Na pierwszoligowych łowach. Jak w WKS-ie radzili sobie zawodnicy z I ligi?
fot.: Mateusz Porzucek
Wyróżniający się piłkarz I ligi otrzymuje szansę w ekstraklasie. Takich transferów nie brakuje w każdym okienku, co nie dziwi, gdyż wydaje się to po prostu naturalne. Śląsk Wrocław kilka dni temu ściągnął z Chrobrego Głogów pomocnika Michała Rzuchowskiego, który odgrywał bardzo ważną rolę u Ivana Djurdjevicia. Czy będzie tak w WKS-ie? Przekonamy się, a tymczasem spójrzmy jak w ostatnich latach we Wrocławiu radzili sobie zawodnicy, ściągani prosto z I ligi.
PATRYK JANASIK (przed sezonem 2020/21 z Odry Opole)
Obecny prawy obrońca Śląska Wrocław do WKS-u przybył z pierwszoligowej tak wtedy jak i dziś, Odry Opole. Zapracował na to bardzo solidnym sezonem 19/20, gdy był podstawowym zawodnikiem opolan i spisywał się naprawdę dobrze, strzelając 2 gole oraz notując 2 asysty w 31 meczach. Miał wówczas 22 lata, jeszcze spore pole do rozwoju, a wrocławianie mogli mieć nadzieję, że stanie się bardzo jakościowym zawodnikiem w skali ekstraklasy. Czy tak się stało? No cóż, długo zajęło mu przekonanie do siebie Vitezslava Lavicki, zadebiutował dopiero w listopadzie 2020 roku. Ale na wiosnę sezonu 20/21 grał już regularnie, u Jacka Magiery później też. W tym sezonie na początku miał trochę problemów zdrowotnych, ale później wygrał rywalizację tak z Bartłomiejem Pawłowskim, jak i Jakubem Iskrą. Ale wszyscy wiemy, że mimo to była to dla niego rozczarowująca kampania. Nierzadko mieliśmy wrażenie, że w składzie jest z braku laku, aniżeli dlatego że zasłużył. Niemniej stać go na lepszą grę, na taki solidny ekstraklasowy poziom, jaki prezentował wiosną 20/21. Będzie musiał znów to pokazać, bo przed nim piekielnie trudna walka o skład z Martinem Konczkowskim. Póki co jego transfer można oceniać jako średni, ale wciąż z możliwością poprawy.
RAFAŁ MAKOWSKI (przed sezonem 2020/21 z Radomiaka Radom)
Przychodził jako kluczowa postać Radomiaka Radom, który w kampanii 2019/20 doszedł do finału barażów o awans do Ekstraklasy (porażka z Wartą Poznań 0:2). Wówczas w 35 spotkaniach dał drużynie 7 goli i 5 asyst. Jak się później okazało, Radomiak wywalczył upragniony awans rok później, ale Makowski do ekstraklasy trafił szybciej. Niestety to nigdy nie był taki „success story” jak wszyscy byśmy sobie życzyli. Dopóki w klubie był Vitezslav Lavicka, były pomocnik Legii Warszawa grał sporadycznie, a gdy już to ogony. Dopiero Jacek Magiera obdarzył go zaufaniem, lecz trudno mówić aby Makowski mu się za to szczególnie odpłacał. Ostatecznie bilans 31 meczów, 1 gola i 2 asyst nikogo na kolana nie powala, podobnie zresztą jak jego gra ogółem, bo można było odnieść wrażenie, że on na boisku mógł robić wiele, ale niewiele dobrze. Trudno nawet wskazać jakiś jego wyjątkowo dobry występ. Transfer całościowo należy uznać za rozczarowanie, choć mimo to Śląsk kilkaset tysięcy złotych na nim zarobił, gdy minionej zimy trafił do węgierskiej Kisvardy. Nie było to może brutalne odbicie od ekstraklasy, ale należało oczekiwać znacznie więcej.
