Poczwórna kompromitacja
fot.: Paweł Kot
Można przegrać spotkanie i stracić w nim więcej niż jednego gola, jednak kiedy mamy do czynienia z takim wynikiem, jak w sobotę, problem robi się poważny. Tak zawstydzającego występu przed własną publicznością defensywa Śląska nie zanotowała od lat. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.
Cztery gole stracone przez Śląsk w meczu przed własną publicznością to przykrość, która nie zdarza się często. Zarówno w tym, jak i w poprzednim sezonie wrocławianom nieraz zdarzały się spotkania, w których piłka wpadała do ich bramki trzykrotnie (4:3 z Podbeskidziem w kwietniu 2021 roku czy 1:3 z Piastem w pierwszych tygodniach obecnej rundy), cztery ciosy to jednak nie lada wyczyn przyjezdnych na Pilczycach. Dość powiedzieć, że poprzednia taka sytuacja miała miejsce jeszcze na początku sezonu 2019/2020 w niezapomnianych derbach z Zagłębiem, wtedy cztery stracone gole łatwiej było jednak zaakceptować, bo skompletowanie hat-tricka przez Erika Exposito pozwoliło przecież uratować remis 4:4. Domowa porażka naznaczona tak dużą liczbą straconych goli smakuje zupełnie inaczej, a z taką wpadką we Wrocławiu nie mieliśmy do czynienia zdecydowanie dłużej.
PRZESZŁOŚĆ DOPADA
Cztery stracone gole w przegranym ligowym meczu rozgrywanym na Pilczycach Śląskowi po raz ostatni przytrafiły się na początku marca 2017 roku w szalonej rywalizacji z Piastem Gliwice (3:4). Tamten sezon generalnie był jednak specyficzny, bo prowadzony jesienią przez Mariusza Rumaka, a wiosną przez Jana Urbana zespół cztery gole na własnym boisku tracił z zaskakującą regularnością. W pierwszej części rozgrywek zdarzyło mu się to jeszcze z Jagiellonią oraz Legią (dwie porażki po 0:4), zaś po 37. kolejce żaden z ligowych rywali nie legitymował się gorszą defensywą przed własną publicznością (27 straconych goli). Przeszłość bezsprzecznie była niechlubna, problem polega jednak na tym, że dopada nas, gdy wszyscy już powoli o niej zapominali. Konia z rzędem temu, kto w momencie 5. miejsca na koniec sezonu Vitezslava Lavicki czy europejskich pucharów Jacka Magiery pomyślałby, że Śląsk zaliczy tak ekspresowy zjazd.
ŚLĄSK NA KŁOPOTY NIECIECZY
Bez podziału na mecze domowe i wyjazdowe, cztery tracone gole zielono-biało-czerwonym w tym sezonie akurat zdarzały się często – jesienią właśnie 0:4 przegrywali przecież z Hapoelem Beer Szewa w kwalifikacjach Ligi Konferencji Europy i Lechem Poznań w ekstraklasie, a czterema ciosami zakończyła się również ich wyjazdowa potyczka z Bruk-Betem (3:4). Historia spotkań ze Słoniami w obecnych rozgrywkach jest zresztą wyjątkowo zawstydzająca dla klubu z Oporowskiej, bo Nieciecza w momencie ubiegłorocznego awansu nie miała na koncie choćby jednego ekstraklasowego meczu z czterema zdobytymi bramkami. Po dwumeczu ze Śląskiem… ma już dwa, a wrocławianom w tym sezonie wbiła 8 z 32 swoich goli, czyli bagatela 25 procent całego dorobku. Wysokie sobotnie lanie oznaczało również przedłużenie fatalnej serii bez domowego zwycięstwa zespołu prowadzonego przez Piotra Tworka, a porażający marazm doprowadził do radykalnej decyzji, o której więcej przeczytacie TUTAJ.
MECZE Z MIN. CZTEREMA GOLAMI STRACONYMI PRZEZ ŚLĄSK NA NOWYM STADIONIE:
- 26.02.2012 Śląsk 0-4 Legia
- 23.08.2012 Śląsk 3-5 Hannover
- 29.08.2013 Śląsk 0-5 Sevilla
- 19.07.2015 Śląsk 1-4 Legia
- 16.09.2016 Śląsk 0-4 Jagiellonia
- 27.11.2016 Śląsk 0-4 Legia
- 10.03.2017 Śląsk 3-4 Piast
- 21.09.2019 Śląsk 4-4 Zagłębie
- 23.04.2022 Śląsk 0-4 Bruk-Bet