Orest Lenczyk: Z tyłu była bryndza

Spotkaliśmy się z drużyną, która w pierwszym meczu spisała się gorzej od nas. To nie mój problem, że bronili się faulami i rękami. Trzeba podkreślić, ze zawodnicy grali spokojnie, widać było, ze chcieli wygrać wyżej, ale ostatnie podania przy ostrej obronie Korony, liczącej tylko na stałe fragmenty gry na naszej połowie, nie wychodziły nam.


 

Jest Pan zadowolony z gry w przewadze?
Trudno chwalić się, że graliśmy na zero z tyłu. Jeśli idzie o atak, to powinno tych sytuacji być więcej, takich, które pozwoliłyby podwyższyć wynik.

Czy ta wygrana poprawi atmosferę wokół klubu? Czuje się Pan winny tej atmosfery, vide choćby wypowiedź na temat tego, że to nie Pan ściągał Grodzickiego?
W momencie zdobycia mistrzostwa były zakusy na znaczne wzmocnienia zespołu. Uznawałem, że skoro takie sią plany, a były propozycje zawodników z górnej półki, byłem za tym, aby ich sprowadzić. Jednym z nich był Tomasz Jodłowiec. Kiedy jednak się okazało, że fundusze są mocno ograniczone, zdecydowano się na wolne transfery, Kowalczyka, Grodzickiego, Patejuka. Kiedy nie było mowy o lepszych transferach, rozmowy z Grodzickim toczyły się za moimi plecami, mając w obronie zupełną bryndzę, zaakceptowałem transfer solidnego obrońcy wicemistrza Polski. Jego ostatnie niepowodzenia zaczęły się od tego, że Kowalczyk gra na tyle dobrze, a Rafał ma kłopoty ze stawem skokowym.

Jeśli chodzi o atmosferę, bardziej mnie interesuje pogoda, pracuję na zewnątrz. Pan się popiera mediami, wypowiedziami tych, którzy nie mają wpływu na zespół, takich, którzy milczeli, gdy zdobywaliśmy trofea, a gdy zdobyliśmy medale, schylali po nie nisko głowy. Państwo mają zwyczaj czekać pod szatnią na tych, którzy mają pretensje i liczą tylko na tych, którzy mają pretensje.

Dzisiaj Pan Patalas...

Proszę ze mną nie rozmawiać o Panu Patalasie, czekam na pytania o meczu.

Czy ten mecz będzie miał wpływ na Pana pozycję w Śląsku?
Gdybym pracował miesiąc mógłby, ale pracuję tu dwa lata. Klasę zatrudniających poznaje się także po tym, jak się zachowują w trudnych chwilach, kiedy możliwości nie ma, a trzeba budować drużynę. Z różnych powodów sześciu zawodników opuściło Śląsk, sześciu zawieszono, dwunastu nie grało. Dziś wystąpili ci, którzy byli do dyspozycji. Mecz z Hanowerem był przyczynkiem do tego, żeby zapomnieli o Helsingborgu, żeby w lidze było już lepiej. Tu trzeba też podziękować kibicom, że dziś stworzyli atmosferę w stylu Oporowskiej.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.