PRZEMYSŁAW PŁACHETA (przed sezonem 19/20 z Podbeskidzia Bielsko-Biała)
Zdecydowanie najpozytywniejsza historia transferowa ostatnich lat. A może i w historii, bo koniec końców na nikim Śląsk tyle nie zarobił. Płacheta przychodził po całkiem dobrym sezonie w Bielsku-Białej i występach w kadrze u-21 (m.in. na MME u21). Wcześniej zaś spędził m.in. 2 lata w młodzieżówkach RB Lipsk. Ten ruch można z dość sporą pewnością ocenić jako strzał w „10”. Piekielnie szybki, przebojowy skrzydłowy, jakiego we Wrocławiu nie widziano od dawna. Debiutancki sezon w ekstraklasie zakończył z 8 golami i 5 asystami w 34 meczach, dokładając sporą cegiełkę do 5 miejsca na koniec kampanii. Zaś potem WKS zgarnął za niego rekordowe dla klubu 3 mln euro od angielskiego Norwich. Wyśmienity transfer. Oczywiście nie oznaczający że każdy będzie jak Płacheta, ale dający do myślenia, czy lepiej zainwestować w pokazującego się w I lidze Polaka, czy zagraniczny odrzut typu np. Filip Marković.
JAKUB ŁABOJKO (przed sezonem 2018/19 z Rakowa Częstochowa)
Podobny ruch jak w przypadku Płachety. Młody (wówczas 19 lat), obiecujący zawodnik, już z pierwszoligowym doświadczeniem, bo w sezonie 17/18 był podstawowym graczem w ówczesnym Rakowie u Marka Papszuna. Łabojko spędził w Śląsku dwa lata. Podczas kampanii 18/19 jeszcze nie miał stabilnego miejsca w składzie, ale ponad 1300 minut rozegrał. Co innego sezon później, gdy wyjściowa jedenastka bez niego, stała się rzadkością. On nigdy nie był jakimś szczególnie wyróżniającym się zawodnikiem. Przy czym nie miał być, bo to klasyczny defensywny pomocnik. Wykonujący pracę, którą niekoniecznie widać na pierwszy rzut oka, a wręcz najbardziej widoczną, gdy takiego zawodnika już nie ma. Bo tak z Łabojką było. Od jego odejścia dwa lata temu do Brescii, WKS cierpi na brak porządnego typowo defensywnego pomocnika. Zaś on sam na brak regularnej gry, bo ani Włoch, ani Cypru gdzie gra obecnie, za szczególnie nie podbił. Ale w barwach Śląska nieco jakości dał, zarobek 600 000 euro to też nie byle co. Zatem transfer ogólnie udany.
MATEUSZ RADECKI (przed sezonem 2018/19 z Wigier Suwałki)
Radecki do Śląska trafił w wieku 25 lat jako dość ważna postać średniaka I ligi. Czy ktoś oczekiwał, że on ekstraklasowy świat weźmie szturmem? Raczej nie, bo to nawet w I lidze był gracz całkiem dobry, ale nie jakoś szczególnie się wyróżniający. Można było za to mieć nadzieję, iż będzie wartościowym uzupełnieniem. No i zasadniczo w sezonie 2018/19 taki scenariusz się spełnił. Radecki zagrał w aż 29 meczach, ale większościowo z ławki. Strzelił w nich 4 gole, czyli konkrety jakieś tam były. Natomiast że nie zrewolucjonizował gry Śląska, który walczył wówczas o utrzymanie, też nikogo nie zadziwiło. Dalsze losy przekreśliły mu ciągłe problemy zdrowotne. Kampanię 19/20 może spokojnie wykreślić sobie z piłkarskiego życiorysu, zaś później miejsca dla niego już nie było. Mimo to, jak uwzględnimy oczekiwania, nie był to taki zły transfer. Dopóki nie posypał się zdrowotnie, robił co miał robić.
