''Nikt nie chce znowu baraży'' (OPINIA EKSPERTA)

''Nikt nie chce znowu baraży'' (OPINIA EKSPERTA)

fot.: Facebook/Chojniczanka Chojnice

W ekstraklasowej przerwie na kadrę, pod lupę bierzemy wicelidera II ligi Chojniczankę Chojnice, z którą w sobotę przy Oporowskiej zagra Śląsk II Wrocław. O remisie w meczu na szczycie, pracy trenera Tomasza Kafarskiego oraz bramkarskim talencie rozmawiamy z Wojciechem Piepiorką, dziennikarzem Radia Weekend FM.



 

Chojniczanka w hicie poprzedniej kolejki zremisowała na własnym stadionie z Ruchem Chorzów 1:1. Ten wynik pozostawił niedosyt, bo drużyna Tomasza Kafarskiego wypuściła z rąk zwycięstwo, czy uczucie ulgi, że udało się utrzymać czteropunktową przewagę nad Niebieskimi?

To drugie to był plan minimum i mówił o tym sam szkoleniowiec Chojniczanki, że dobrze się stało, że ta różnica względem 3. w tabeli Ruchu pozostała bez zmian. Ja natomiast patrzę na to nieco inaczej, bo chojniczanie jednak objęli prowadzenie w tym spotkaniu i niewiele czasu zabrakło im, by dowieźć ten korzystny rezultat. Dodatkowo trzeba też pamiętać, że z tych czterech punktów różnicy robią się trzy, jeżeli weźmiemy pod uwagę bilans dwumeczu. W rundzie jesiennej Ruch wygrał przy Cichej 2:1, więc przy równej liczbie punktów na koniec sezonu, to zespół trenera Jarosława Skrobacza będzie premiowany. Mam nadzieję, że zespół z Chorzowa nie dogoni Chojniczanki, ale trzeba jednak mieć ten aspekt z tyłu głowy.

Podopieczni trenera Kafarskiego przystąpili do meczu z Ruchem po znakomitej serii siedmiu kolejnych zwycięstw z rzędu. Biorąc pod uwagę, że na przełomie października i listopada ta różnica na korzyść Niebieskich wynosiła już osiem punktów, to przebudzenie jest spektakularne.

W tamtym momencie sezonu nasuwała mi się analogia do poprzednich rozgrywek, kiedy Chojniczanka jako spadkowicz także celowała w jedno z dwóch miejsc premiowanych bezpośrednim awansem do I ligi. Po drodze gubiła punkty w często nieoczywistych momentach, z teoretycznie słabszymi przeciwnikami. W obecnych rozgrywkach też były takie porażki ze Zniczem Pruszków (1:2) oraz Garbarnią Kraków (1:3) i to przed własną publicznością, wówczas można było mieć obawy o powtórkę sprzed roku, gdzie nikt nie chciał miejsca w strefie od 3. – 6. Po doświadczeniach z barażami z poprzedniego sezonu (Chojniczanka odpadła już w półfinale po domowej porażce ze Skrą Częstochowa – przyp. red.), wszyscy teraz tym bardziej celują tylko w dwa pierwsze miejsca.

Natomiast właśnie po tym spotkaniu z Garbarnią w połowie października, nastąpiła chyba najlepsza z możliwych reakcji i rozpoczęła się seria zwycięstw. To dało coś, czego nie było przez cały poprzedni sezon, czyli pewną dozę spokoju, szczególnie kiedy w samej końcówce ubiegłego roku udało się wskoczyć na pozycję wicelidera II ligi. Spokój był Chojniczance potrzebny, a przezimowanie na miejscu dającym awans tylko ten komfort wzmocniło. Początek wiosny tylko pokazuje, że tamten słabszy moment jest za zespołem trenera Kafarskiego, bo forma po pierwsze została ustabilizowana, a po drugie na dobrym poziomie.

W poprzednim sezonie prawie do samego końca na ławce zespołu z Mickiewicza siedział Adam Nocoń, teraz jest wspominany Tomasz Kafarski, którego przecież pamiętamy z pracy w ekstraklasowej Lechii Gdańsk. Na czym opiera się wiara, że pod jego wodzą walka o powrót do I ligi w Chojnicach będzie skuteczniejsza?

