcieliśmy tego. Korekta w przerwie spowodowała, że w drugiej połowie już tego nie było. Gramy dalej, różne będą mecze, dziś już skupiamy się na Cracovii. Śląsk ma swoją tożsamość i będzie ją miał. Na takiej piłce chcemy zbudować podwaliny pod, nie powiem, że lepszą, ale skuteczniejszą grę w defensywie. Nie powiem jednak, że w obronie gramy źle. Chcemy natomiast, by wygrywanych pojedynków w defensywie było kilkanaście procent więcej.
Co ze zdrowiem Mateusza Praszelika, który zszedł z kontuzją w końcówce pierwszej połowy?
Widziałem, że Mateusz Praszelik jest dziś nieswój, nie jest dynamiczny. Nie jest taki, który jak dostanie piłkę to zastawi z przeciwnikiem, był nijaki. Zawołałem go do linii, powiedział, że cos go kłuje pod żebrami i gdyby nie ten trudny moment, który mieliśmy w tym meczu pozostałby na boisku. Chcielibyśmy, żeby wbił klina, poradził sobie z tym i grał dalej, ale Ararat dochodził do sytuacji i nie chcieliśmy grać w dziesiątkę biorąc pod uwagę sytuację Mateusza. Zrobimy oczywiście badania co się dokładnie stało, czy może został uderzony. On nie przypomina sobie, by ktoś go poturbował. Jutro lub w sobotę będziemy wiedzieć, czy zagra w meczu przeciwko Cracovii.
Zwróciliśmy uwagę, że Szymon Lewkot świetnie wyprowadza piłkę – czy to dla pana już obrońca czy ciągle pomocnik? I jak pan go widzi docelowo.
To może być świetny pomocnik, ale spokojnie daje radę jako obrońca właśnie poprzez wyprowadzanie piłki, szybkość, grę w defensywie. Nie chcemy zabić w nim kreatywności, odwagi w grze do przodu, bo to wartość dodana. Dzisiaj Lewkot, Makowski, Pich pociągnęli zespół, również Golla w rozegraniu jeśli chodzi o prowadzenie gry. To oni dodawali pewności w trudnych momentach. Były straty, ale poprzez złe wybory, typu piłka prostopadła na zawodnika mającego obok siebie przeciwnika zamiast skośnej. Byli agresywni, a w pewnym momencie po prostu bardziej zdeterminowani i tym się nakręcali. Chcemy, żeby drużyna była elastyczna w grze w piłkę.
Co się stało z Robertem Pichem, że na początku sezonu wygląda tak dobrze?
Jest świetnym zawodnikiem i od początku wiedziałem, że mogę na niego liczyć. Można oczywiście wrócić do momentu początku naszej pracy we Wrocławiu, gdy jako pierwszy trener Śląska posadziłem go na ławce i w pierwszych czterech meczach wchodził z ławki. Odbyłem z nim wtedy rozmowę, powiedziałem: „zagrasz w najlepszym dla siebie momencie, zaufaj nam, teraz potrzebujesz innej pracy”. Pich idzie do góry, to nie jest jego sufit. To zawodnik, który gwarantuje asysty, gole, a do tego profesjonalizm na treningach. Nigdy nie miał pretensji, nie traktował źle kolegi z drużyny, jeśli akurat musiał usiąść na ławce, wręcz przeciwnie, mobilizował. Na jego pozycji najważniejsze są statystyki, wchodząc z ławki był pierwszym, który dawał jakość zespołowi. Kolejny jego atut – merytoryczne pytania, które potrafi popierać swoją wiedzą na temat piłki. Dobra współpraca z Exposito, Mączyńskim, Makowskim, to wszystko spowodowało, że Robert tak gra. Zmiana dzisiaj też była celowa, kibice go docenili i tak się stało, to są zawsze duże chwile dla zawodnika i budują jego tożsamość.
Tadeusz Pawłowski będąc trenerem Śląska powiedział kiedyś, że to nie jest snajper, który może strzelić dziesięć goli w sezonie. Zgoda czy jednak właśnie w tym sezonie może ten szklany sufit przebić? Może ten pierwiastek snajpera jest jednak u niego bardziej istotny niż się wydawało?
Robert jest taki, że nie tylko w trudnym momencie potrafi strzelić gola, ale odróżnia też sytuacja stuprocentowe od opcji podania do partnera. Dla niego w pierwszej kolejności liczy się dobro zespołu, strzeli tyle goli, ile będzie mógł, nie spodziewam, że będzie składał jakiekolwiek deklaracje. Widać jak się cieszy grą, chcemy, by to utrzymał i ciągnął kolegów. Nie pamiętam jego meczów za trenera Pawłowskiego, więc nie chcę się odnosić do jego słów, mówię co widzę teraz na treningach i w meczach.
Jaki ma pan pomysł na Waldemara Sobotę? Czy jego ciągle da się odkurzyć, jak to zrobić?
Trzeba mu teraz pomóc i wiem o tym. Stać go na lepszą grę i pokazywanie walorów pod bramką rywala. Była dziś taka sytuacja, kiedy z perspektywy naszej ławki wydawało się, że na szesnastym metrze ma idealne miejsce na strzał. On się jednak zawahał i to jest dziś największe wyzwanie do pokonania. Niech oddaje strzał, a nie się waha, niezależnie od tego jaki ten strzał będzie, Waldek potrzebuje gola. Od sztabu może liczyć na pomoc, ale najważniejsze są wyniki, wiec nie będziemy też na niego czekać zbyt długo. Wczoraj zaprosiłem go nawet na obiad by porozmawiać o przyszłości, mówiłem mu, że w pierwszych meczach w Śląsku grał jak Leo Messi, wtedy występował chyba jeszcze na pozycji numer osiem. To był Waldek, którego Śląsk kochał, kocha i mam nadzieję, że jeszcze pokocha.