Nakładką: Co za liga...

Drużyny nadal masowo odpadają z europejskich pucharów zanim skończą się wakacje, trenerzy dalej kupują anonimowych dla mas piłkarzy zagranicznych, a krajowy rynek transferowy psuty jest nagminnie przez przepłaconych kopaczy i pazernych prezesów. Kto jednak nie tęsknił za Ekstraklasą, niech pierwszy rzuci kamieniem.


 

Co sezon, co dzień jego rozpoczęcia mogę w ciemno otworzyć pierwszy lepszy tytuł prasowy i dowiedzieć się, że już dawno rozgrywki Ekstraklasy nie zapowiadały się tak ciekawie. Na szczęscie teraz wszystkie wypowiedzi ekspertów są okraszone albo zdjęciem Smolarka taszczącym za sobą walizkę po Konwiktorskiej, albo odmienionej Legii na odmienionej Łazienkowskiej. Prezes Wojciechowski biegał z książeczką czekową po całym kraju i ze zmęczenia w kwitek papieru za Sobiecha wpisał chyba o jedno zero za dużo. Z kolei na Legii piszą scenariusz ‘od zera do bohatera’ – nie było drużyny, trenera, lidera, kibiców, a od nowego sezonu wszystko to ma wrócić i to w wielkim stylu. Czy nasza liga w tym sezonie wyjdzie poza stolicę?

Warto by było, gdzie indziej też dzieje się ciekawie. Szczerze mówiąc to najciekawiej jest w Krakowie. Henryk Kasperczak dostał nowy zespół i… ciężko opisać tę zbieraninę z Reymonta. Kilku ambitnych piłkarzy, paru zagubionych obcokrajowców, doświadczony reprezentant kraju po przygodach na zachodzie oraz kilka lokalnych gwiazdek dla których wylewanie potu za drużynę nie jest wpisane w opiewający na znaczne sumy kontrakt. W cieniu Wisły zbroi się Cracovia – także w nowy stadion i nowy pion szkoleniowy, mniej w piłkarzy. Warto powiedzieć, że zbroi się z głową.

Mistrz kraju już zdążył spasć z jednej ligi (mistrzów) do drugiej (europy), a zespół, który imponował grą ofensywną teraz cierpi na strzelecką… impotencję. Transfery robiono przy Bułgarskiej stanowczo za późno, a Jackowi Zielińskiemu przybyło zmarszczek po tym jak zobaczył, że Wichniarek to jednak nie Lewandowski. Tylko że mistrzem nie zostaje się z przypadku, a jednego piłkarza w Ekstraklasie da się zastąpić – ten pociąg jeszcze się rozpędzi i niejednego rozjedzie.

Ciekawie dzieje się nad morzem, gdzie Lechia nadal uporczywie szuka piłkarza, który pakowanie piłki do siatki rywala ma we krwi. Tak szukają, że przetestowali już kilkudziesięciu kopaczy, ale żaden tej cennej umiejętności nie posiadł w stopniu zadowalającym dla trenera Kafarskiego. Kibice z tego braku zdecydowania nie są zadowoleni, ale wola walki zespołu pokazana w sparingowym hicie z Villarrealem musiała im zaimponować. Podobne problemy ma Arka, która po słabym sezonie wzmocniła defensywę, ale straciła lidera drużyny i dwóch napastników. ‘Czy da się utrzymać w lidze bezbramkowo remisując większość spotkań?’ – chodzi po Gdyni i pyta Dariusz Pasieka.

Ciekaw jestem Jagiellonii, która budowana jest bardzo mądrze przez Michała Probierza. Warto również obserwować jak nam w Anglii wyrósł Tomasz Kupisz, a ofensywny styl gry najbliższego rywala Śląska może sprawić wiele kłopotów rywalom słabiej zorganizowanym w defensywie. Wątpliwe jednak by sukces poprzedniego sezonu się powtórzył w Białymstoku. Trener Sasal będzie liczył na spokojniejszy sezon w Kielcach, gdzie jakby sami chcieli czasem iść pod górę i potrafią seriami punktów nie zdobywać, by potem imponować na swoim stadionie.

