Mila: W Polsce brakuje profesjonalizmu

Piłkarzem Meczu z Lechem Poznań został Sebastian Mila, który otrzymał 28% głosów. Kibice docenili także Cristiana Diaza (24%) i Amira Spahicia (16%).

Sebastian, zostałeś przez kibiców wybrany najlepszym piłkarzem Śląska w meczu z Lechem. To Twoje pierwsze wyróżnienie w bieżącym sezonie.

Akurat tego nie śledziłem, ale jest to miłe. Dziękuję kibicom za głosy oraz za to, że są prawdziwymi kibicami, którzy dopingują nas w trudnych momentach. My to odczuwamy.


 

W oczy rzucała się Twoja ofiarna gra w defensywie. Do tej pory odbiór i wślizg to nie były cechy charakterystyczne dla Sebastiana Mili.

Rzeczywiście, taka jest teraz moja rola na boisku. Wiele razy już mówiłem, że nie jestem w tej drużynie, aby poprawiać swoje indywidualne statystyki, lecz grać z korzyścią dla zespołu. To dla mnie nowa sytuacja. Tak to jednak czasami bywa w życiu – kiedyś ktoś grał „na mnie,”, teraz ja gram „na kogoś”. To zrozumiała sytuacja. Będę starał się wykonywać swoje obowiązki jak najlepiej.

To kwestia przejścia na nowy system gry, czyli 4-4-2?

Zdecydowanie tak. Gdy byłem młodszym zawodnikiem, grałem trochę inaczej. Gdybym wtedy dołożył swoje obecne atuty, pewnie mój poziom podniósłby się.

Za wpadkę w Gdańsku zrehabilitowaliście się połowicznie, bo choć gra była dużo lepsza, to mecz jednak przegraliście.

Mecz w Gdańsku nie był dla nas udany i jestem z tego powodu bardzo rozczarowany. Nie graliśmy wtedy na takim poziomie, jak dotychczas. Na mecz z Lechem byliśmy wyjątkowo zmotywowani. W szatni było widać po chłopakach, że nie mogą się doczekać pierwszego gwizdka. Cieszyło mnie to. Widziałem, że wyjdziemy na boisko i łatwo skóry nie sprzedamy. Nie byliśmy drużyną gorszą, ale taki jest sport – wygrywa drużyna, która strzeli więcej bramek. Muszę się z tym pogodzić. Teraz przez tydzień ten mecz będzie siedział w głowie. Mobilizacja na kolejny będzie jeszcze większa.

W jakim elemencie gry Lech był lepszy?

Nie uważam, żeby był lepszy. Lepiej im szło w strzelaniu bramek. Tylko tym nas przewyższali. Uważam, że nasi zawodnicy nie byli gorsi od tych zawodników Lecha, którzy jeżdżą na reprezentację.

Sędzia podjął kilka kontrowersyjnych decyzji. Uważasz, że którąś ze stron skrzywdził bardziej?

Mnie irytują nie główne błędy typu spalony czy rzut karny. To umiem ścierpieć, przyzwyczaiłem się do tego podczas mojej przygody z piłką. Każdy się myli, i piłkarz, i sędzia. Irytujące są dla mnie sytuacje, gdy sędzia odgwizduje takie faule, jak ten przy chorągiewce, gdy Arboleda pajacował, kładł się, a Diaz stał i nie mógł nic zrobić, bo rywal leżał na piłce. A sędzia odgwizdał w drugą stronę i nie potrafił z takiej sytuacji wyjść. Przez to gra się zaostrza, nerwy udzielają się nie tylko piłkarzom, ale i arbitrowi. Takie sytuacje mnie deprymują. Gdy sędzia w Anglii ukaże piłkarza żółtą kartką, wytłumaczy mu za co. U nas tego nie ma. Sędziowie są aroganccy, jest to mało przyjemne dla zawodników, wręcz prowokujące. Trzeba z tym walczyć. Sędziowie nie są kimś lepszym od piłkarzy czy kibiców. Powinni traktować nas z szacunkiem. A rzadko się to zdarza.

To brak doświadczenia z ich strony, znajomości przepisów czy kultury?

Przepisów nie. Myślę, że sędziowie są przeszkoleni bardzo dobrze. Chodzi o kulturę osobistą i smykałkę do futbolu. Trzeba wiedzieć, kiedy zagwizdać, a kiedy nie. Ze smykałką trzeba się urodzić. Tak jak w futbolu – albo jesteś dobrym zawodnikiem, albo cieniasem. Albo dobrze sędziujesz, albo jesteś przeciętniakiem.

Do tej pory potrafiliście pokonać tylko Cracovię, która zbiera baty od wszystkich. W efekcie WKS jest w tabeli trzeci od końca, spekuluje się o przyszłości trenera. To sprawia, że mecz w Łodzi nabiera ogromnego znaczenia...

Jest on dla nas ważny. Ludzie oglądają nas w telewizji lub na stadionie i widzą, jak gra drużyna. Wiem, że można się opierać na liczbach, one są najbardziej wiarygodne. Uważam, że jesteśmy jednak drużyną, która gra o niebo lepiej niż w zeszłym sezonie. Gramy ofensywnie, stwarzamy sytuacje, brakuje nam trochę szczęścia. Na pewno też i umiejętności, ale gramy naprawdę przyzwoicie. I kibice też to widzą, dopingują nas do ostatniej minuty. Musimy coś jeszcze od siebie dodać, by wygrywać.

Jeśli chodzi o trenera... Niestety, u nas w Polsce brakuje profesjonalizmu we wszystkich kategoriach. Nie tylko u piłkarzy, ale też u dziennikarzy czy kibiców. Wszędzie. U nas jeśli dyskutuje się po pięciu kolejkach o odejściu trenera, to jest to śmieszne. Po prostu śmieszne. Jeśli chcielibyśmy grać jak w Anglii, pisać jak w Anglii czy kibicować jak w Anglii, to musimy wzorować się na nich.

Na koniec chciałem zapytać o wrażenia po pięciu kolejkach. Tzw. wielka trójka błąka się w środku stawki, a na czele są Jagiellonia, Bełchatów i Korona. Uważasz, że może dojść do małego przewrotu w ligowej tabeli na koniec sezonu czy niedługo wszystko wróci do normy?

Nie wróci do normy. Dużo zespołów wzmocniło się i gra dobrą piłkę. Nie będzie łatwo czołowym drużynom odrabiać straty. Pomyślałem też sobie o tym, że wspomina się o pokonaniu przez nas tylko Cracovii, a zapomina o tym, że jako jedyni nie przegraliśmy z najlepszą Jagiellonią. To też jest sygnał, że nie jest z nami tak najgorzej. Jagiellonia gra dobrze, parę drużyn ma zadyszkę. Ale to nie jest czas na podsumowania, poczekajmy jeszcze pół rundy.

Jagiellonia jest w stanie zdobyć mistrzostwo?

Zdobyła Puchar Polski, wygrała już w tej rundzie z Lechem i Wisłą. Jeśli nie teraz, to w kolejnych sezonach będzie im ciężko.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.