Mecz sezonu dla Śląska
fot.: Mateusz Porzucek
Środowe popołudnie może okazać się decydujące dla końcowych rozstrzygnięć sezonu 2020/2021 w ekstraklasie. W akcji nie zobaczymy jednak wrocławian, a rywalizacja nie będzie toczyć się o ligowe punkty.
Już dziś poznamy skład finału Pucharu Polski, który 2 maja odbędzie się na Arenie Lublin. Na rywala po ubiegłotygodniowym zwycięstwie w konkursie rzutów karnych z Piastem Gliwice czeka Arka Gdynia, a drugą półfinałową parę tworzą Cracovia oraz Raków Częstochowa. Kibice Śląska i kilku innych klubów z górnej połowy tabeli ekstraklasy powinni trzymać kciuki za triumf podopiecznych trenera Marka Papszuna nie tylko dziś, ale i w ewentualnym meczu finałowym. Puchar dla Rakowa to gwarancja ligowych emocji do ostatniej kolejki.
Powód jest prosty – 4. miejsce w ostatecznej tabeli ekstraklasy gwarantuje grę w kwalifikacjach europejskich pucharów tylko przy scenariuszu, w którym Puchar Polski wygrywa medalista rozgrywek ligowych. Z PP już wcześniej pożegnały się lider Legia i wicelider Pogoń, a Raków to drużyna plasująca się w tym momencie na najniższym stopniu podium. Dzisiejszy awans i ponowny triumf Cracovii jej ligowym rywalom nie dałby nic, bo Pasom dziś zdecydowanie bliżej do strefy spadkowej niż do czołówki. Pewna już finału pierwszoligowa Arka w Święto Flagi na Arenie Lublin też będzie grała tylko dla siebie.
Śląsk po obiecującym starcie pod wodzą Jacka Magiery oczywiście cały czas ma szansę, by bez oglądania się na innych powalczyć o podium i europejską przepustkę własnymi siłami, bo jego strata do 3. miejsca po 24 meczach to sześć punktów. Strata do pierwszej lokaty spoza pudła jest jednak o połowę mniejsza, a poszukiwanie alternatywnych możliwości dla zespołów, takich jak teraz Śląsk, to coroczny stały fragment gry. Dzisiejszy awans Rakowa sprawi, że liga faktycznie będzie ciekawsza. Jego odpadnięcie znacznie odchłodzi nastroje we Wrocławiu.
W poprzednim sezonie już przed finałem zaplanowanym na pięć dni po ostatniej kolejce wiedzieliśmy, że 4. miejsce pucharów nie da. Los w decydującym meczu w Lublinie skojarzył bowiem plasujące się poza podium Cracovię i Lechię Gdańsk, a wygrana Pasów 3:2 po dogrywce mogła wzbudzić rozczarowanie w stolicy Dolnego Śląsku jedynie ze względów kibicowskich. Właśnie dlatego trener Vitezslav Lavicka na ostatni mecz ligowy mógł sobie pozwolić na wystawienie eksperymentalnego składu, przegrał u siebie 1:2 z biało-zielonymi i rzutem na taśmę dał się im zepchnąć na 5. miejsce. Można sobie tylko wyobrazić, jaką temperaturę miałoby to spotkanie, gdyby stawką były europejskie puchary.
Pierwszy gwizdek półfinałowego meczu Pucharu Polski Cracovia – Raków zaplanowano na dziś o godzinie 17:30.