Najgorsza połowa od 18 lat

Tylko 2 razy w historii Śląsk stracił w jednej połowie meczu w ekstraklasie więcej bramek niż po przerwie w sobotnim spotkaniu w Łodzi z Widzewem. Jesienią 1992 r. najpierw w Lubinie z Zagłębiem, a potem w Chorzowie z Ruchem wrocławianie dali sobie wbić w drugich 45 minutach aż 5 goli. 4 gole w tak krótkim czasie aż trzykrotnie wbijali nam piłkarze Szombierek Bytom.Pierwszą kanonadę rywali WKS przeżył już w 6. kolejce swojego debiutanckiego sezonu w elicie, kiedy to goszcząc na boisku mistrza Polski i lidera tabeli, Górnika Zabrze, przegrał 3:6. Zabrzanie tylko 2 z tych goli uzyskali w pierwszej części widowiska. Hat-trickiem popisał się wówczas Ernest Pol.
W rundzie wiosennej "Wojskowi" doznali klęski na Stadionie Olimpijskim z walczącymi o tytuł Szombierkami. Goście w ciągu zaledwie 8 minut potrafili czterokrotnie zmienić wynik.
Jeszcze w tym samym sezonie obronę wrocławian podziurawiła też Legia Warszawa, a najbardziej późniejszy piłkarz, kapitan, a w latach 80-tych też trener Śląska, Henryk Apostel. Jego 3 strzały w samej tylko drugiej odsłonie pozwoliły stołecznemu zespołowi cieszyć się z wysokiego triumfu 5:0, choć do przerwy wynik był jeszcze sprawą otwartą (1:0).
W tym samym roku w identycznych rozmiarach WKS poległ w Sosnowcu Zagłębiu, a tym razem katem Dolnoślązaków był Ginter Piecyk. Swój strzelecki popis rozpoczął w 41 minucie otwierając wynik, a następnie dorzucił jeszcze 2 gole.
Podobną skuteczność po zmianie stron zanotowały bytomskie Szombierki wiosną 1975 r., które nieoczekiwanie rozbiły niepokonanych w 9 poprzednich potyczkach w lidze "Wojskowych". Choć po 45 minutach bramek nie było, a na początku drugiej połowy Józef Kwiatkowski wyprowadził przyjezdnych na prowadzenie, to bytomianie zdołali jeszcze 4 razy pokonać naszego bramkarza.
Niezwykłego wyczynu dokonali zawodnicy Ruchu Chorzów rok później, kiedy to we Wrocławiu zdołali z nawiązką odrobić dwugolową stratę z pierwszej połowy, również 4 razy zmuszając golkipera "Wojskowych" do kapitulacji.
Po raz kolejny nieudaną połowę potyczki w Warszawie wrocławianie zaliczyli jako obrońcy tytułu mistrzowskiego. Pomimo dwubramkowego prowadzenia, jeszcze do szatni schodzili zaledwie remisując 2:2, zaś mecz zakończył się ich klęską 3:6.
W 1980 r. dublet Tadeusza Pawłowskiego na rozpoczęcie i zakończenie widowiska nie wystarczył nawet do zdobycia punktu w Bydgoszczy. Zawisza szybko doprowadził do wyrównania, by po przerwie rozbić Śląsk 5:2.
Wreszcie rok później WKS ponownie poległ w drugich 45 minutach na stadionie Szombierek. Po bezbramkowej pierwszej odsłonie bytomianie zdobyli aż 4 gole nie tracąc żadnej.
Od tej pory tylko feralnej jesieni `92 golkiperzy Śląska wyciągali piłkę z siatki w jednej połowie więcej niż 3 razy. W Lubinie już do przerwy wrocławianie przegrywali 0:2, by doznać najwyższej porażki w dziejach swoich występów w ekstraklasie (0:7), zaś w Chorzowie wszystkie 5 trafień dla Ruchu padło po zmianie stron.
Kolejny niechlubny rozdział dopisali podopieczni Ryszarda Tarasiewicza w sobotę na stadionieWidzewa, gdzie po 45 minutach remisowali 1:1, ale potem pozwolili łodzianom na zdobycie jeszcze 4 goli.