Na kogo liczyć z Wisłą Kraków?
fot.: Mateusz Porzucek
Po starciu z Rakowem wrocławianie znaleźli się w nowej dla siebie sytuacji. Od momentu pojawienia się w klubie trenera Jacka Magiery po raz pierwszy Śląsk przegrał dwa spotkania z rzędu. Mecz z Wisłą Kraków będzie wobec tego dla WKS-u podwójnie ważny - w grę wchodzi tylko zwycięstwo. Najłatwiej wygrywa się jednak, gdy na boisku ma się zawodników, którzy w pojedynkę mogą rozstrzygnąć o ostatecznym rezultacie. Na kogo w takim razie możemy liczyć w sobotniej batalii?
Historia pojedynków Śląska z Wisłą jest bardzo długa i barwna. O ile podczas researchu przed starciem z Rakowem trudno było znaleźć zawodników, którzy rozegrali więcej niż 3-4 mecze z częstochowianami, o tyle spotkań z "Białą Gwiazdą" było aż nadto. Niegdyś mecze przyjaźni, dziś batalie z jednym z największych kibicowskich wrogów - ładunek emocjonalny w bitwach z krakowianami zawsze był spory.
MY SIĘ WISŁY NIE BOIMY
W kadrze Śląska znajdziemy całkiem sporą grupkę zawodników, którzy mogą śmiało powiedzieć, że lubią mecze z Wisłą. Zaczynając od bramki, jako pewniaka możemy wskazać Matusa Putnockiego. Słowak w swojej wieloletniej karierze z krakowianami mierzył się aż 13 razy, z czego przegrał tylko raz. Był to jego początek rywalizacji z "Białą Gwiazdą". W sezonie 2015/2016 stanął między słupkami bramki Ruchu Chorzów, lecz jego drużyna przegrała wówczas 2:3. Gole dla Wisły strzelali: Rafał Wolski, Arkadiusz Głowacki i Zdenek Ondrasek. Co ciekawe, jednego z goli dla Ruchu zdobył Mariusz Stępiński, a w Wiśle na boisku mogliśmy oglądać m.in. Pawła Brożka i Patryka Małeckiego.
Mecze przeciwko "Białej Gwieździe" dobrze może wspominać również… Jej były zawodnik. Krzysztof Mączyński, bo o nim mowa, rozegrał do tej pory aż 12 meczów z krakowianami, w których zwyciężał 7 razy, a 3 razy musiał uznać wyższość rywala. W kadrze Śląska znajdziemy też kilku zawodników, którzy z Wisłą jeszcze nie przegrali: Dino Stiglec, Erik Exposito, Mateusz Praszelik - każdy z nich ma na koncie po 3 spotkanie, w których dwa razy zwyciężali, a raz dzielili się punktami z przeciwnikiem.
DAWNO, DAWNO TEMU…
Nieudolność Śląska w Pucharze Polski stała się już pewnym obiektem żartów, a także jedną z większych plam na honorze WKS-u w ostatnich latach. Jest to tym bardziej bolesne, że wielu z nas pamięta z pewnością wcale nie tak odległe czasy, gdy wrocławianie w tym turnieju znaczyli bardzo wiele. Oprócz nas, te czasy pamięta również Waldemar Sobota.
W sezonie 2012/2013 Śląsk zmierzył się z Wisłą w ramach półfinału Pucharu Polski. Dwumecz z krakowianami wyjątkowo dobrze wspomina właśnie Sobota, który odegrał wówczas kluczową rolę w obu spotkaniach. W pierwszym starciu wrocławianie prowadzili 2:0 już po 13 minutach gry. Pierwszego gola zdobył bohater naszej opowieści, a drugie trafienie należało do Sebastiana Mili, który popisał się uderzeniem z rzutu wolnego. Wisła starała się wrócić do gry, lecz bramka Małeckiego w 50 minucie była jednocześnie ostatnią podczas pierwszej bitwy.
W meczu rewanżowym emocji również nie zabrakło - obecni na stadionie kibice mogli obejrzeć aż 5 goli. Strzelanie rozpoczął Śląsk, a konkretnie Dalibor Stevanovic. Wrocławianie nie cieszyli się długo z prowadzenia, gdyż po 4 minutach wyrównał Cezary Wilk. Po 45 minutach mieliśmy wobec tego remis, a sprawa awansu do finału była wciąż otwarta. Zaledwie 9 minut po rozpoczęciu drugiej połowy do siatki trafił Sobota, lecz niecały kwadrans później Wisła ponownie wyrównała - tym razem gola zdobył Ivica Iliev. W 80 minucie sprawy w swoje ręce wziął Sebastian Mila, który zanotował asysty przy dwóch poprzednich bramkach dla WKS-u. Pomocnik doskonale wykorzystał podanie Mateusza Cetnarskiego i ustalił wynik spotkania na 3:2, a Śląsk zameldował się w finale.
POKAZAĆ CHARAKTER
Zbliżający się mecz z Wisłą będzie prawdziwym testem charakteru dla zawodników Śląska. Po dwóch bolesnych porażkach trzeba jak najszybciej się podnieść, aby te przegrane nie zamieniły się nagle w serię. W składzie wrocławian może dojść do pewnych przetasowań - chociaż nie wiemy, co dzieje się w głowie trenera Magiery, to roszady w wyjściowej jedenastce wydają się oczywistym następstwem. Kto wie, może w sobotę zobaczymy wielki powrót Waldemara Soboty?
Wisła Kraków - Śląsk Wrocław, 23 października, sobota, godz. 20:00