W poprzednim sezonie faktycznie miał niewiele czasu (trzy mecze – przyp. red.), to miał być taki typowy efekt nowej miotły w najważniejszych spotkaniach. Wiemy, że to nie zdało egzaminu, ale koniec końców Tomasz Kafarski ma to, czego nie miał jego poprzednik, czyli większe zaufanie nawet w tych najtrudniejszych momentach. Niezbyt gorące głowy, co też nie zawsze pasowało do działaczy Chojniczanki, ale teraz się sprawdza. Im dłużej obecny szkoleniowiec pracuje przy Mickiewicza, tym bardziej bronią go wyniki i coraz rzadziej można narzekać na styl.

W poprzednim sezonie pierwszoplanową rolę w ofensywie zespołu pełnił autor 16 bramek Szymon Skrzypczak, który jednak po udanej jesieni trzy z czterech wiosennych meczów rozpoczął na ławce. Zwyczajnie przegrał rywalizację z coraz skuteczniejszym Arturem Pląskowskim, czy jest inna przyczyna?

Na pewno rywalizacja o miejsce z przodu jest bardzo wyrównana, bo Chojniczanka tak naprawdę gra tylko jednym typowym napastnikiem, a za tą klasyczną dziewiątką operuje Tomasz Mikołajczak. W przypadku Skrzypczaka odpowiedzią niewątpliwie jest dobra forma strzelecka w sparingach i na początku rundy wiosennej Pląskowskiego, ale on też stracił pierwszy z dwóch obozów, na który zespół z Chojnic wyjechał zimą. Z powodu choroby Skrzypczak nie mógł pojechać do Cetniewa i to na pewno był ten moment, gdzie trochę stracił, jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, a po drugie czasu jego nieobecności z pewnością nie zmarnował jego wspominany konkurent do wyjściowego składu. Na ten moment Pląskowski ma wyższe notowania u trenera Kafarskiego, zresztą nie bez przyczyny.

W poniedziałkowym meczu przeciwko Ruchowi obronionym rzutem karnym i dobrą interwencją po akcji Niebieskich chwilę później uwagę przykuł również 20-letni bramkarz Kamil Broda. Wygląda na to, że na utalentowanego młodzieżowca wypożyczonego z Wisły Kraków, Chojniczanka będzie mogła liczyć w końcówce ligi.

Tak i nieprzypadkowo klub z Reymonta zimą zabrał go przecież na zgrupowanie w Turcji, żeby przyjrzeć się mu pod kątem przyszłego sezonu, kiedy prawdopodobnie wróci już do Białej Gwiazdy. Broda na pewno ma zadatki na to, by po powrocie z Chojnic powalczyć o miejsce w pierwszym składzie Wisły Kraków, bo niewątpliwie ma talent i przyszłość przed sobą. Jest w fajnej formie, co potwierdza będąc numerem jeden na swojej pozycji w zespole trenera Kafarskiego, więc nie dość, że on w końcówce sezonu może pomóc Chojniczance, to dodatkowo sobie, bo u niego cele są dwa. Awansować z obecnym zespołem do I ligi, a samemu do ekstraklasy.

W zespole z Mickiewicza warto chyba też zatrzymać się przy nazwisku Michała Mikołajczyka, który jest zawodnikiem w pozytywny sposób nieprzewidywalnym. W poniedziałek w efektowny sposób zanotował już szóstą asystę w tym sezonie II ligi, ma też do tego cztery bramki.

Michał jest fajnym przykładem transferu, bo on po ośmiu latach spędzonych w Puszczy Niepołomice, wrócił do Chojniczanki, a niewielu poza Chojnicami w ogóle zdawało sobie sprawę, że on miał już tutaj epizod. Był tutaj jako młody zawodnik, w tamtym momencie pełnił rolę nawet bardziej lewego obrońcy niż wahadłowego czy skrzydłowego, jak teraz. Mikołajczyk pojawił się na Mickiewicza ponownie jako dojrzały, można powiedzieć, że doświadczony zawodnik. W maju skończy 32 lata, ale jemu w metrykę nikt nie będzie zaglądał, bo w Chojnicach przeżywa naprawdę drugą młodość. To drugie podejście do Chojniczanki bardzo mu służy i niemal w każdym meczu potwierdza, że warto na niego stawiać. Gdybym miał wymienić trzech zawodników, którzy w największej mierze stanowią o sile zespołu trenera Kafarskiego, to Mikołajczyk na pewno znalazłby się w tym gronie.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.