O dopingu na meczu z Arką (2)
Drodzy czytelnicy! Kibice Śląska Wrocław!Już w niedzielę zakończy się sezon piłkarskiej ekstraklasy. W ostatniej kolejce piłkarze WKS-u zagrąją przy Oporowskiej z Arką Gdynia. Remis gwarantuje im pierwszy po 24 latach start w europejskich pucharach. Stadion zapewne zapełni się do ostatniego miejsca, tym bardziej że nie dane było wrocławskim kibicom obejrzeć poprzedniego spotkania z Bełchatowem. Właśnie w związku z niedawnymi decyzjami władz, które bezpośrednio dotknęły także wszystkich fanów piłki nożnej we Wrocławiu, Ogólnopolski Związek Stowarzyszeń Kibiców (OZSK) postanowił, by w ramach protestu doping ograniczyć do ostatnich 10 minut meczu.
ŚląskNet przedstawia Wam dwa stanowiska, dwa głosy w tej dyskusji i pozostawia je do Waszej oceny.
Decyzja o prewencyjnym zamykaniu stadionów, co jest także elementem kary dla ogółu za wybryki jednostek, jest idiotyczna i skandaliczna. Tyle już się o tym rozpisano, tyle argumentów podano na tacy, że każde kolejne zdanie będzie po prostu marnowaniem miejsca i zbaczaniem z dużo ważniejszego tematu. Jak bowiem często w swojej historii, zwłaszcza tej najnowszej, Śląsk miał okazję awansować do europejskich pucharów i zarazem zdobyć tytuł wicemistrza Polski?
W ostatnich tygodniach widzieliśmy różne odmiany protestów. Przebieranie się za plażowiczów, wystawianie kukieł, rozwieszanie różnych plakatów, wykrzykiwanie mniej lub bardziej dziwnych haseł, wuwuzele... jednak najbardziej absurdalnym sposobem na zirytowanie rządzących jest utrzymywanie na stadionie ciszy. Nie dlatego, że politycy mają w głębokim poważaniu to czy ludzie krzyczą, czy nie (a nawet jeśli oni nie mają o tym pojęcia to ja zapewniam Was, że, przy utrzymującym się milczącym proteście, doping i tak będzie na obiektach piłkarskich wybuchał, tylko nie tam gdzie zwykle - czego przykłady już widzieliśmy). Protest ten nie ma sensu, ponieważ nie uderza w rząd, nie uderza w premiera, nie uderza w policję, nie uderza we władze lokalne, ale tylko i wyłącznie w tych, którzy mają nam dawać radość i którzy nie przyłożyli palca do skandalicznych decyzji. I, tak jak przez lata raczej było radości mniej, teraz mamy unikalną okazję zakończyć sezon szeroko uśmiechnięci, pozytywnie nastawieni. Okazję, która przez protest może zostać zaprzepaszczona.
Byłem na trybunach, gdy byliśmy beznadziejni. Pamiętam ogromny deszcz w trakcie meczu ze Swornicą, gdy rywale ślizgali się bo nie mieli odpowiedniego obuwia, a nieliczni kibice wybuchali śmiechem. Pamiętam jak nasi dostawali na własnym boisku od 'pracowaników obsługi technicznej' z Dobrzenia Wielkiego. Pamiętam przegrane, przez korupcję, baraże z Arką. Mój kilkunastoletni związek ze Śląskiem nie jest jednak w szerokim gronie kibiców ani trochę wyjątkowy, nie jest specjalnie długi, nie jest tak imponujący jak osób, które znam, które pojawiają się na Oporowskiej regularnie, jeszcze za zespołem podróżując po calej Polsce. To jednak nie ma żadnego znaczenia, ponieważ kwestia protestu powinna być decyzją tylko i wyłącznie indywidualną, nie narzuconą.
Niewątpliwie osoby, które organizują doping zdzierają gardła głośniej i regularniej niż ja, zasługują przez to na wielkie uznanie. Tworzą oni unikalną atmosferę na Oporowskiej, atmosferę w której wielu się zakochało i dzięki niej utrzymuje swój związek ze Śląskiem. Jednak narzucanie ciszy tym "łamistrajkom" czy, co gorsza, obrażanie ich, jak to już też miało miejsce na kilku stadionach, mija się z celem. Nikt nie szuka konfliktu z protestującymi, nikt nie zamierza kwestionować ich racji (w większości aspektów pewnie się zgadzamy!), ale te osoby, ze mną włącznie, pewnie przyjdą w niedzielę cieszyć się z największego sukcesu Śląska jaki widzieli na własne oczy. I czystym absurdem byłoby zabranianie im tego poprzez gwizdy, zagłuszanie czy nawet obelgi, choć w takie osobiście nie wierzę.
Dużo jest mowy o wspólnej dla kibiców sprawie. W tym momencie, przez te 90 minut niedzielnego spotkania jedyną wspólną sprawą jaka będzie łączyć tysiące fanów wrocławskiej ekipy jest suckes piłkarzy, sukces nas wszystkich w tym sezonie. Nie patrzmy na to, że przecież nasi najlepiej grają w drugich połowach, pod koniec meczu, gdy doping już wróci... Takie rozważania są absurdalne - kibice na mecz przychodzą by pomagać drużynie nie gdy statystycznie idzie im najlepiej, ale gdy tego najbardziej potrzebują. W meczu z Arką wsparcia potrzebowali będą przez całe spotkanie, taka jest jego stawka!
Zwracając się niejako do tych, którzy prostestu zamierzają się trzymać, choćby nie wiadomo co się działo na boisku, proszę o wyrozumiałość wobec tych, którzy będą reagować, będą krzyczeć, będą dopingować piłkarzy. Nie mam żadnej siły na trybunach, nie aspiruję do żadnej pozycji, nie mam ani takiej wyobraźni, ani takich umiejętności by doping prowadzić. Mam jednak głos i w niedzielę pragnę go zedrzeć, by choć we własnej głowie potem myśleć, że w minimalnym stopniu przyczyniłem się do tego, że piłkarze zagrali lepiej, dostali dodatkowego kopa, zyskali nad rywalem kilka milimetrów przewagi. Bo po latach przeciętności, beznadziei i wołania o pomstę do nieba, tego sukcesu cholernie potrzebuję. Potrzebuje go Śląsk i potrzebują go inni kibice. Sami to uczucie dobrze znacie, przecież ze Śląskiem jesteście na dobre i na złe.
Michał Zachodny