Nie ma mocnych na Śląsk?

Zawodnicy Śląska odnieśli kolejne, co ważne wyjazdowe, zwycięstwo w, miejmy nadzieję, ostatnim spotkaniu sparingowym przed startem Ekstraklasy! Tym razem wyższość naszych piłkarzy musiała uznać, siódma w poprzednim sezonie, drużyna Cracovii, której trener, Stefan Majewski, nie kryje aspiracji na pierwszą piątkę w nadchodzących rozgrywkach. Pierwsze minuty spotkania przebiegały pod znakiem rozpoznawania rywala. Gra toczyła się głównie w środku boiska, z lekko zarysowującą się przewagą Cracovii.


 

W 8 minucie urazu pachwiny doznał Marek Gancarczyk, po oględzinach sztab medyczny stwierdził, że zawodnik nie nadaje się już do gry w tym spotkaniu. Jednak z tego niewątpliwego nieszczęścia wynikły pewne pozytywy dla samego meczu. Trener Tarasiewicz postanowił desygnować do walki Krzysztofa Ostrowskiego, który okazał się najlepszym zawodnikiem tego dnia, jego rajdy między innymi w 15 i 60 minucie były nie do zatrzymania przez zawodników "Pasów". Swój występ "Ostry" uwieńczył bramką w 73 minucie, ale o tym później. W polu karnym Śląska zawrzało po raz pierwszy około 11 minuty, doskonałe podanie otrzymał Moskała, który zmarnował dogodną sytuację strzelecką nie trafiając w bramkę. Zaraz po tej akcji zrobiło się gorąco po raz kolejny, Bartłomiej Dudzic oddał strzał który w pierwszej chwili wydawał się być dośrodkowaniem, jednak podkręcona piłka minimalnie minęła spojenie bramki Wojciecha Kaczmarka. Na szczęśćie Śląsk nie dał się zepchnąć do defensywy i szybko postarał się o skuteczną ripostę. Najpierw dwukrotnie Sebastian Mila, dla którego nie był to może najlepszy mecz, jednak silnych uderzeń mu nie zabrakło, zmusił Marcina Cabaja do piąstkowania, następnie na boku uaktywnił się wspomniany Krzysztof Ostrowski, miając zawodników gospodarzy jak tyczki. Do niezbyt często spotykanej na boiskach sytuacji doszło w 28 minucie. Pięknym podaniem w pole karne popisał się Wojciech Górski, gdy adresat zagrania, Krzysztof Ostrowski już szykował się do uderzenia, jeden z obrońców Cracovii podniósł nogę na wysokość jego głowy, sędzia podyktował rzut wolny pośredni z odległości około 11 metrów. Niestety wykonanie wyglądało tak jak przeważnie przy stałych fragmentach z tej odległości, Sotirovic podał do Mili który trafił w wybiegających z muru zawodników. Jeszcze pod koniec pierwszej połowy uaktywnił się piłkarz Cracovii, Marek Wasiluk, najpierw miał okazję z najbliższej odległości pokonać Kaczmarka, który z trudem wybił piłkę na rzut rożny, a następnie uderzał po ziemi, z rzutu wolnego, z odległości około 30 metrów, jednak piłka trafiła prosto w ręce dobrze spisującego się bramkarza Śląska. Do przerwy wynik, niestety nie widniał na tablicy świetlnej, która nie działała i nie był to tego dnia koniec perypetii organizatorów z elektroniką, był bezbramkowy. Pierwsza połowa nie była na pewno porywającym widowiskiem, jednak nie była też specjalnie nudna ot, trochę kopaniny z wplecionymi kilkoma ładniejszymi akcjami, w liczbie których przeważali niestety gospodarze. Na drugą część spotkania wyszła zupełnie inna jedenastka Śląska, jedynymi piłkarzami którzy pozostali na boisku byli Ostrowski i Celeban. Połowa ta pokazała, że Śląsk ma bardzo wyrównany skład i nie musi się obawiać ewentualnych kontuzji, gdyż każdy z zawodników pierwszej jedenastki ma godnego zmiennika na swojej pozycji, w przeciwieństwie do Cracovii, której kibice narzekali na brak graczy ofensywnych w swojej jedenastce. Zaledwie kilka minut po wznowieniu gry do piłki na 30 metrze doszedł Krzysztof Kaczmarek, jego silny strzał po rykoszecie zmierzał tuż przy słupku do bramki "Pasów", jednak Cabaj w ostatniej chwili wybił piłkę za linię końcową. Chwilę później ładnym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Cap, jendak i tym razem bramkarz stał na posterunku, parując piłkę przed siebie. Śląsk postanowił iść za ciosem, jednak strzały Ulatowskiego i Łudzińskiego okazały się zupełnie niecelne. Chwilę po tym w pole karne dośrodkowywał Paweł Nowak, piłkę