Nie mają alibi

Sytuacja Cracovii i Śląska Wrocław przedstawia się w zasadzie podobnie na początku tego sezonu. W obu klubach przeprowadzono rekordowe transfery, poszerzono kadrę, wzmocniono rywalizację w składzie na kluczowych pozycjach, a kibice wyczekują z niecierpliwością nowych stadionów. Jednak wszystkie te czynniki sprowadzają się do jednego – ani Rafał Ulatowski, ani Ryszard Tarasiewicz nie mają już alibi na brak sukcesów.


 

Oczywiście, sytuacja obu trenerów jest skrajnie różna – musimy pamiętać, że były asystent w reprezentacji prowadzonej przez Leo Beenhakkera dopiero w czerwcu objął zespół z Krakowa po tym jak Orest Lenczyk przestał być osobą wiarygodną dla prezesa Filipiaka. Żeby zrozumieć pragnienie sukcesu Cracovii trzeba napomknąć o osobie Janusza Filipiaka, bez którego ten klub nadal tkwiłby w otchłaniach drugiej czy trzeciej ligi.

On sprowadził sukces, on zainwestował, on przekonał włodarzy miasta do budowy nowego stadionu, on sprowadza piłkarzy, on w zasadzie firmuje swoim nazwiskiem, dorobkiem, firmą to co Cracovia reprezentuje na boisku. Nie jest to człowiek, który nie popełniał błędów, a chyba najsłynniejszy z nich nazywa się Stefan Majewski. Wszyscy też w zasadzie pamiętamy jak Wojciech Stawowy odszedł z klubu zaraz po tym jak Filipiak zakontraktował trenera na… dziesięć lat. To wszystko jednak przeszłość, a przy ulicy Kałuży zdecydowanie wolą patrzeć przed siebie. I trudno im się dziwić.

Klub Cracovia się zmienił. Za wyniki pionu sportowego, oprócz trenera, odpowiada także Tomasz Rząsa, nowy dyrektor sportowy, odpowiedzialny za sprowadzenie, czy też namówienie Arkadiusza Radomskiego do gry w Krakowie. Z wieku sprowadzonego pomocnika można się podśmiewywać, ale jego klasa piłkarska, nabyte doświadczenie oraz niemałe umiejętności mogą uczynić z zespołu Ulatowskiego drużynę naprawdę dobrze zorganizowaną, zarówno w ataku jak i obronie.

Nikt nie wie jak wygląda Cracovia, a wielu jest ciekawych nowego, ‘Ulatowskiego’ oblicza. Za rekordową sumę zespół wzmocnił lewoskrzydłowy o nazwisku niewymawialnym dla komentatorów sportowych, Saidiego Ntibazonkizę - w transmisjach spodziewajcie się raczej jego imienia. Została wzmocniona również linia defensywna, młodymi piłkarzami: bramkarzem Budakoviciem, stoperami Kosanoviciem i Jarabicą. Po tych transferach były trener Bełchatowa martwi się bardziej o ofensywę, a dowodem (choć nie kluczowym) ograniczeń kadrowych (i problemów zdrowotnych napastników) jest gra 4-5-1, z Suworowem operującym tuż za plecami Ślusarskiego.

Wiele było kontrowersji związanych z terminem tego meczu – Legia grała z Arsenalem, Ekstraklasa zgodziła się na przełożenie meczu ekipy ze stolicy z Cracovią na inny termin, ale nikt w Krakowie nie spodziewał się, że będzie to… najbliższy poniedziałek. Problem dla Ulatowskiego tym większy, że pięciu jego podstawowych graczy grało w środku tego tygodnia w mniej lub bardziej istotnych spotkaniach międzynarodowych. Choć sam szkoleniowiec przyznał, że dodatkowe dni na przygotowania są dla niego bezcenne to wobec wyniknięcia takich problemów nie do końca… sam by się ze sobą nie zgodził.

Może jest to więc termin korzystny dla Śląska? Niekoniecznie – nikt nie wie jak prezentuje się Cracovia, czym może zaskoczyć na własnym terenie, ani jak prezentują się jej nowi zawodnicy. Zmęczenie jeszcze w piątek wcale nie powinno piłkarzom rywala doskwierać, a wobec wspomnianej szerokiej kadry, trener Ulatowski może dowolnie manewrować składem. Narzekają pewnie i kibice – nie dość, że pora meczu znów jest absurdalna (piątek, godzina 17-45) to każdy by wolał ten mecz grać po 23. września. Z prostego powodu – to data otwarcia nowego, bardzo eleganckiego obiektu Cracovii na 15 000 miejsc.

Wiemy już, że to Cracovia może zaskoczyć Śląsk, a nie na odwrót. Może więc jednak trener Tarasiewicz spełni jedną ze swoich zapowiedzi i zamieni ustawienie swojej drużyny na mecz wyjazdowy i na konkretnego rywala? W sezonie przygotowawczym wyraźnie było widać podział na dwie jedenastki, grające różnymi systemami. Czy 4-4-2 okaże się opcją domową, a 4-5-1 wyjazdową?

Dużo do udowodnienia ma Sebastian Mila. On sam dobrze wie, że jego premierowy występ w tym sezonie przed wrocławską publicznością nie wypadł najlepiej, a jego recenzją może być zmiana jakiej dokonał Ryszard Tarasiewicz zdejmując swojego (nowego) kapitana. Zresztą podobnie można powiedzieć o Sotiroviciu, który w niedzielę sfrustrowany krążył po boisku.

Na początku poprzedniego sezonu z Cracovią błysnął Krzysztof Wołczek i przy Oporowskiej gospodarze wygrali, ale w grudniu było już dużo gorzej – w Sosnowcu Śląsk skompromitował się i w beznadziejnym stylu poległ z bardzo słabym (wtedy) rywalem. Biorąc pod uwagę bilans historyczny, z Cracovią wygrywamy zaledwie jedną bramką. Po trzy zwycięstwa obu drużyn i cztery remisy, ale to Śląsk zdobył w meczach z tym rywalem dziesięć bramek, tracąc dziewięć.

Śląsk nam pokazał, że chce i potrafi grać ofensywnie, choć do organizacji gry można mieć pewne zastrzeżenia. Z Jagiellonią drużyna Tarasiewicza stworzyła sobie wiele sytuacji, powinna wygrać tamto spotkanie, ale kibice mimo remisu opuszczali stadion z nadzieją na lepszy, efektowniejszy sezon w wykonaniu swojego klubu. Czas jednak by to nowe oblicze, oprócz zaskakiwania rywali, przyniosło nam też bramki i punkty – nie można się bowiem oszukiwać, szukać wytłumaczeń przez więcej niż 90 minut sezonu – każdy mecz i każda wpadka oddala nas od piątego miejsca w tabeli.

źródło: własne

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.