W zeszłym sezonie najbardziej imponował nam Ruch Chorzów i GKS Bełchatów. Ci pierwsi robią wszystko by spłacić długi zaciągnięte na podróże europejskie, w czym pewnie pomoże milion euro zarobiony na Sobiechu. Gdzie w takim razie pójdzie Sadlok? Waldemar Fornalik robi dobrą minę do złej gry, ale nawet on wie, że w końcu i jego magiczne zdolności zawiodą i piłkarze wrócą na swój poziom. W Bełchatowie rewolucja, ale ciekawa. Pozbyto się trenera, kręgosłup zespołu jest teraz w Warszawie, a Dawid Nowak w rezerwach. Marcin Żewłakow pewnie mówi wszystkim jak to strzelił ostatnio bramkę Chelsea, a teraz musi to powtarzać w meczach z Bytomiem czy Arką. Dobry żart by z tego wyszedł, ale wątpię by napastnik sam się z niego śmiał.

Nasz lokalny rywal oddał Micańskiego, który z radości strzelił bramkę piętą Liverpoolowi. Transfery Zagłębia są ciekawe, ale przyćmione przez osobistą tragedię trenera Marka Bajora. Polonia Bytom jak zwykle hurtem graczy sprzedawała i kupowała, a że logiki w tym nie ma? Trener Szatałow na pewno już ma gotowych kilka wytłumaczeń, a najchętniej to by wysłał do Ekstraklasy pismo, że Polonia chce grać tylko i wyłącznie na własnym stadionie.

W lidze witamy Górnika Zabrze i Widzew Łódź, drużyny które może nie wniosą niczego nowego, ale przynajmniej przyciągają spore ilości kibiców na swoje zrujnowane stadiony. W Łodzi tak wiele robili by zatrzymać Marcina Robaka, że zapomnieli o Pawle Janasie, który wybrał dyrektorski stołek w Warszawie zamiast widzewskiej ławki rezerwowych. W Zabrzu wyciągnięto wnioski z przeciętnego sezonu na zapleczu Ekstraklasy i wymieniono sporą częsć kadry trenera Nawałki. Na Roosvelta chcą zerwać z okresem Kasperczaka do tego stopnia, że wysyłają jego piłkarzy do rezerw w b-klasie, nawet jeśli trzeba im płacić za to chore pieniądze. Czy Zahorski bez chwalącego go Beenhakkera faktycznie okaże się tak dobry?

Gdzie w tej lidze jest Śląsk? Śląsk się wzmocnił okazale, kadrę pierwszego zespołu poszerzył, ustawienie zmienił, nie oszczędzał na transferach. To pierwsze tak konkretne kroki by zbudować ekipę na miarę nowego stadionu od dwóch lat i kibice, a ja z nimi, wydają się tą perspektywą podekscytowani. Cel został jasno określony, rozliczać będziemy za jego realizację od pierwszego gwizdka sezonu. Drużyna z pierwszej piątki nie może sobie pozwolić na żadne wpadki czy słabsze momenty. Sam wierzę, że Przemysław Kaźmierczak będzie wyróżniał się na tle innych piłkarzy nie tylko atletyczną sylwetką, ale również umiejętnościami obcowania z futbolówką.

Co za liga… Jaka by nie była, a jest coraz piękniejsza (nie znaczy, że lepsza), fajnie, że znów się zaczyna. Bez niej to wszystko nie miałoby większego sensu, a nawet piłkarze obijający sobie czoła w meczu Arki Gdynia z Polonią Bytom sprawią, że poczuję się lepiej niż w każdy zwykły dzień gdy Ekstraklasa nie gra. Znów będziemy narzekać na poziom, na frekwencję, na to jak publiczna telewizja ligę relacjonuje, na nienormalnie długą przerwę zimową, na piłkarzy zmęczonych sezonem w październiku, na sędziów gwizdujących nie po naszej myśli...

Nie mogę doczekać się pierwszego gwizdka. I nawet mimo kpin, żartów i realnej oceny siły naszej ligi, naprawdę wierzę, że będzie choć troszkę inna, lepsza niż w poprzednim sezonie. Także przez pryzmat gry Śląska Wrocław, także dzięki nowym stadionom, także dzięki nowym piłkarzom w Ekstraklasie. I na koniec życzenie – żeby to był wreszcie sezon… kibiców. By po tym kiepskim lecie w europejskich pucharach, fani mieli coraz mniej powodów do narzekania.

źródło: własne

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.