Ostatni dzwonek dla Bilińskiego?
Kamil Biliński udowodnił w poprzednim sezonie, że na młodzieżową piłkę klubową jest po prostu za dobry. Dalszy rozwój wychowanka Śląska uzależniony jest od regularnych występów w seniorach. Jeśli tak się szybko nie stanie, będziemy mogli wkrótce powtarzać wyświechtane już frazesy o kolejnym zmarnowanym talencie. Biliński nie tak dawno był na zgrupowaniu kadry młodzieżowej, przygotowującej się do meczu z Liechtensteinem, którym młodzi piłkarze rozpoczęli kwalifikacje do mistrzostw Europy. Napastnik Śląska w tym pojedynku nie wystąpił. Andrzej Zamilski wspomniał o wewnętrznych porównaniach, które wykazały, że gracze z Młodej Ekstraklasy, w tym Biliński, zdecydowanie odstają od tych, którzy stale grają w drużynach seniorów. Tylko gra w seniorskiej piłce pomaga młodym zawodnikom nabrać niezbędnego doświadczenia. Wychowanek WKS-u ma już 21 lat i wydaje się, że jest to ostatni dzwonek na to, aby został piłkarsko ukształtowany na miarę talentu. W mediach oraz wśród kibiców panuje opinia, że wrocławski klub, aby walczyć o najwyższe lokaty w lidze, musi koniecznie się wzmocnić na pozycji napastnika. Z jednej strony jest to prawda, lecz czy tym samym nie okazujemy wotum nieufności wobec Bilińskiego? Pojawienie się w zespole klasowego atakującego osłabi pozycję naszego wychowanka, która i tak nie jest mocna – raptem 145 minut rozegranych w Ekstraklasie w całym sezonie to szalenie mało. Niech nas nie zmyli premierowa bramka i fakt, że w końcówce rundy król strzelców ME wybiegał na boisko coraz częściej. Nawet jeśli ta tendencja zostanie podtrzymana, i Biliński będzie pojawiał się na końcowe minuty, to wciąż może być za mało dla rozwijającego się napastnika.
Narodziła się więc patowa sytuacja. Nie ma żadnej gwarancji, że Biliński obdarzony zaufaniem da drużynie to, czego oczekuje od napastnika trener Tarasiewicz, a brak gry z seniorami może przyczynić się do zahamowania kariery dobrze zapowiadającego się zawodnika. Rozwiązaniem może być podjęcie ryzyka i częstsze korzystanie z usług Bilińskiego lub...wypożyczenie. Po roku ograny napastnik, np. w pierwszoligowym klubie, mógłby wrócić i stać się realnym wzmocnieniem ekipy z Oporowskiej. A z pewnością, obserwując Bilińskiego na wypożyczeniu, moglibyśmy przekonać się, czy jest gotowy na poważną grę i tak uzdolniony, jak sądzą kibice we Wrocławiu.