Mecze z beniaminkiem = kłopoty Śląska

Mecze z beniaminkiem = kłopoty Śląska

fot.:

Porażka w fatalnych okolicznościach z Bruk-Betem doprowadziła także do jednego zawstydzającego dla Śląska wniosku. Zespół z Wrocławia w obecnym sezonie nie zdołał pokonać żadnego beniaminka i tak jak w starciach z mocnym Radomiakiem remisy są zrozumiałe, tak w dwumeczu przeciwko drużynie z Niecieczy wydarzyła się prawdziwa katastrofa. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu. 



 

Starcia z ekipami wchodzącymi dopiero do ekstraklasy wcale nie muszą być łatwą i przyjemną drogą do zwycięstw. Kto jak kto, ale zawodnicy WKS-u doświadczyli tego w największym możliwym stopniu, kiedy okazało się, że zespół ze stolicy Dolnego Śląska nie zdołał wywalczyć kompletu punktów przeciwko żadnej z głów beniaminkowej hydry (Bruk-Bet – Górnik Łęczna - Radomiak). Pojedynki z tymi zespołami zaczęły przypominać trójkąt bermudzki, w którym znikają punkty... 

Z ŁĘCZNĄ POD GÓRKĘ 

Pierwsze symptomy słabości pojawiły się jeszcze w połowie sierpnia, kiedy do Wrocławia przybyli prowadzeni przez Kamila Kieresia łęcznianie, mający po 3 kolejkach zawrotne jedno oczko na koncie. Doskonale pamiętamy tamten mecz, bo okazał on się pierwszym zwiastunem ofensywnej niemożności Śląska. Jeśli mielibyśmy wybierać spotkanie, w którym wrocławianom brakowało pomysłu na napoczęcie defensywy przeciwnika, to pierwszy mecz z Łęczną pasuje do tego scenariusza idealnie. Obrazu meczu dopełnił gol Fabiana Piaseckiego, który jednak nie został uznany ze względu na minimalnego spalonego. W mediach rozpoczęła się wtedy żywiołowa dyskusja dotycząca dokładnego rysowania linii spalonych w wozie VAR. 

Bilans Śląska przeciwko beniaminkom w tym sezonie: 

  • 4 punkty: 4 remisy, 2 porażki 
  • Bramki: 5 - 10 

Drugie spotkanie z beniaminkiem z Łęcznej wcale nie było lepsze, ale każdy zapamięta je ze względu na ekstremalne warunki atmosferyczne oraz gol super-rezerwowego. Na godzinę przed lutowym meczem z przechodzącym przemianę Górnikiem (3 zwycięstwa w 4 ostatnich kolejkach) obficie zaczął padać śnieg, który zdeterminował obraz tego spotkania. Jeszcze przed przerwą gospodarze objęli przecież prowadzenie, ale w końcówce do roboty wziął się Adrian Łyszczarz, który po indywidualnej akcji wydarł jeden punkt dla wrocławian. Nie sposób nie wspomnieć także o świetnej sytuacji Roberta Picha, przywodzącej nam na myśl niedawny mecz w Częstochowie, kiedy w podobnej akcji spudłował Waldemar Sobota. Śląsk w Łęcznej uciekł ze stryczka, ale na razie mówimy o remisach. Czas więc na  nierozwiązaną tajemnicę gminy Żabno. 

33-240. TEN NUMER TO KŁOPOTY 

Gdyby ktoś w październikowe południe przyszedł na stadion w Niecieczy z przeświadczeniem, że zobaczy kawał dobrego futbolu, nazwalibyśmy go profetą. Po fakcie można nazwać tamten mecz jednym ze spotkań całego sezonu, w którym było wszystko. Szybkie prowadzenie Śląska, nieuznany gol Erika Exposito, odpowiedź Bruk-Betu, obroniony rzut karny i fenomenalny pościg Adriana Łyszczarza za napędzonymi gospodarzami. Ostatecznie z kompletu oczek cieszyły się jednak Słonie za sprawą specjalisty od gry do końca, czyli Mateusza Grzybka, który wykończył dośrodkowanie w ostatnich sekundach, ustalając wynik na 4:3 (wbił gwóźdź do trumny także we Wrocławiu). Po pucharowej porażce z tym zespołem demony powróciły ze zdwojoną siłą... 

Nikt nie spodziewał się jednak, że ostateczna weryfikacja przyjdzie we Wrocławiu. Weekendowa porażka 0:4 to jeden z najbardziej haniebnych występów wrocławian przed własną publicznością, a o innych takich wpadkach przeczytacie więcej TUTAJ. 0 zdobytych punktów, 3 zdobyte i aż 8 straconych goli – bilans w dwumeczu z niecieczanami poraża jak piorun. Do dzisiaj zawodnicy Śląska widząc kod pocztowy 33-240 miewają koszmary z Murisem Mesanoviciem i Michalem Hubinkiem w roli głównej. 

PRZEMIANA Z MOTYLA W POCZWARKĘ 

W tej całej brutalnej wyliczance brakuje już tylko Radomiaka Dariusza Banasika, z którym wrocławianie ugrali 2 punkty. Na jesień można było się cieszyć z takiego obrotu spraw, bo w deszczowym Radomiu, gdzie beniaminek rozkręcał się z kolejki na kolejkę, wywalczenie jednego punktu można było przyjąć z godnością. Zupełnie inaczej było w debiucie Piotra Tworka, gdy zespół Pana Sławka był (i jest dalej w obecnej rundzie) pod formą i można było zaryzykować więcej (ehh ten Petr Schwarz i rzut karny). To jednak goście mieli na Pilczycach szansę w końcówce na objęcie prowadzenia, a nawet cieszyli się już z gola Goncalo Silvy, ale wtedy z kolei VAR okazał się sprzymierzeńcem gospodarzy, ratując także nieprzegrane debiuty wrocławskich szkoleniowców po awansie do ekstraklasy. 

Bilans Śląska przeciwko beniaminkom w ubiegłym sezonie: 

  • 14 punktów: 4 zwycięstwa, 2 remisy 
  • Bramki: 12 - 7 

Jeśli popatrzymy z kolei na poprzedni sezon, mecze z beniaminkami nie były aż takim przekleństwem. Dość powiedzieć, że zawodnicy Śląska nie przegrali wtedy żadnego spotkania ze “świeżakami” w ekstraklasie, a podwójnie rozprawili się z Podbeskidziem (2:0 i 4:3) oraz Wartą (2:1 i 3:2). Mocniej postawiła się drużyna Stali Mielec, która wydarła 2 remisy. Trzeba przyznać, że były to jednak zupełnie inne gatunkowo podziały punktów. Ten lutowy – nudny, miałki i bez wnioskowy. Natomiast ten z końca rozgrywek - piękny, zapewniający europejskie puchary, euforyczny i niespodziewany. Dzisiaj to już wszystko tylko zapisana karta historii. Przed Śląskiem 4 kolejki prawdy w walce o ligowy byt. 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.