Nieskuteczny Śląsk remisuje przy Oporowskiej

Śląsk mimo gry w przewadze przez blisko 23 minuty nie potrafił pokonać GKS-u Bełchatów. Wrocławianie stworzyli sobie wiele sytuacji pod bramką Łukasza Sapeli, ale żadnej z nich nie potrafili wykorzystać. Gospodarze oddali na bramkę rywali aż 17 strzałów! W porównaniu do ostatniego meczu z Wisłą, to niezwykły rezultat, ale jak to się stało, że nie padła żadna bramka? Po kolei... Już w drugiej minucie spotkania świetną okazję po wrzutce Łukasza Madeja z prawej strony miał Piotr Ćwielong. Skrzydłowy Śląska przyjął piłkę w polu karnym i strzelił w kierunku bramki, ale dobrze ustawiony Łukasz Sapela obronił uderzenie.
Kilka minut po szansie gospodarzy swojej nie wykorzystali przyjezdni, a konkretnie Tomasz Wróbel, który zapędził się pod bramkę Kelemena prawą flanką, ale piłka po jego strzale minęła słupek.
W dziewiątej minucie Bełchatów znów był bliski zdobycia gola. Tym razem jednak obrona WKS-u skutecznie utrudniała podopiecznym trenera Rafała Ulatowskiego oddanie celnego strzału. Najpierw Mariusz Pawelec zablokował płaskie uderzenie Janusza Gola, a po chwili Mateusz Cetnarski, będąc pod presją wrocławskich obrońców mocno chybił.
Wrocławianie w stosunku do poprzednich spotkań mocno poprawili stałe fragmenty gry. Wykonywane głównie przez Sebastiana Milę rzuty wolne czy rożne były poważnym zagrożeniem dla obrońców i bramkarza przyjezdnych.
W pierwszej połowie szczególnie dobrze fukncjonowała prawa flanka w zespole Śląska. Łukasz Madej i podłączający się bardzo często do akcji ofensywnych Tadeusz Socha byli bardzo aktywni. Dobrze gospodarze radzili dziś sobie również w odbiorze, każda formacja spisywała się w tym elemencie conajmniej dobrze. Piłkarzom Śląska nikt nie odmówi również waleczności. W pewnym momencie leżący na boisku Sebastian Mila, walcząc z trzema rywalami o piłkę, nie tylko wygrał pojedynek, ale też skutecznie podał do przebiegającego obok Madeja.
Dobrą okazję do strzału miał Mila, kiedy sędzia odgwizdał rzut wolny 20 metrów od bramki Bełchatowa po faulu Rachwała, jego strzał zablokowali jednak obrońcy. Chwilę później pomocnik Śląska ponownie ustawił piłkę w tym samym miejscu, jednak tym razem piłka po jego strzale minimalnie minęła lewy słupek bramki strzeżonej przez Sapelę. Rzutów wolnych dla WKS-u w pobliżu pola karnego Łukasza Sapeli było wiele, lecz gospodarze z żadnej z tych okazji nie potrafili skorzystać, tak jak w 29. minucie, kiedy głową po wrzutce Mili strzelał Pawelec, ale po raz kolejny niecelnie.
Kontra gości dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy mogła skończyć się tragicznie dla wrocławian, gdyby nie świetny powrót Pawelca, który, interweniując we własnym polu karnym wybił piłkę wprost spod nóg Wróbla.
Gra w drugiej połowie wyrównała się i Bełchatów nie odstawał już tak mocno od wrocławian. Dziesięć minut po wznowieniu gry wrocławscy kibice poderwali się z miejsc, gdy pod bramkę gości zapędził się Piotr Celeban. Stoper Śląska zdecydował się na strzał z 25 metrów, ale trafił prosto w bramkarza przyjezdnych, a w polu karnym żaden z gospodarzy nie zamknął tej akcji. Od tego momentu gra ponownie się ożywiła. Wrocławski zespoł znów przypominał Śląsk z pierwszej części gry.
Mało brakowało, a chwilę po rajdzie Celebana bramkę zdobyłby Sebastian Mila, gdyby lepiej przymierzył, bo piłce zabrakło dosłownie centymetrów, aby znaleźć się w siatce.
Bełchatów przez dłuższy czas nie potrafił odpowiedzieć na akcje rywali. Gra rozgrywała się głównie na połowie „Brunatnych” i sporadycznie przenosiła się na połowę WKS-u.
W 67. minucie bełchatowianie niemal przekreśili swoje szanse na zwycięstwo. Jakub Tosik brutalnie sfaulował Piotra Ćwielonga, za co otrzymał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Osłabiony GKS musiał poprawić styl gry, chcąc walczyć o punkty ze Śląskiem. Trener Ulatowski nie miał wyjścia, musiał wprowadzić na boisko kolejnego napastnika. Tomasza Wróbla zmienił Dawid Nowak i to miało przynieść gością sukces.
Wejście Nowaka niewiele zmieniło w grze gości, bo dalej to Śląsk był stroną przeważającą. Kwadrans przed końcem wrocławianie byli bardzo bliscy wyjścia na prowadzenie. Najpierw szansy po podaniu Mili nie wykorzystał Łukasiewicz, potem piłka trafiła przypadkowo do Wołczka, ale ten nie potrafił uderzyć i w konsekwencji gospodarze wywalczyli jedynie rzut rożny.
Bardzo groźnie było kilka chwil później pod bramką WKS-u. Dawid Nowak zwiódł obrońców gospodarzy, minął Kelemena i technicznie uderzył w kierunku bramki. Na szczęście na posterunku był Celeban, który wybił futbolówkę niemal z linii bramkowej.
W 84. wydawało się, że to jest ten moment, że właśnie teraz padnie gol, kiedy Madej dośrodkował do Sotirovicia. Serb jednak, nie trafił w bramkę, strzelając z kilku metrów. Bramka Sapeli była dziś zaczarowana. Żaden ze strzałów gospodarzy nie znalazł drogi do siatki. Śląsk nie potrafi wygrać w ekstraklasie od ośmiu spotkań.
Śląsk Wrocław 0:0 GKS Bełchatów
Śląsk: Kelemen – Socha, Celeban, Pawelec, Wołczek – Ćwielong, Mila, Sztylka (Łukasiewicz 67’), Dudek (Sotirović 77’), Madej – Szewczuk
GKS: Sapela, Tosik, Pietrasiak, Drzymont, Popek – Wróbel (Nowak71’), Gol, Rachwał, Małkowski – Cetnarski (Janus 76’), Kuświk (Korzym 63’)
Kartki:
Żółte: Tosik 36’, Drzymont 89’
Czerwona: Tosik 67’
Widzów: 4 000
Sędzia: Adam Lyczmański (Bydgoszcz)