MICHAŁ SZROMNIK (przed sezonem 2020/21 z Chrobrego Głogów)
Można zadebiutować w ekstraklasie w wieku 27 lat? Można. Wcześniej debiutując chociażby w ekstraklasie szkockiej? Można. Nieoczywista była droga Szromnika do bramki w naszej lidze, ale w końcu trafił do Śląska z reputacją solidnej pierwszoligowej firmy. Tu z kolei okazał się być bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Miał być niczym Daniel Kajzer w sezonie 2019/20. Rywalem dla Matusa Putnockiego, ale że on z nim wygra tą rywalizację, to nikt nie oczekiwał. Tymczasem zrobił to. Już za Vitezslava Lavicki pod koniec 2020 roku zanotował kilka znakomitych występów, ale wiosną Czech wrócił mimo to do Putnockiego. Szromnikowi zaufał za to Jacek Magiera i 28-latka zupełnie zasłużenie można było uznać za jedno z największych zaskoczeń in plus, może nawet i w całej lidze. Miniony sezon z kolei jak dla wszystkich, już tak dobry nie był. Szromnik notował mniej topowych występów, za to więcej błędów. Pod koniec obu rund tracił nawet miejsce w składzie na rzecz Putnockiego. Mimo to, ten transfer należy oceniać pozytywnie. On zrobił dużo więcej niż ktokolwiek stawiał, a jeśli odzyska formę, Śląsk będzie miał w bramce spokój.
DAMIAN GĄSKA (przed sezonem 18/19 z Wigier Suwałki)
Przychodził w tym samym momencie i z tego samego klubu co Radecki. Ale on był po pierwsze o 3 lata młodszy (22), a po drugie, bardziej wyróżniał się wcześniej w I lidze (aż 9 asyst w sezonie 17/18). Właśnie jego pierwszy sezon w Śląsku był najbardziej udany. Rozumiemy przez to nieco ponad 1400 rozegranych minut i 2 gole oraz 5 asyst. Niezły wynik, zwłaszcza jak na debiutanta. Później było już tylko gorzej. Vitezslav Lavicka go nie cenił, bardzo sporadycznie wpuszczając go na boisko. Poszedł na wypożyczenie znów do I ligi, do Radomiaka, któremu wydatnie pomógł w awansie do ekstraklasy (3 gole i 8 asyst), ale kolejnej szansy w WKS-ie nie dostał. Został jednak w ekstraklasie, w Górniku Łęczna gdzie mimo spadku, rozegrał niezły sezon (5 goli i 4 asysty). Pokazał tym samym, że być może należała mu się jeszcze jedna szansa w Śląsku. Ale z drugiej strony, nie przekonali się do niego ani Lavicka, ani grający na dwóch ofensywnych pomocników Jacek Magiera.
FABIAN PIASECKI (przed sezonem 20/21 z Zagłębia Sosnowiec)
Śląsk był jego drugim podejściem do ekstraklasy. Wcześniej bardzo kiepsko poradził sobie w barwach Miedzi Legnica (1 gol w 28 meczach). Zapracował na to koroną króla strzelców 1. ligi, którą wywalczył jako gracz Zagłębia Sosnowiec, strzelając 17 goli. Historię Piaseckiego w WKS-ie znamy doskonale. W pierwszym sezonie zagrał w 26 spotkaniach, ale 80% z nich to były wejścia z ławki. Mimo to 4 gole strzelił. Rola rezerwowego mu się nie podobała, odszedł na wypożyczenie do Stal Mielec, tam spisywał się świetnie, zimą Śląsk ściągnął go znów do siebie, nieco wbrew jego woli, wiosnę zaś miał przeciętną, za to kibice szczerze go nie cierpią, co wyrazili wieloma bluzgami podczas ostatniego meczu w sezonie. Jak go zatem ocenić? Myślę że jakby zapytać 5 osób, to każdy miałby inną. Z jednej strony, głównie rezerwowy, ale z drugiej z nosem do bardzo ważnych goli. Gwiazdą nie został, lecz niekoniecznie należało się tego spodziewać. Ostatecznie jednak najpewniej WKS na nim kilkaset tysięcy złotych zarobi, bo na dziś dzień jest o krok od transferu do Rakowa Częstochowa.