Ostatni taniec (ZAPOWIEDŹ)
fot.: Mateusz Porzucek
Mecz przyjaźni z Lechią Gdańsk zakończy jeden z najbardziej udanych sezonów ostatnich lat w wykonaniu WKS-u. Drużyna po raz ostatni będzie miała okazję zaprezentować się przed swoimi kibicami, a do tego zawodnicy wystąpią w nowych strojach zaprezentowanych dzień przed meczem.
Stawka tego meczu też nie jest byle jaka, bo Śląsk wciąż musi walczyć o utrzymanie czwartego miejsca. W przypadku niekorzystnych wyników na innych stadionach, wrocławianie mogliby spaść nawet na siódme miejsce, co mimo wszystko zepsułoby nieco obraz tego dobrego sezonu.
Trener Vitezslav Lavicka sam zwraca uwagę na problem motywacji zawodników przed ostatnim meczem i zapowiadał zwrócenie na niego szczególnej uwagi.
– Straciliśmy szansę na miejsce w pucharach, ale chłopacy oddali dużo bardzo dobrej roboty w trakcie całego sezonu. Przed nami ostatni mecz, powalczymy o jak najwyższe miejsce. Jednym z głównym impulsów będzie motywacja. Mamy swoje problemy w zespole, ale to motywacja będzie najważniejsza, żeby utrzymać czwarte miejsce. Różnice w tabeli są tak małe, że inne drużyny będą walczyć o to samo – mówił na konferencji przedmeczowej szkoleniowiec WKS-u.
Gra w grupie mistrzowskiej Śląskowi nie idzie tak dobrze jak tego oczekiwali kibice. Na sześć dotychczasowych meczów wrocławianie wygrali tylko raz - z Cracovią. W co najmniej połowie z tych meczów spokojnie mogliśmy uważać się za faworytów, lecz nie było tego widać na boisku. Tym razem może być podobnie, gdyż Lechia Gdańsk nie radzi sobie najlepiej w meczach na Stadionie Wrocław. Od momentu awansu obu drużyn do Ekstraklasy biało-zieloni wygrali we Wrocławiu tylko dwa razy. W pozostałych meczach padło 5 remisów i 7 razy wygrywał Śląsk. Do tego czeka ich finał Pucharu Polski, więc całkiem prawdopodobne, iż szkoleniowiec gdańszczan da odpocząć kilku zawodnikom z podstawowego składu.
Lechia ma za sobą trudny sezon, który udało się uratować niemal w ostatniej chwili. Drużyna Piotra Stokowca rzutem na taśmę awansowała do górnej ósemki, prezentując się dość przeciętnie na przestrzeni całego sezonu zasadniczego. Dopiero w grupie mistrzowskiej ich forma uległa poprawie i zdołali wygrać 3 mecze pod rząd oraz awansować do finału Pucharu Polski, pokonując w półfinale Lech Poznań po serii rzutów karnych.
Tak o formie Lechii mówił w rozmowie z nami Tomasz Osowski, dziennikarz Gazety Wyborczej Trójmiasto:
– Oficjalnie z ust trenera Piotra Stokowca i jego piłkarzy płyną zapewnienia, że gramy o jak najwyższe miejsce na koniec sezonu. Pewnych rzeczy jednak się nie oszuka, wszyscy mają już z tyłu głowy piątkowy finał z Cracovią na Arenie Lublin. Walka o podium niewątpliwie była celem, który korcił, jednak kiedy stało się jasne, że Lechia zakończy ten sezon bez medalu, liga zeszła na dalszy plan. O ile gdańszczanie obronią Puchar Polski, tak naprawdę będzie wszystko jedno czy zakończą rozgrywki na 4., czy 8.miejscu. Ani kibice ani nikt w klubie specjalnie by się tym nie przejął. Działa piłkarska psychologia – na pewno fajniej byłoby zająć lokatę tuż za podium niż w ogonie grupy mistrzowskiej, ale teraz są rzeczy ważniejsze niż ligowy finisz, a skład desygnowany na Legię był tego najlepszym dowodem. W jedenastce na mecz we Wrocławiu nie spodziewałbym się aż tylu eksperymentów. Trener Stokowiec już raczej będzie chciał przymierzyć się do finału, a główną rolę odegrają legendarne markery zmęczeniowe. Czyje wyniki będą niesatysfakcjonujące, ten będzie odpoczywał.
Duży wpływ na lepsze wyniki mają nowi zawodnicy, którzy zimą zasilili gdański klub. W szczególności Łukasz Zwoliński i Conrado błyszczą formą, a przede wszystkim są skuteczni. Łącznie wypracowali dla zespołu 12 bramek, dzięki czemu Lechia może drugi sezon z rzędu zakończyć sezon w top 4.
– Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jestem zaskoczony takim wystrzałem Zwolińskiego. Przed jego wyjazdem wiedzieliśmy, że to dobry napastnik, ale w pewnym momencie stracił pewność siebie, a przez to zgubił skuteczność. Czas spędzony w HNK Gorica na pewno mu pomógł, bywały mecze, w których wychodził nawet jako kapitan, ale najważniejsze, że znowu zaczął zdobywać bramki i poczuł moc – uważa Tomasz Osowski.
W całej ligowej historii Śląsk z Lechią mierzył się już 50 razy w tym 23 razy wygrywali wrocławianie. Biało – zieloni zwyciężali zaledwie 11 razy, a 16 razy padł remis. Ostatni mecz we Wrocławiu miał miejsce w lutym bieżącego roku i zakończył się remisem po bramkach Krzysztofa Mączyńskiego, Michała Chrapka i dublecie Flavio Paixao. Mecze z Lechią zawsze były wyjątkowe z powodu długiej zgody kibicowskiej pomiędzy oba klubami. Pewnie w normalnych warunkach pisalibyśmy o piłkarskim święcie we Wrocławiu, lecz obostrzenia związane z pandemią nie pozwolą na celebrowanie z prawdziwego zdarzenia, tak jak to było zawsze do tej pory. Mimo wszystko jesteśmy przekonani, że atmosfera na stadionie będzie wspaniała i czeka nas udane zakończenie sezonu.
Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk
niedziela 19 lipca, godz. 17:30