Nic nie może przecież wiecznie trwać…

Śląsk musi w końcu swój mecz wygrać. Kiedyś kibicowsko jeszcze w trzeciej lidze śpiewało się „Nic nie może przecież wiecznie trwać, Śląsk musi w końcu awansować!”. Niestety wrocławianie przegrali trzy spotkania z rzędu i po pięciu kolejkach zajmują 3-cią pozycję w tabeli. Sęk w tym, że jest to pozycja 3-cia od końca. Teraz przed Śląskiem 3 ciężkie ligowe wyjazdy, do tego mecz w Pucharze Polski – także poza Wrocławiem.


 

Sytuacja robi się nieciekawa, a na słowa które padły z ust prezesa Waśniewskiego, że w trzech najbliższych meczach musimy zdobyć minimum 4 punkty kibice patrzą z niedowierzaniem. Skąd te minimalne plany? Czyżby prezes przedwcześnie się asekurował, na wypadek nie ugrania nawet takiej ilości? Z prostych wyliczeń wynika, że na 3 spotkania można przegrać tylko raz i trzeba co najmniej raz wygrać.

Ostatni mecz z poznańskim Lechem w wykonaniu Śląska był naprawdę niezły. Zabrakło jednak (jak zwykle) szczęścia i postawienia kropki nad „i”, czego efektem była porażka 1-2. Widać jednak było zdecydowany progres, zwłaszcza w stosunku do formy zaprezentowanej w Gdańsku, gdzie niektórzy kibice opuszczali sektory na długo przed zakończeniem spotkania nie mogąc oglądać nieporadnie grających tego dnia swoich ulubieńców. Tym razem Śląsk przez większą część meczu dyktował warunki gry, ale ostatecznie doznał goryczy porażki.

Przed drużyną Ryszarda Tarasiewicza 3 ciężkie wyjazdy, ale najpierw trzeba skupić się na najbliższym meczu, a dopiero później myśleć o kolejnych. Drużyna łódzkiego Widzewa na 5 rozegranych spotkań wygrała raz, 3 razy zremisowała i raz doznała goryczy porażki. Stosunek bramek to 4-4. No właśnie, tylko, że te remisy osiągnęła z silnymi (przynajmniej na papierze) rywalami – Lechem Poznań i Polonią Warszawa, ponadto wygrali w Kielcach i nieznacznie przegrali u siebie z Wisłą Kraków. W ostatnim meczu zremisowali na wyjeździe z Arką 1-1. Czy to, że Widzew jeszcze w tym sezonie nie wygrał u siebie, a Śląsk już wygrał na wyjeździe będzie atutem wrocławian? Miejmy nadzieję, że tak.

W drużynie gospodarzy znajduje się dwóch byłych piłkarzy Śląska – mowa o pomocnikach – Krzysztofie Ostrowskim i Adrianie Budce. Ten pierwszy ma jednak znikome szanse na grę. Ostrowski przechodzi rehabilitację po kontuzji, natomiast Budka łapie się do pierwszego składu, jednak rzadko dogrywa mecze do końca – jest zmieniany przez rezerwowych. Ponadto w składzie łodzian raczej zabraknie Jarosława Bieniuka i Velibora Duricia, którzy także dopiero niedawno wznowili treningi po kontuzjach.

W Śląsku na pełnych obrotach treningi wznowili Vuk Sotirović i Antoni Łukasiewicz, ale decyzja czy wystąpią od pierwszej minuty zapadnie przed samym meczem. Więcej szans na to ma Sotirović, który pauzował zdecydowanie krócej od Łukasiewicza. Na pewno nie zagra Sebastian Dudek, który w dalszym ciągu przechodzi rehabilitację po złamaniu kości strzałkowej w pierwszej kolejce w spotkaniu z Jagiellonią.

Kilku zawodników Śląska ma patent na strzelanie bramek Widzewowi m.in. Waldemar Sobota występujący w barwach MKS Kluczbork pokonał w ubiegłym sezonie Macieja Mielcarza, a jeszcze wcześniej w barwach Jagiellonii bramkę przeciwko łodzianom zdobył Vuk Sotirović. Nie mięlibyśmy nic przeciwko, gdyby ci zawodnicy powtórzyli ten wyczyn w najbliższą sobotę na stadionie przy Alei Piłsudskiego.

Mecz Widzew – Śląsk już w sobotę, a my przypominamy, że pociąg specjalny startuje o 9:50 ze stacji Wrocław Mikołajów, powrót do Wrocławia planowany jest na godzinę 0:50 z soboty na niedzielę.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.