Nyon i jego uroki
Już dzisiaj o godzinie 13:30 w szwajcarskim Nyonie rozpocznie się losowanie par III rundy eliminacyjnej Ligi Europejskiej. Zachęcamy do zapoznania się z relacją naszego wysłannika dotyczącą kulisów tej imprezy, który obserwował przebieg ceremonii i zaglądał za kulisy w czasie ostatniego losowania, gdy los zetknął WKS z Dundee United. Nyon. Zupełnie niepozorne miasteczko we francuskojęzycznej części Szwajcarii na brzegu otoczonego Alpami jeziora od kilku lat skupia uwagę całej piłkarskiej Europy. To tu rozlosowywane są pucharowe pary, począwszy od I rundy wstępnej aż po półfinały. Po 24 latach przerwy w ceremonii tej wziął udział również Śląsk Wrocław. Był tam też przedstawiciel Śląsknetu!
Ostatnim wylosowanym rywalem wrocławian w kontynentalnej rywalizacji był hiszpański Real Sociedad San Sebastian, a było to w 1987 r. Grą zespołu kierował wówczas Ryszard Tarasiewicz, który został zwolniony z funkcji trenera WKS-u na początku minionego sezonu. W tych czasach siedziba UEFA mieściła się jeszcze w Bernie, a losowania odbywały się w Genewie.
Najbardziej w tym okresie zmienił się jednak system rozgrywek. O ile niemal ćwierć wieku temu zdobywca Pucharu Polski rozpoczynał udział w pucharach dopiero we wrześniu od 1/16 finału, to dziś Śląsk, aby dotrwać do tego miesiąca, musi przejść aż 3 rywali. W związku z tym również data losowania jest wyjątkowo wczesna, zaledwie 3 tygodnie po zakończeniu sezonu ekstraklasy.
W Szwajcarii Śląsk gościł niegdyś nie tylko z okazji kojarzenia par. W 1982 r. podopieczni Jana Calińskiego po niespodziewanym wyeliminowaniu Dinama Moskwa trafili na genewskie Servette w II rundzie Pucharu UEFA. Dostali srogie lanie (0:2 i 1:5), ale przez ten czas Stade des Charmilles popadł w totalną ruinę. Zamknięty w 2002 r. z powodu wybudowania nowego obiektu na Euro 2008 dziś zarósł trawą, a w miejscu jednej z trybun... wyasfaltowano teren pod mały parking dla firm wynajmujących biura w budynku na przeciwko.
Z centrum do siedziby federacji jest nieco ponad 20 km, pociągi kursują regularnie co kwadrans. Trasa biegnie brzegiem olbrzymiego akwenu wciśniętego pomiędzy wysokie góry. Z Jeziora Genewskiego można podziwiać nawet najwyższy szczyt Europy, Mont Blanc, oddalony w linii prostej o kilkadziesiąt kilometrów. O ile jest pogodnie cały masyw widać jak na dłoni, nawet w czerwcu pokryty jest w całości bialutkim śniegiem.
Nyon to przeciwieństwo wielkomiejskiej i pełnej turystów Genewy. Malutkie miasteczko ze średniowieczną starówką, której najokazalszym punktem jest XII-wieczny zamek położony na skarpie. Również sama siedziba władz europejskiego futbolu zadziwia skromnością. Właściwie jest to tylko trzypoziomowy krótki biurowiec, ukryty na stromym zejściu do jeziora. Łatwo byłoby ją przegapić, gdyby nie kierujące znaki drogowe, powiewająca flaga oraz strażnik przy wjeździe. Brakuje nawet szlabanu, a owego pracownika raczej należałoby nazwać stewardem, gdyby nie to, że informacja, której udziela, jest tylko... po francusku.
Wewnątrz jest już dużo lepiej. Wszyscy mówią po angielsku i sprawnie kierują do odpowiednich osób. Akredytacja dla Śląsknetu już czeka. Właściwie jest to wydrukowana na biało-czarno karteczka z imieniem, nazwiskiem i nazwą redakcji oraz datą losowania. Całość nawet nie zalaminowana, a włożona w plastykową okładkę. Uśmiechnięci ochroniarze zerkają na nią dyskretnie, można odnieść wrażenie, że nikt tu się niczym nie przejmuje. Jakże inaczej wchodzi się na stadion podczas meczu.
Internet bezprzewodowy też jest, nie ma problemu nawet z wypożyczeniem przejściówki do szwajcarskich gniazdek. Tylko do głównej sali dziennikarzom wejść nie wolno. Ale w holu stoją telebimy, na których można śledzić całą ceremonię. Dla rozładowania napięcia można wyjść na dwór. Z parteru drzwi prowadzą na trawnik przed jeziorem, skąd rozpościera się cudowny widok na górskie szczyty.
Same losowania przebiegają szybko i sprawnie. Dłużą się jednak przerwy pomiędzy nimi. Zasady są skomplikowane, ale nikt o tym nie pamięta, kiedy prowadzący ceremonię ogłasza, kto z kim zagra: Śląsk Wrocław – Dundee United. Moja pierwsza reakcja: no to się trener ucieszy!
Teraz czas na znalezienie przedstawiciela swojego rywala. W Nyonie nie zabrakło oczywiście ludzi ze Śląska. W siedzibie UEFA pojawił się prezes Piotr Waśniewski w towarzystwie rzecznika prasowego klubu, Michała Mazura, oraz swojej asystentki.
Prezes wyraźnie ucieszony wypatruje kogoś z karteczką "Dundee United".
- Wolałem trafić na wymagającego sportowo przeciwnika, a jednocześnie cieszę się, że uniknęliśmy dalekiej wyprawy na wschód. Jagiellonia się tam wykrwawi.
Nieopodal pani z Białegostoku wykonuje serię telefonów do Polski. Trzeba rezerwować czartery! Dziennikarze z Kazachstanu wypytują mnie z kolei, jak się wymawia nazwa ich rywali. Okazuje się, że nie sprawia im trudności.
Tymczasem w gustownym pomarańczowo-czarnym krawacie wychodzi Derek Robertson. Umawia się z Waśniewskim na posiedzenie w sali imienia Ebbego Schwartza i... jest do dyspozycji mediów, a właściwie Śląsknetu:)
- Cieszę się, że nie musimy zbyt daleko jechać, gdzieś do Azji. Jednak sportowo trafiliśmy na pewno na bardzo wymagającego rywala. Polski futbol stoi na niezłym poziomie, o czym mieliśmy okazję się przekonać, gdy grał u nas Wasz bramkarz Załuska (Robertson bardzo poprawnie wymawia o nazwisko – przyp red.).
Szkot zapewnia, że dla gości czeka przynajmniej 1500 miejsc, daje mi swoją wizytówkę i oferuje pomoc w każdej sprawie. Tymczasem obok przechodzi działacz londyńskiego Fulhamu. Równie miły człowiek, wita się, zagaduje. Na moją uwagę, że wielu wrocławskich kibiców życzyło sobie trafić na ten angielski klub, roześmiany odpowiada, że "każdy chciałby trafić na Fulham".
Wychodząc ze spotkania z prezesem Śląska, Robertson rzuca jeszcze ciekawostkę, że trenerem Dundee United jest Paul Hegarty (wyżej od trenera stoi menedzer). Jako obrońca grał przed 31 laty w pierwszym dwumeczu po między oboma zespołami.
Godzinę po losowaniu jest pusto i cicho, wszystko wraca do normy. Kolejny senny dzień w Nyonie. Następna taka impreza 15 lipca.