Nakładką: Mniej niż zero?
Czy kibic jest krótkowzroczny? Czy przeciętnemu kibicowi zależy na wynikach tu i teraz, czy też patrzy w przyszłość martwiąc lub ciesząc się tym jak jest ona w jego klubie zabezpieczona? Nie mam wątpliwości – każdy racjonalnie myślący fan interesuje się tym co się dzieje na zapleczu pierwszej drużyny. Niestety w Śląsku, po ostatnich bardzo dobrych wynikach ekipy Oresta Lenczyka, różnica pomiędzy Ekstraklasowym zespołem a młodzieżowcami jest coraz większa. Dobitnie świadczy o tym statystyka przygotowana przez niezawodny portal 90minut.pl, który w szerokim podsumowaniu poruszył także temat młodzieżowców – w Śląsku, spośród 14846 minut jakie rozegrali jego piłkarze w rundzie jesiennej, ani jedna, jedyna nie należy do zawodnika, który nie ukończyłby dwudziestego pierwszego roku życia. Kompromitacja, ale do przewidzenia przed sezonem.
Już wtedy patrząc w pierwszy lepszy skarb kibica, fan wrocławskiego klubu mógł załamać ręce – jako jedyny zespół Śląsk nie miał w swoich szeregach młodzieżowca. Jeszcze jednak wtedy można było mieć nadzieję, przecież w razie wielu kontuzji zawsze pozostaje drużyna Młodej Ekstraklasy, a tam zasób wręcz nieograniczony piłkarzy. Orest Lenczyk z tej opcji skorzystał i po objęciu sterów ‘trafionego okrętu’ dołączył do szerokiej kadry pierwszego zespołu Dawida Abramowicza, ale jego występ ograniczył się do przegranego meczu w Pucharze Polski z Legią.
Trzy talenty w których największe nadzieje pokładają kibice Śląska są na wypożyczeniu w pierwszej lidze. Kamil Biliński zapomniał jak się strzela bramki – w trzynastu meczach w barwach Górnika Polkowice (530 minut) ani razu nie wpakował piłki do siatki rywala. Lepiej, ale niewiele, poszło Dariuszowi Góralowi w Kluczborku – choć grał mniej (434 minuty) to zdobył jednego gola, zresztą pięknego. Jego młodszy kolega, także wypożyczony z Śląska do MKS-u, Patryk Jędrzejowski przez zaledwie 151 minut cieszył się grą na zapleczu Ekstraklasy. Tak słabi czy nie dostali szansy? Czy wobec marnego dorobku na zapleczu nie mają na co liczyć po powrocie do Wrocławia?
Skupmy się na czymś zupełnie innym na chwilę. Śląsk od powrotu do Ekstraklasy wystawia także zespół w jej Młodym odpowiedniku, ale nie radzi sobie najlepiej. Co prawda Kamil Biliński zgarnął wyróżnienie w pierwszym sezonie, a Dariusz Góral wcale nie był daleki od podobnego wyczynu rok później, ale jako zespół projekt autorstwa Andrzeja Ignasiaka zawiódł. Z trenerem nie przedłużono kontraktu, ze ‘starego’ zespołu zostało zaledwie kilku młodzieżowców, a po letnich castingach trener Łukasz Becella złożył nową ekipę. Dajmy im jeszcze trochę czasu, ale pierwsze półrocze nie wróży najlepiej - wszakże w Młodej Ekstraklasie tylko Cracovia jest za Śląskiem w tabeli…
Niestety Młoda Ekstraklasa to także w tym wypadku tylko wierzchołek góry lodowej jaką jest szkolenie młodzieży w Śląsku Wrocław. Wciąż nierozstrzygnięta jest kwestia zespołów juniorskich, a zamiast akademii czy też porządnej bazy treningowej pierwszeństwo w budowie ma olbrzymia galeria. Tylko czy Śląsk stać na odkładanie tak planów dotyczących szkolenia młodzieży na późniejsze lata, aż budżet będzie w stanie udźwignąć kilkanaście drużyn, a nie tylko dwie Ekstraklasowe? Żaden kibic nie chciałby mieć poczucia, że ten temat jest w jego klubie zaniedbywany.
O Kamilu Bilińskim mówi się jako straconym talencie, Dariusz Góral i Patryk Jędrzejowski boisko i potyczki ligowe zdają się znać już chyba tylko z opowieści i telewizji. Nadzieją jest zapowiadana jeszcze na grudzień konferencja prasowa na której Krzysztof Paluszek ma ogłosić swój pierwszy sukces w roli dyrektora sportowego – przyłączenie sekcji młodzieżowych do Śląska Wrocław, koniec z podpinaniem innych drużyn na zasadzie licencji. To może i powinien być kop pozytywnych informacji dla wszystkich młodzieżowców, juniorów, trampkarzy i orlików jacy znajdą się w klubie od nowego roku.
Jednak by ich zapał nie skończył się na ekipie Młodej Ekstraklasy, Śląsk musi także opracować sprawny system wprowadzania ich do pierwszej drużyny, zagwarantować im choćby miejsce, szansę na podjęcie walki o pierwszy skład. Za tym muszą oczywiście pójść kolejne ważne kroki w budowie piramidy jaką jest profesjonalny klub, a na szczycie której jest pierwszy zespół. Wspomniana akademia, baza treningowa, szeroko zakrojony skauting… To spore wyzwanie dla Śląska Wrocław, ale wspomniana statystyka, tak dla klubu (także) wizerunkowo niekorzystna, jest pierwszym sygnałem – najwyższy czas coś z tym zrobić, a startujemy od zera.
źródło: własne/90minut.pl