Nowy sternik Łodzi. Zapowiedź meczu z ŁKS-em.

Zdaniem wielu, gra Śląska w tym sezonie może się podobać, brakuje tylko goli. Coś podobnego mówiono dokładnie rok temu. Teraz nikt nie wyobraża sobie powtórzenia takiego scenariusza, Okazja na przełamanie strzeleckiej niemocy nadarza się wyborna - na Oporowską przyjeżdża zespół, który po ostatnim spotkaniu schodził z murawy z pięciobramkowym bagażem.


 

Do Wrocławia łodzianie zawitają pod skrzydłami nowego trenera. Dariusz Bratkowski nie ma wprawdzie uprawnień, by prowadzić zespół w Ekstraklasie, ale warunkowo Komisja do Spraw Szkolenia PZPN z Jerzym Engelem i Wojciechem Łazarkiem na czele, zezwoliła na taką możliwość. Według tego ostatniego, nowy szkoleniowiec łodzian jest bardzo zdyscyplinowanym człowiekiem, więc będzie dobrym trenerem. Popularny \"Baryła\" szacuje, że uzyskanie wszystkich pozwoleń zajmie Dariuszowi Bratkowskiemu jedynie około dwóch lat.

Podobno nowe miotły dobrze zamiatają. Na jej efekt liczą w Łodzi. Dobra wiadomość jest taka, że jeśli nie dojdzie przy Oporowskiej do ciężkiej kanonady, Dariusz Bratkowski zanotuje lepszy start na ławce łódzkiego zespołu, niż jego poprzednik. Na podstawie treningów, które z drużyną zdążył przeprowadzić 43-latek, można wnioskować kilka korekt w zestawieniu taktycznym jak i personalnym ełkaesiaków. Zapowiada się, że łodzianie wyjdą w 4-4-1-1 z Klepczarkiem i Kłusem, dbającymi o to, by Śląsk goli nie strzelił, oraz z najbardziej wysuniętymi Saganowskim i Mięcielem, dbającymi o to, by te gole stracił. Niepewny jest występ Bykowskiego na prawym skrzydle, pomocnik ŁKSu narzeka na uraz stopy, według najnowszych informacji ma jednak być do dyspozycji trenera na to spotkanie. Na pewno zabraknie za to Smolińskiego, który w meczu z Lechem doznał kontuzji łydki. Nie w pełni sił jest Szałachowski, dochodzący do siebie po zapaleniu ścięgna.

Dla Dariusza Bratkowskiego to premiera, ale ŁKS przyjedzie na Oporowską już 28 raz. W ostatniej potyczce ekstraklasowej uległ 0:3, w dwunastu innych spotkaniach również schodził z boiska pokonany, choć zwykle w niższym stosunku - Śląsk w tych starciach strzelił 36 goli. O ile historia jest po stronie wrocławian, tak sędzia nie jest dla piłkarzy z Dolnego Śląska szczęśliwy. Sebastian Jarzębak gwizdał w spotkaniu graczy z Oporowskiej z innym łódzkim klubem - Widzewem. Porażka 2:5 w starciu przy Al. Piłsudskiego przypieczętowała los Ryszarda Tarasiewicza i rozpoczęła erę Oresta Lenczyka. Mowy o tym, by zły wynik (choć byłby to piąty mecz z rzędu bez zwycięstwa) mógł zaszkodzić pozycji szkoleniowca Śląska, nie ma. Tym niemniej kibice z utęsknieniem czekają na to, aż rozwiąże się wielki worek z bramkami dla wrocławskiej ekipy. Po trzech bezbramkowych remisach coś im się od życia należy. W niedzielę o 14:30 naprzeciwko wicemistrzów Polski stanie rywal idealny do tego, by spełnić marzenia fanów tłumnie zgromadzonych na stadionie przy Oporowskiej.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.