Mila i R. Gikiewicz po meczu

Sebastian Mila: Cieszymy się z wygranej. To był ciężki gatunkowo mecz. Naszym zadaniem jest zdobywanie punktów i bycie w czubie tabeli. To nam się dziś udało. Stadion robi niesamowite wrażenie. Były fajne emocje, dziękujemy kibicom za przyjście. Nasłuchiwaliśmy tych wiadomości o ilości sprzedanych biletów. Był to wyjątkowy mecz dla całego Wrocławia. Murawa nie była jeszcze w 100 procentach przygotowana, potrzebuje trochę czasu. Było grząsko, trzeba było dobrać dobre buty, ale nam się to udało.


 

Rafał Gikiewicz: Marian w środę doznał kontuzji na treningu przy wyskoku do piłki. Bolało go z dnia na dzień i domyślałem się, że mogę wystąpić. Nie było tremy, przy takiej publiczności łatwiej się gra. Przy bramkach stała woda, było bardzo grząsko. Kontrowersje wzbudził niepodyktowany rzut karny. Ale go nie było, bo najpierw dotknąłem piłkę, a zawodnik przeskoczył przez moje nogi. Próbował wywrzeć presję na arbitrze. Na stadionie była moja żona z synem Piotrusiem. Dotrwał do końca i pobiegał nawet po murawie. Pawłowski przy bramce popełnił błąd podobny do tego w meczu z Lechem w sytuacji z Rudnevem. Skakał z Wasilukiem i próbował piłkę łapać zamiast piąstkować. Ale Pawłowski to nie moje zmartwienie i nie chcę go oceniać. Nie wiadomo było, czy zostanę zgłoszony do rozgrywek, kilka tygodni temu miałem iść do Jagiellonii. Życzę Marianowi powrotu do zdrowia, choć wiadomo, że to on będzie bronił. Słyszałem, że wkrótce wraca do treningów. Mam 24 lata, chciałbym bronić.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.