Nakładką: Ten mecz
Wszystkie wątpliwości są oczywiście spowodowane sobotnim meczem z Legią. Już kilka razy w ‘Nakładce’ podkreślałem, że to właśnie spotkanie ze stołeczną drużyną będzie takim pierwszym sensownym wyznacznikiem tego na co Śląsk Wrocław w obecnym sezonie stać. Dobry sparing z Cracovią oraz pozytywne doniesienia o kolejnych zawodnikach wracających do zdrowia, dobrze wróżą trenerowi Tarasiewiczowi przed sobotnim pojedynkiem. Zwłaszcza, że to jego rywal z trenerskiej ławki ma więcej problemów na głowie, nie wspominając o presji wyniku jaka ciąży na Urbanie i warszawskiej Legii. Ten szósty mecz, który już w niedzielę będzie za nami może również dać nam szansę, przy odpowiednich wynikach na innych stadionach, na przyłączenie się do grupy pościgowej za Wisłą Kraków. Już te kilka zdań powoduje, że wzmaga się moja niecierpliwość – i to nie spowodowana dzisiejszą potyczką w Mariborze.
Ważniejsze jest jednak to, że po jednej piątej spotkań ligowych w sezonie będziemy mogli spojrzeć bliżej nie na Śląsk jako drużynę, ale na poszczególnych graczy. Tu nawet nie chodzi o statystyki z ich występów, ale po prostu o widoczną gołym okiem przydatność w zespole oraz wpływa na boiskowe wydarzenia. Z pewnością liczymy, że forma jednego czy drugiego piłkarza jeszcze pójdzie w górę, a u innych zostanie utrzymana na dotychczasowym, wysokim poziomie. Nie zamierzam jednak odrzucać ligowych statystyk w kąt – one również wiele nam i rywalom mówią o brakach i silnych stronach zespołu. Choć na rozliczenia jest jeszcze za wcześnie to przyznajmy sobie szczerze – jedna bramka naszych napastników po pięciu meczach jest problemem, który kibicom i trenerowi pewnie spędza sen z oczu. Zresztą nie trudno oprzeć się wrażeniu, że gdy tylko ludzie (ponoć) obiektywnie oceniający naszą Ekstraklasę mówią o Śląsku to pierwszym nasuwającym się tematem ich dyskusji jest siła ataku. Póki co jednak lepiej skupić się na wrażeniach ogólnych niż liczbach – to po sezonie nastąpi trend odwrotny i pierwszym ocenianym aspektem będą wyniki, bramki zdobyte i stracone, a dopiero potem styl i forma piłkarzy, zespołu.
Moje osobiste wywieranie presji za zawodnikach Śląska Wrocław w szóstym spotkaniu nie wydaje mi się być negatywnym aspektem. Przede wszystkim, zespół musi wreszcie poczuć, brzydko mówiąc, ‘ciśnienie na wynik’ – jeśli ma się regularnie rozwijać to musi ono rosnąć by sprawdzić, którzy je wytrzymują i, powiedzmy sobie szczerze, nadają się do rzeczy większych. Ja sam, tym tekstem, niewiele mogę i doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Jednak siła leży w rzeszy kibiców, którzy zasiadają na Oporowskiej – oni oczekują, ale mogą również pomóc, podnieść piłkarzy na duchu, dać im dodatkowych kilka procent mocy, a przecież takie rzeczy już na wielu innych arenach sportowych widzieliśmy! Różne rzeczy słyszałem, ale jeszcze nikt mi nie próbował wmówić, że gorący doping fanów stłamsił wspieraną przez nich drużynę. Jeśli pojawi się ta presja na wynik to zawodnicy muszą wiedzieć, że za nimi jest kilkutysięczna (a wkrótce kilkudziesięciotysięczna) masa, która nawet przy pewnych niepowodzeniach dalej będzie z nimi. Taka pewność dodaje skrzydeł.
Wierzę w ten zespół, zawodników i trenera. Wierzę, że nawet jeśli mamy braki to jesteśmy w stanie się silniejszym rywalom w polskiej lidze przeciwstawić – pokazał nam to zeszły sezon. Ważne jest teraz by tą formę z meczów przeciwko Wiśle na Oporowskiej czy Lechowi na Bułgarskiej przełożyć na każdy mecz, nawet ten, który wydaje się być wygranym już z góry. Wierzę, że w sobotę po raz pierwszy w tym sezonie, ale nie ostatni, zobaczymy ten Śląsk, który ma być w Ekstraklasie wyjątkiem, a nie uzupełnieniem. Na ten właśnie mecz czekałem.
źródło: własne