Oceny za mecz z Polonią Bytom
Ivo Vazgec i Amir Spahić byli najlepszymi graczami Śląska Wrocław w sobotnim meczu z Polonią Bytom. Rozczarowali za to bracia Gancarczykowie. Jak oceniliśmy grę pozostałych piłkarzy Śląska?Ivo Vazgeć 7 - wprawdzie gracze Polonii nie zasypali jego bramki gradem strzałów, ale okazje do wykazania się znajdował sobie sam, odważnie wychodząc do dalszych piłek, wyłapując je z dużym wyczuciem. Bez winy przy straconym golu (sytuacja analogiczna do tej z trzeciej bramki z Polonią, niekryty zawodnik w polu karnym), za to z dużym udziałem przy kilkukrotnym uratowaniu Śląska przed potencjalnym zagrożeniem.
Krzysztof Wołczek 6 - jak to zwykle bywa, na początku dość aktywny z przodu, później już znacznie spokojniejszy w tej materii. Tym razem jednak z konieczności w drugiej połowie znalazł się na skrzydle i nie zawiódł. Wołczek czarodziejem futbolu nie jest, ale jeśli idzie o solidność i pewność poczynań trudno mu cokolwiek zarzucić. Błędy popełnia rzadko, przemieszcza się po boisku rozsądnie i dobrze czyta grę. Jak się okazuje, jego atuty wystarczają nie tylko do tego, by być jednym z pewniejszych skrajnych obrońców ligi, ale i odpowiednio znaleźć się w polu karnym.
Amir Spahić 7 - ocena byłaby wyższa, gdyby nie kilka niezrozumiałych wręcz błędów. Spahiciowi zdarzało się odpuścić krycie przy wychodzeniu rywala na czystą pozycję albo nie trafić w piłkę, przez co toczyła się ona spokojnie przez szerokość pola karnego. Ale widać, że przy maksymalnej koncentracji będzie z niego wielki pożytek. Aż miło było patrzeć, ile dziur po kolegach załatał i ile razy był dokładnie tam, gdzie się znajdować powinien. Doskonały w odbiorze, świetnie czytający grę - jeśli będzie w stanie zagrać tak przez 90 minut, Jarosław Fojut szybko do składu nie wróci.
Piotr Celeban 5 - na pierwszy rzut oka można było odnieść wrażenie, że Spahić był w tym meczu wszedzie, a Celeban nigdzie. O ile Bośniak szukał okazji, gdzie mógłby się wykazać i grał bardzo aktywnie, tak Celeban bardziej czekał, aż okazja znajdzie jego. Tym niemniej na wydarzenia na boisku reagował poprawne, nie popełniał błędów (poza jednym, naprawionym przez Vazgecia) i dobrze współpracował z partnerami.
Mariusz Pawelec 5 - wprawdzie zdarzy się, że piłka może go minąć, ale rywal już nie. Dobra wiadomość jest taka, że potrafi przerwać każdą akcję, zła - rzadko robi to przechwytem. Częściej kończy się to wybiciem piłki na aut, róg albo w niedookreślone miejsce boiska. Pożytek jest, bo akcja zostaje przerwana, ale z drugiej strony Pawelec rzadko przyczyniał się do odzyskania futbolówki. Na minus również śladowa aktywność w ofensywie.
Marek Gancarczyk 4 - słaby występ, a w porównaniu z poprzednim to ogromne rozczarowanie. Być może wynikało to z kontuzji, przez którą musiał opuścić boisko. Zejścia do środka się zdarzały, ale były czytelne i mało produktywne. Wobec dobrej postawy defensywy Polonii nie wychodziły również dryblingi. Przykra to sytuacja, w której wystarczy intensywniej pilnować dwóch najważniejszych dla Śląska ogniw ofensywnych i już ze stwarzaniem sytuacji są ogromne problemy.
Antoni Łukasiewicz 4 - zaskoczenie in minus. O ile zawsze wiedział gdzie się ustawić, by w bezpiecznej odległości zatrzymać lub choć spowolnić akcję rywala, to w meczu z Polonią momentami cofał się niemal pod stoperów i czekał, choć trudno było zrozumieć, na co. Jeden rajd ofensywny również nie przyniósł mu chwały. W dodatku przez to, że grał za głęboko, tworzyła się dziura między obroną a pomocą, co uniemożliwiało szybkie rozprowadzenie kontr przy przechwytach. Tych ostatnich jednak tradycyjnie nie brakowało.
Krzysztof Ulatowski 6 - poza linią defensywy najlepszy z wrocławian. Pieczołowicie pilnowany był Dudek, więc musiał wziąć ciężar gry na siebie i radził sobie całkiem przyzwoicie. Umiejętnie przyspieszał grę, starał się rozgrywać, choć przy sporej apatii ofensywy Śląska były z tym problemy. Ostatecznie, gdy nie szło, wziął sprawy we własne nogi i pokusił się o strzał, który otworzył drogę do bramki Wołczkowi.
Sebastian Dudek 4 - słabszy mecz Dudka musiał się zdarzyć. Należało się spodziewać, że piłkarze Polonii zrobią wszystko, by wyłączyć go z gry i długimi momentami się to udawało. Kilka przebłysków wprawdzie zanotował, ale żaden nie zaowocował dobrymi sytuacjami. Inna sprawa, że zawodzili również partnerzy.
Janusz Gancarczyk 4 - na plus dobrze bite rzuty rożne, dwukrotnie powodowały duże zagrożenie, jeden z nich zamienił się w asystę. Co poza tym? Kilka odegrań mogło się podobać, kilka innych mogło cieszyć głównie z powodu, że w ogóle miały miejsce. Na pewno znacznie lepiej niż w Warszawie, ale nadal sporo dryblingów bez pomysłu, podań do nikogo. Drażniły również zejścia do środka uprawiane tylko po to, by poszukać miejsca do strzału. Głównym pożytkiem z jego akcji nadal są tylko rzuty wolne i rożne.
Tomasz Szewczuk 4 - najlepszy mecz w tym sezonie, okraszony premierowym golem w rozgrywkach. Początek bardzo dobry, często schodził do tyłu i próbował brać się za rozgrywanie, grał dużo aktywniej. Taka gra mogła się podobać. Niestety, z biegiem czasu gasł, w drugiej połowie robiąc na boisku już to, do czego przyzwyczaił, czyli mało produktywnego snucia się po placu gry
Tadeusz Socha bez oceny - znając jego ofensywne inklinacje można było się spodziewać, że to on zajmie miejsce Marka Gancarczyka na skrzydle, stało się jednak inaczej. Jak na to, co zwykle prezentuje, był mało aktywny w ofensywie. Jeśli idzie o zadania obronne, bez większych zmian. Nadal dobrze odbierał piłkę rywalom na małej przestrzeni. Miał też problemy z domykaniem krycia przy zejściach zawodników ze skrzydeł.
Kamil Biliński bez oceny - można było odnieść wrażenie, że za bardzo chce, a w dodatku ma za małe umiejętności, na konwencję, którą sobie wybrał, by przekonać trenera, że zasługuje na coś więcej niż kilka ostatnich minut. Efekt można było przewidzieć. Biliński pobiegał, chciał jak najwięcej pograć piłką, jakby tylko od tego zależała ocena jego poczynań. Tym występem chyba nikogo do siebie nie przekonał.
Sebastian Mila bez oceny - plus należy się za to, że choć zagrał tylko kilka minut, to swoim wypadem z piłką w okolice bocznej chorągiewki zdołał ukraść kilkadziesiąt sekund, co pomogło dowieźć 3 punkty do końca