Oceny graczy: Polonia W. - Śląsk

Oto oceny, na jakie naszym zdaniem zasłużyli piłkarze Śląska w meczu z warszawską Polonią. Skala ocen 1-10.

Ivo Vazgeć 5 - bez winy za stracone gole, przy czym wyjścia przy dwóch pierwszych nieco niepokoją. Bramkarz w takich sytuacjach zwykle rzuca się rywalowi pod nogi, Vazgeć zaś nie wiedzieć by czemu próbował czegoś na kształt wślizgu. Skuteczność tego typu rozwiązania budzi wątpliwości. Wspomnijmy choćby sytuację Janusza Gancarczyka, gdy próbował dobijać strzał w poprzeczkę brata. Przyrowski odważnym rzuceniem się pod nogi przerwał rajd lewoskrzydłowego. Wślizg Vazgecia wydaje się w takich sytuacjach dziwnym rozwiązaniem. Przy trzeciej bramce do końca nie wiadomo, co zamierzał, ale nie można przypisywać mu winy za to, że idealna piłka wędruje na głowę ustawionego na piątym metrze niepilnowanego napastnika. W pozostałych sytuacjach pewna i spokojna gra.


 

Krzysztof Wołczek 6 - w pierwszej połowie zdarzyło mu się kilka wyjść na obieg, co jest dużym krokiem naprzód, jednakże z upływem czasu ponownie ograniczał się do poczynań defensywnych. Wychodziło mu to całkiem przyzwoicie, poprawnie powstrzymywał ofensywne zapędy Laty, aż do ostatniej akcji spotkania, kiedy dał się oszukać Zasadzie i przepuścił między nogami jego no-look pass do Nikolicia, który chwilę później asystował przy decydującym golu.

Piotr Celeban 5 - tym razem dwa duże błędy, raz nie upilnował wychodzącego na wolne pole Ivanovskiego, zaś za drugim razem nie popisał się przy zwycięskim golu dla Polonii, kiedy to łatwo dał się minąć Nikoliciowi i zostawił mu dużo miejsca na dośrodkowanie. Trochę to sporo jak na poziom, do którego nas przyzwyczaił. Inna rzecz, że przez większość spotkania z dużym spokojem odczytywał intencje gospodarzy i neutralizował ich poczynania. Nieźle wygląda również współpraca ze Spahiciem, większych nieporozumień miedzy parą stoperów nie stwierdzono.

Amir Spahić 5 - tak jak w poprzednim meczu rozkręcał się z minuty na minutę, tak w niedzielne popołudnie z biegiem spotkania gasł. W 25 minucie złamał linię spalonego, ale uratował go błąd sędziego. W doliczonym czasie gry przy trzeciej bramce nie upilnował Gołębiewskiego. Duży jednak plus należy się za dobry odbiór i świetną współpracę z Pawelcem przy podwajaniu krycia.

Mariusz Pawelec 7 - najlepszy z bloku defensywnego i nie zmieni tego nawet kiks, po którym padła wyrównująca bramka. Doskonale radził sobie zarówno z Mierzejewskim jak i Mynarem, będąc praktycznie nie do przejścia w grze jeden na jeden. Dobrze również współpracował z pozostałymi zawodnikami bloku defensywnego, ponownie jednak bez błysku w grze do przodu.

Marek Gancarczyk 9 - jak mawiał trener, któremu niespecjalnie chce się pracować w naszym pięknym kraju- international level. Po słabszym poprzednim pojedynku Pan Marek po raz kolejny pokazał jak wiele w piłce można ugrać myśleniem. Nie wdaje się w niepotrzebne dryblingi, rusza się bez piłki na boisku, wybiega na pozycje, schodzi do środka, łamie akcje, daje partnerom szanse na dogranie mu futbolówki i zwykle gdy już ją ma - wie co z nią zrobić. W połączeniu z rosnącą pewnością poczynań i coraz lepszą techniką urasta do miana jednego z kluczowych graczy wrocławskiej ekipy.