pewnie złapał Olszewski, jednak ucierpiał w starciu z atakaującymi zawodnikami Cracovii. Po dłuższej interwencji masera, bramkarz wrócił do gry. W 60 minucie rajdem niemalże od połowy boiska popisał się Ostrowski, cała akcja zakończyła się upadkiem w polu karnym, na który nie dał się nabrać arbiter. Nie ukarał on jednak zawodnika żółtą kartką, gdyż nasz pomocnik miał już jeden kartonik na swoim koncie, a, że był to mecz tylko towarzyski, nie było sensu usuwać z boiska za taką drobnostkę, niestety atmosfera sparingu nie udzieliła się w końcówce meczu wszystkim piłkarzom. Zaraz po tym zdarzeniu na dobre zgasło światło, którego i tak wcześniej nie udało się w pełni rozpalić. Mecz kończony był wśród zapadających ciemności. Jupitery ponownie uruchomione zostały około 15 minut po zakończeniu spotkania, no cóż, dobre i to. Cracovii udało się w drugiej połowie stworzyć w zasadzie tylko dwie groźne sytuacje. Najpierw w 65 minucie Pawlusiński ładnie dośrodkował do Dudzica, jednak trącona przez niego piłka minęła świątynię Andrzeja Olszewskiego. Około siedmiu minut później ta sama para ponownie próbowała znaleźć drogę do bramki Śląska, jednak Dudzic uderzył minimalnie obok słupka. Odpowiedź WKS-u była zabójcza. Na 25 metrze do rzutu wolnego poszedł Krzysztof Ostrowski, silnie uderzona piłka trafiła najpierw w słupek, potem w nogi interweniującego Cabaja, po czym w drugi słupek i opuściła bramkę. Sędzia głowny przez chwilę się wahał, jednak asysten stojący na wysokości linii bramkowej nie miał wątpliwości, po odbiciu się od bamkarza, piłka minęła całym obwodem tężę linię, jest 1-0 dla Śląska! W międzyczasie na boisko wszedł Łukasz Tupalski. Zawodnik Cracovii okazał się największym anty-bohaterem piątkowego spotkania. Zawodnicy gospodarzy nie mogąc pogodzić się ze swoją słabą postawą na boisku zaczeli grać coraz ostrzej, do przepychanek między graczami obu drużyn dochodziło w końcówce meczu aż trzykrotnie. W walkach na pięści prym wiedli Krzysztof Radwański i wspomniany już Tupalski, który w 84 minucie zaatakował Ostrowskiego po starciu piłkarzy w powietrzu, otrzymał wtedy żółtą kartkę, która nie ostudziła jednak jego gorącej głowy. Trzy minuty później zaatakował brutalnie, wyprostowaną nogą Krzysztofa Wołczka. - Gdyby nie podniósł nogi, to mogło zakończyć się to strzaskaniem kolana i końcem kariery - bulwersował się masażysta Jarosław Szandrocho, i słusznie, bo obrońca WKS-u miał dużo szczęścia w tej sytuacji, a i tak nie obyło się bez solidnego opatrunku. Nie wytrzymał tego nerwowo także sztab szkoleniowy Śląska, który w asyście Wojciecha Kaczmarka wtargnął na boisko w celu wyjaśnienia sędziemu, iż nie panuje nad sytuacją. Po tej sytuacji Łukasz Tupalski, który przebywał na boisku niecałe 25 minut otrzymał drugi żółty i w konsekwencji czerwony kartonik. Po wznowieniu gry już nic się nie wydarzyło, po uderzeniu Capa w mur z rzutu wolnego, sędzia zakończył spotkanie. Druga połowa naznaczyła się już zdecydowaną przewagą Śląska, i bezradnością graczy Cracovii, która przerodziła się potem w agresję. Na trybunach było słychać wielokrotnie stwierdzenia typu - jak dobrze, że to nie liga - a cóż my mamy na to powiedzieć patrząc na formę naszych piłkarzy i kolejne zwycięstwa z piłkarskimi firmami w sparingach? Pozostaje żal, wielki żal do PZPN-u, że rozgrywki nie ruszyły i nadzieja, że grający ładną piłkę Śląsk będzie niedługo autentycznym postrachem ligi, nie tylko spotkań towarzyskich.

Cracovia Kraków - Śląsk Wrocław 0:1
73' Ostrowski

Śląsk I połowa: Kaczmarek – Celeban, Wójcik, Pokorny, Pawelec - M.Gancarczyk (10' Ostrowski), Górski, Mila, J.Gancarczyk - Sobociński, Sotirovic.

Śląsk II połowa: Olszewski - Wołczek, Celeban, Socha, Cap - Szydziak, Ulatowski, Kaczmarek, Ostrowski - Łudziński, Szewczuk.

Cracovia: Cabaj - Kulig (45' Kaszuba), Polczak, Karwan, Radański - Szeliga, Baran (66' Tupalski), Nowak, Wasiluk - Dudzic (79' Wojciechowski), Moskała (45 Pawlusiński)

źródło: własne

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.