Orest Lenczyk: Mam większy ból głowy

Zapraszamy do lektury zapisu konferencji prasowej z udziałem Oresta Lenczyka po przegranym meczu z Koroną Kielce.

"Gratuluje wywalczonego Koronie zwycięstwa. Mecz się ułożył dobrze na początku, później to co było nasza mocną stroną w poprzednim roku kalendarzowym, od pewnego czasu staje się naszą bolączką, żeby nie powiedzieć mocniej. Strata dwóch bramek ze stałych fragmentów gry, przy takich zawodnikach rywali, przy rozpisaniu kto kogo kryje... zawsze się znajdzie winny, który odpuści lub przegra pojedynek."


 

Dodać do tego trzeba, że wykonywane rzuty z boku, czy wolne, czy kornery, były lepiej przez zawodników Korony, zwłaszcza Lisowskiego. Boli to, że wiedzieliśmy o tym, oglądaliśmy to, ale okazuje się, że trening swoje, a mecz jest nieporównywalny do zajęć. Wydawało się, że opanujemy grę po zdobytej bramce, ale później... no nie będę jedynym, który powie, że na tym boisku dzisiaj grać ładnie, bardziej skutecznie, podaniami, dryblingami było niełatwo. W dodatku w środku boiska co najmniej dwóm naszym zawodnikom brakło szybkości co dla mnie nie jest zaskoczeniem, ponieważ wiem jakie są ich możliwości. Momentami bardzo prosta gra Korony, wstrzeliwanie piłki w naszą szesnastką, niezależnie od wygrania czy przegrania pojedynku, rywale mieli przewagę w jej opanowywaniu. Jeżeli Korona zdobywa bramki po stałych fragmentach gry to nie jest jedynym naszym problemem, ponieważ uważam, że to co wiedzieliśmy o nich, że trzeba będzie podjąć walkę i grę, ale niektórzy nie potrafili lub nie mogli tego zrobić. Momentami bardziej zwartą grupą była Korona, która po zdobyciu bramki miała jeden cel – gdzie kopnąć piłkę, byle do przodu. My traciliśmy piłki w sposób dla mnie zdumiewający, zwłaszcza po prostych podaniach, przyjęciach... w takich warunkach nie mają prawa tego zrobić, przy takim rywalu. Muszę przyznać, że jestem absolutnie zaskoczony, że tak łatwo daliśmy się Koronie, ale doceniam ich za postawienie twardych warunków w niemal każdym miejscu na boisku. W dodatku trafiliśmy Marka Wasiluka, który chyba złamał nos i jak wiemy wypadnie na kilka tygodni poza grę. Łudziłem się, że do Arki pojedziemy w składzie zbliżonym do dzisiejszego, ale następnych ośmiu, dziewięciu piłkarzy weźmie udział w tym meczu.

Kwestia murawy, trener podkreślał, że nie nadaje się do gry. Czy to już fatum stadionu, może warto wrócić na Oporowską, lub chociaż wziąć murawę?

Nie mogę odpowiedzieć pół żartem, pół serio, ponieważ dla obu drużyn boisko było jednakowe. Ja wspominałem nie raz, że zawsze gramy przy własnej publiczności, ale ubolewam, ponieważ jestem współwinny, że to tak wygląda na tym stadionie. Fakty są takie jakie są, z nimi się nie dyskutuje. Oczekuje wiosny, lepszej murawy i wtedy będę miał odpowiedź co do naszej gry i wtedy będziemy wiedzieć, czy ona jest współwinna. Ale na moim miejscu nie mogę narzekać na murawę. Czy to moja wina, że kopią niecelnie, że Kaźmierczak trafia w poprzeczkę? Dzisiaj to te umiejętności zaprezentowane przez Koronę i ich walka była dla nas zbyt dużym wyzwaniem, nie daliśmy rady. Jak się nie ma wielkiej techniki, nie ma wybitnych zawodników, może tu się narażę piłkarzom, trzeba gryźć trawę, choć jej dzisiaj było niewiele.

Na ile te wyniki są rezultatem murawy?

Ja nic nie mogę kombinować, gdybym miał siebie bronić pod względem dyspozycji Śląska to jest na jej niekorzyść, tej winy mojej, jest 51-49 procent.

Sam Pan widział, że walka na boisku poszła w kierunku takim, że straciliśmy zawodnika. Natomiast nie wiem czy Korona nam dzisiaj pozwolił trzymać siętak zdecydowanie za uchwyt w tramwaju, ponieważ ich zrywy, które dawały im sytuacje, zmuszające naszych piłkarzy do powrotów, sześciu i siedmiu... Zawodnicy bardzo chcieli, żeby nawet nie wygrać, ale choćby zremisować, lecz to się odbiło na końcówce meczu. Inaczej biega się jak się wygrywa, zwłaszcza przy własnej publiczności. Patrzyłem na Mariusza Pawelca, który ostatnie dziesięć minut był sponiewierany przez skrzydłowych Korony. Jeżeli w całym meczu zagrał on poprawnie, był zawodnikiem dla nas znaczącym to pewnie gdybym miał wynik i zmianę, to poszedłby on na ławkę.


Czy budowanie akcji w ofensywie było zadowalające? Śląsk miał nad czwartym miejscem osiem punktów przewagi, a teraz kibice zastanawiają się, czy idziemy w dół?

Na pewno większy ból głowy od kibiców mam ja i zarząd. To co zrobili piłkarze jesienią doprowadziło do zmiany planów długoterminowych Śląska, różnych rozmów. Co do pierwszego pytania, ja znowu użyję języka bokserskiego – po tych bramkach ze stałych fragmentów gry czuliśmy się jak bokser po nokaucie. Druga bramka w zasadzie gdy wszyscy liczyli, że doprowadzimy do końca bez porażki, bo może się da do końca zrobić, mieliśmy szansę... ale Korona była tak skomasowana, że nie daliśmy rady. Pan, szczególnie z Wrocławia, wie, że gra w środku boiska jest łatwiejsza na murawie prostej, nieporównywalna do dzisiejszej kopaniny, w tych warunkach. Nie piję, ale prawdopodobnie wiem jak to jest być na kacu.

Dlaczego Śląsk wygląda jakby nie wiedział co trzeba zagrać? Dlaczego brakowało akcji indywidualnych, dwójkowych?

Pewnie nie umieją grać tak jak Korona, prostą piłką popartą walecznością. Oni mają wielu doświadczonych zawodników, m.in. gwiazdą Vukoviciem, czy Korzymem, który był na tyle groźny, że zawodnicy Śląska musieli na niego uważać. Sobolewski był dzisiaj takim zawodnikiem, że chciałbym by nasi piłkarze tak biegali.

Kiedy Śląsk będzie mógł tak zagrać jak Korona dzisiaj?

No, to trzeba zmienić trenera i piłkarzy. Po przyjściu trenera Ojrzyńskiego tak rozpoczęli grać, w pewnym momencie to się skończyło, myśmy grali nie tak jak Korona i skończyliśmy w miejscu wiadomo jakim. Poczekajmy, może za dwa miesiące oni będą w kłopotach. Ja nie mogę wziąć piłkarzy na piwo, powiedzieć – dzisiaj gracie jak Korona, kopiecie piłkę do przodu i walczycie z wszystkimi w lidze. Satysfakcji Pan nie ma z mojej wypowiedzi, ale proszę zrozumieć moją pozycję – innych słów nie mam.

źródło: własne

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.