Antoni Łukasiewicz 6 - asystował po równo na rzecz obu drużyn. Aż trudno zrozumieć dlaczego ktoś, kto jest w stanie zagrać błyskotliwe czterdziestometrowe podanie robi zwykle co może, aby piłki jak najszybciej się pozbyć. Ze swoich zadań defensywnych tradycyjnie wywiązywał się bardzo dobrze. Można mu oczywiście zarzucać, że robi mało szumu na boisku i jest mało widoczny, ale jego brak stałby się z pewnością szybko odczuwalny. Widać by to było choćby po ilości piłek, które mijałyby środkową strefę.

Krzysztof Ulatowski 5 - czasem aż się prosi, żeby wziął trochę bardziej ciężar gry na siebie, próbował rozgrywać i odciążyć Dudka. Kiedy miewa przebłyski potrafi to robić, ale długimi chwilami degraduje sam siebie do roli łącznika między Dudkiem i linią defensywy. Zbyt mało jest podań uruchamiających akcję, częściej jego rola sprowadza się do zagęszczania środka pola i wspomagania Łukasiewicza.

Sebastian Dudek 7 - mimo, że trzeba się liczyć z tym, że z meczu na mecz będzie mu coraz trudniej - nie zawodzi. Często podwajany cofa się coraz głębiej, by móc zainicjować akcję ofensywną... Bardzo dobra współpraca z M. Gancarczykiem napędzała większość poczynań Śląska, zaś za przerzut na wolne pole, po którym starszy z braci wywalczył rzut karny nalezą się owacje na stojąco.

Janusz Gancarczyk 2 - tak, szarpał, rwał, próbował, dryblował. Niezaprzeczalnie. Pytanie - co z tego? Straty, straty i jeszcze raz straty. Apogeum nastąpiło, gdy przyszło dobijać strzał brata - szesnasty metr, w miarę czysta sytuacja, ale dwóch rywali, którzy ośmielili się znaleźć w pobliżu trzeba było minąć. Tak właśnie gra Janusz Gancarczyk - choćby sytuacja była beznadziejna a siły rywala kilkukrotnie większe, dryblować trzeba. Najlepiej jak najbliżej linii, żeby przypadkiem boczny obrońca nie ruszył z obiegiem. Jest widoczny, tyle że z tego typu aktywności nic nie wynika. Uparcie stoi przy filozofii, że teren na boisku zdobywa się z futbolówką przy nodze, podczas gdy współcześnie robi się to głównie grą bez piłki. Tego typu pomysł na grę jest widoczny już któryś mecz z rzędu. Na boisku Śląsk jest Śląskiem a jego lewe skrzydło wydaje się być poza tym organizmem. Szkoda, bo umiejętności Pan Janusz ma nieprzeciętne.

Tomasz Szewczuk 3 - nieco lepiej niż poprzednio, ale nadal słabo. Na plus można zaliczyć, że gdy już się cofał i brał udział w rozgrywaniu akcji - był z tego niemały pożytek. Niestety, przesłania to dość istotny minus. Prawie w ogóle się nie cofał.

Kamil Biliński bez oceny - być może wobec słabych występów Szewczuka jest on jakimś rozwiązaniem. Problem w tym jednak, że wcale nie gwarantuje on lepszego poziomu niż Pan Tomasz. Dostał kilka szans w poprzednim sezonie i nie pokazał nic, co by go wyróżniło spośród ligowej szarości. Jest najlepszym graczem Młodej Ekstraklasy. Tej w której Wisła Kraków zdobyła kolejno mistrzostwo i wicemistrzostwo. Zaś przed utworzeniem ME działające na podobnych zasadach co Młoda Wisła rezerwy krakowskiego klubu w swoim ostatnim sezonie spadły z trzeciej do czwartej ligi, co o poziomie rozgrywek dla przyszłości rodzimego futbolu zbyt dobrze nie świadczy. Póki co, po tym meczu Biliński zostanie zapamiętany tylko i wyłącznie jako ten, który nie upilnował Sarvasa.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.