Nakładką: O dwóch takich…
Nad beznadziejnym stylem w jakim Śląsk nie tylko zremisował z Koroną, ale ogólnie rozpoczął wiosnę pastwią się wszyscy i mogę zaryzykować stwierdzenie, że większość spraw została już w tym temacie poruszona. Dlatego w tym tygodniu, pamiętając o tym, że siedem dni temu było o presji, zamierzam zastanowić się nad sensem pobytu dwóch zawodników w tym klubie… Na pewno nie zgadniecie o kogo mi chodzi. Ani Tomasz Szewczuk, ani Patryk Klofik, ani Ivo Vazgecz, którzy, delikatnie rzecz biorąc, nie są ulubieńcami publiczności nie załapali się na tą krótką listę. Wbrew pozorom nie chodzi o szukanie winnych zaistniałej sytuacji, a także rezygnowaniem z kogoś kto ma słabszy moment. Dziś na tapetę trafia dwójka piłkarzy na dorobku, którzy dopiero szukają swojej drogi nie tylko do pierwszego składu, ale nawet kadry meczowej. Wiem jak wszyscy lubią, gdy na boisku pojawia się niepełnoletni, bezczelny młodzieżowiec i rozprawia się z rywalem – też takie chwile uwielbiam! Problem w tym, że ani Bartosz Kaśnikowski, ani Dariusz Góral nie mieli szansy i okazji by pokazać w (dorosłym) Śląsku swoje umiejętności. To może ich nie mają?
Ja w nich wierzę. Kaśnikowski to mimo młodego wieku bardzo inteligentny środkowy obrońca, dobrze współpracujący z kolegami, umiejętnie ustawiający się przy odbiorze piłki, posiadający dobre warunki fizyczne. Z kolei Góral to piekielnie szybki skrzydłowy, obdarzony talentem wygrywania pojedynków jeden na jeden z rywalami, a także potrafiący pewnie wykończyć akcję całego zespołu. Te obserwacje poczyniłem na podstawie ich występów w Młodym Śląsku, oczywiście. Ich brak w osiemnastce (skurczonej do piętnastki) meczowej wywołał sporo kontrowersji, ponieważ każdy oczekiwał, że wobec problemów kadrowych Ryszard Tarasiewicz zdecyduje się dobrać trójkę zawodników etatowo występujących w rozgrywkach Młodej Ekstraklasy, ale trenujących z pierwszą drużyną. Wspomniana dwójka plus Patryk Klofik to były oczekiwane kandydatury. Zapis konferencji pomeczowej wzbudził jeszcze więcej kontrowersji w tej sprawie, a ja zastanawiam się czy przypadkiem chronienie Górala i Kaśnikowskiego nie szkodzi ich rozwojowi piłkarskiemu…
Pojawia się coraz więcej pytań. Czy trener Tarasiewicz, mówiąc publicznie o słabości psychicznej tej dwójki bohaterów, nie zaszkodził im bardziej niż wystawiając ich nawet na pięć minut? Czy przypadkiem bycie choćby na ławce w takim meczu, obserwowanie tej narastającej presji, niezadowolenia płynącego z trybun, byłoby dla młodzieżowców kolejnym cennym doświadczeniem? Czy szansa na znalezienie się kadrze meczowej nie powinna być nagrodą za udane występy w Młodej Ekstraklasie (a po spotkaniu z Młodą Legią na pewno obaj na taką zasłużyli)? Czy lepiej do cięższej pracy zmotywowałoby ich miejsce na ławce na Oporowskiej, czy i tak pewne zesłanie z drugą drużyną na mecz w Kielcach? Ja nie ukrywam, że na te pytania mam przygotowane odpowiedzi i raczej nie zgadzają się one z tym co powiedział Ryszard Tarasiewicz. Jednak choć na trenera Śląska wielu się wścieka to trzeba mu przyznać, że i on ma kilka mocnych argumentów po swojej stronie.
Przede wszystkim to, że on faktycznie ma tych chłopców na oku, na codziennych treningach, gdy przychodzi im rywalizować o miejsce w składzie, udowadniać, że mają umiejętności godne gry w Śląsku Wrocław. Nikt z nas, krytykujących, nie jest obecny nawet na 10% zajęć drużyny i siłą rzeczy ocena sytuacji jest przez to niepełna, oparta na meczach ME. Zapewne Tarasiewicz przeprowadza również rozmowy z dwójką zainteresowanych, poznaje ich jako ludzi, nie tylko piłkarzy, stara się do nich dotrzeć i ten problem z presją rozwiązać. Dodatkowo, jako były wybitny piłkarz, trener Śląska sam wie jak trudno jest wchodzić w zespół, jakie momenty temu sprzyjają, a które mogą zaszkodzić i nigdy w życiu nie posądziłbym go o złą wolę w tym działaniu.
Na wszystkie postawione dziś lub bezpośrednio po meczu pytania jest jednak tylko jedna odpowiedź. Szansa jaką dostaliby Góral z Kaśnikowskim w meczu, nawet takim gdy przegrywamy, gdy jest presja i są wymagania. Nawet jeśli jeden z drugim na treningach spalają się po jednym błędzie (czego wykluczyć nie możemy!) to przecież jednym udanym zagraniem w meczu dostaliby emocjonalnego kopa i pewności siebie. Wątpię też w złe nastawienie trybun – owszem, oczekiwania są na nich spore, ale na pewno nikt gwizdami czy docinkami by młodzieży nie szkodził, wiedząc, że tu waży się nie tylko ich przyszłość, ale też przyszłość Śląska.
Z jednym otwarcie się z trenerem Ryszardem Tarasiewiczem nie zgodzę, gdy sugeruje on, że mają jeszcze czas by błysnąć, wejść do pierwszego składu, pokazać talent i umiejętności. Doskonale wiem, że w Polsce szkolenie młodzieży leży, a i trendem jest mówienie o 25-latkach jako przyszłych talentach. Jednak dla mnie i Kaśnikowski, i Góral są w idealnym wieku by już rozpocząć udowadnianie swoich piłkarskich racji, nawet w epizodach trwających kwadrans.
Nawet jeśli Tarasiewicz ma ich na każdym treningu, blisko obserwuje to i tak nie może być w 100% pewnym, że pod presją zawiodą. Skoro więc jest nawet ułamek szansy, że pokażą nam pełnię swoich umiejętności za które trafili do Śląska, to trzeba dać im taką możliwość. Im szybciej tym lepiej – choćby ze względu na to, że nie warto wiecznie trzymać w klubie niespełnionego talentu, który ugiął się pod presją trybun. Nawet w kontekście mitycznego roku 2012 byłoby to dla klubu szkodliwe.
źródło: własne