Nakładką: Na własne życzenie?

Siedem dni zostało do pierwszego boju o Ligę Mistrzów, trudnego dla Śląska Wrocław z wielu względów. Rywal ponoć najtrudniejszy z możliwych, spotkanie wyjazdowe, a i forma niepewna, zwłaszcza biorąc pod uwagę wyniki ostatnich sparingów. Śląsk od początku okresu przygotowawczego wiedział jakie problemy są przed nim, lecz i tak niewielu zdawało sobie sprawy jak wiele to lato zmieniło.


 

Śląska siłą w sezonie mistrzowskim była rotacja i doświadczenie. Połączenie wszystkich elementów szerokiego składu Oresta Lenczyka – dziewiętnastu zawodników zagrało przynajmniej dziesięć spotkań ligowych – dało nadspodziewane efekty i kolejne wyzwania.

W futbolu jednym z najbardziej utartych powiedzeń jest to o jakości kręgosłupa drużyny – jego jakość ma stanowić kluczową różnicę między wygrywaniem a przegrywaniem. W Śląsku, poza Kelemenem i Milą, o wyróżnienie takich zawodników było trudno. Zwykle przecież mówi się o bramkarzu, środku obrony i pomocy, napastniku – żaden z kibiców jednak nie powinien mieć wątpliwości, że w lidze zwyciężył kolektyw, a nie utarta jedenastka.

O Lenczyku można mówić jako mistrzu rotacji, a środek pola – obrona i pomoc – był generalnie najlepiej obstawiony w sezonie ligowym. Trzydzieści kolejek, a w obu liniach było osiem różnych kombinacji, nawet tak ekstremalne jak Dariusz Sztylka grający z Przemysławem Szuszkiewiczem, czy Piotr Celeban w parze z Przemysławem Kaźmierczakiem na środku defensywy.

Zacznijmy bliższą analizę od obrony. Najczęściej ze sobą grali tam Dariusz Pietrasiak i Jarosław Fojut, którzy osiem razy rozpoczynali spotkania. W ogóle, w czterech preferowanych kombinacjach przez Oresta Lenczyka – przynajmniej cztery „starty” – tylko raz znajduje się zawodnik wciąż w Śląsku grający. Marek Wasiluk.

To dosyć oczywiste, biorąc pod uwagę niezrozumiałe ostatnie miesiące w których stabilna linia obrony zachwiała się i wreszcie upadła – mistrzowskich kombinacji nie będzie, pozostają ryzykowne eksperymenty. Tak oto do akcji zostali wprowadzeni Rafał Grodzicki i Marcin Kowalczyk, którzy dołączyli tego lata do Śląska, a także Mariusz Pawelec – nominalny lewy obrońca na stoperze wystąpił ledwie trzy razy. W jedynym sparingu, który wrocławianie zakończyli bez straty gola, to właśnie ta trójka wymieniała się na wspomnianych pozycjach.

Zmiana ekstremalna, kompletnie nie w porę i kompletnie niepotrzebna – za tę porażkę można winić oczywiście zarząd, lecz trzeba spojrzeć na okoliczności. Dariusz Pietrasiak słusznie został odstawiony za zarzuty korupcyjne, Jarosław Fojut i tak przez kontuzję drużynie by nie pomógł, a Piotr Celeban… No właśnie. Tu klęskę poniesiono na całego.

Linia pomocy nie przedstawia się lepiej. Oczywiście, pewniacy na pozycji defensywnych pomocników w preferowanym ustawieniu 4-2-3-1, Przemysław Kaźmierczak i Rok Elsner byli najczęściej wybieraną dwójką, lecz ich dziewięć startów to tylko i wyłącznie runda wiosenna, począwszy od meczu z Ruchem Chorzów. To wtedy, po przygotowaniach zimowych, Orest Lenczyk próbował stworzyć zespół dominujący w posiadaniu piłki, prowadzący grę, dyktujący tempo. Projekt zawiódł, a Śląsk mistrzostwo wywalczył w bardziej sobie znanym stylu – grając z kontry, strzelając po stałych fragmentach gry.

Biorąc oczywiście pod uwagę kontuzję Kaźmierczaka, musimy też pamiętać o braku zastępców dla niego i Elsnera. W poprzednim sezonie widzieliśmy w tej roli wspomnianego Szuszkiewicza, był Dariusz Sztylka i Sebastian Dudek, nawet Dariusz Pietrasiak zaliczył tam epizod. Z obecnej kadry raz na tej pozycji wystąpił jeszcze Mateusz Cetnarski i to on będzie także tam występował, gdy Kaźmierczak lub Elsner okażą się niedysponowani, z różnych powodów.

Z wielu opcji, Śląsk na obu pozycjach zajmowanych przez czterech zawodników, ma obecnie tylko siedmiu piłkarzy. W sezonie mistrzowskim samych defensywnych pomocników było tylu. Co bardziej martwiące, następców nie widać – w każdym ze spotkań sparingowych obrona popełnia szkolne błędy, a po ostatnim meczu Orest Lenczyk narzekał, że zabrakło również dyscypliny taktycznej. Co gorsze, jedynym testowanym zawodnikiem na pozycji defensywnego pomocnika – tam gdzie ubytki są najdotkliwsze – okazał się trzydziestoletni Mark Kerr, legenda gry komputerowej, ale zawodnik jakościowo bliżej strefy spadkowej Ekstraklasy, niż poziomu mistrzowskiego. Na dodatek do Kluczborka sprowadzony z przypadku.

I choć sporo w mediach mówi się o Tomaszu Jodłowcu, którym równie mocno interesuje się Jagiellonia Białystok, Śląsk pozostaje w okienku transferowym zaskakująco bierny. Wszystkie dotychczasowe transfery może nie były wymuszone, ale to byli piłkarze przychodzący za kogoś, a nie jako zawodnicy podnoszący poziom drużyny. Nie dodatki, ekstra jakość, lecz uzupełnienia braków powstałych po mistrzowskiej fecie. Prognoza to wybitnie negatywna, ale takie postępowanie Śląska może spowodować, że wybuchy radości będą w najbliższych miesiącach dużo rzadsze. Na własne życzenie?

źródło: własne

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.