Patent Piaseckiego

Patent Piaseckiego

fot.:

Bramka na wagę zwycięstwa w doliczonym czasie gry, dla drużyny której się kibicuje to coś, co kibice lubią najbardziej. Z zupełnie innej perspektywy takie bramki wyglądają, gdy to rywale zdobędą decydującego gola w końcówce spotkania. Kibicom WKS-u w tym sezonie, częściej niż w poprzednich latach towarzyszy zarówno jedno, jak i drugie, jednak w przypadku pozytywnych zakończeń łatwo odnaleźć postać łączącą wszystkie wydarzenia. Tą postacią jest Fabian Piasecki. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.



 

Śląsk Wrocław przerwał wstydliwą serię meczów bez zwycięstwa dzięki bramce Fabiana Piaseckiego w 93. minucie spotkania. W wielu wrocławskich domach można było usłyszeć niepokojące dla nieinteresującego się futbolem mieszkańca, ale w pełni zrozumiałe głośne okrzyki radości fanów WKS-u śledzących mecz z drużyną z Mazowsza. Nie ma jednak co się dziwić, bo kibicom Wojskowych spadł ogromny kamień z serca, a wygrana, i to w takich okolicznościach, na pewno cieszy.

CZTERY PUNKTY PIASECKIEGO

Zanim Fabian Piasecki przerwał serię bez zwycięstwa trwającą od domowego meczu ze Stalą Mielec (2:1), przyniósł on wiele radości kibicom zgromadzonym na sektorze gości w Gliwicach 22 sierpnia, kiedy przewrotką w 94. minucie spotkania dał zielono-biało-czerwonym remis 1:1 w starciu z Piastem. Nietrudno zauważyć, że dzięki instynktowi snajperskiemu i odrobinie szczęścia Fabian Piasecki ,,zdobył” dla Śląska 4 punkty, które mogą być bardzo ważne w kontekście walki o utrzymanie. Warto wrócić również do jesiennego meczu z Górnikiem Łęczna (0:0), który odbył się tuż po zakończonej, nieszczęśliwą porażką w Izraelu (0:4), pucharowej przygodzie Trójkolorowych. Piasecki zmienił w 79. minucie Roberta Picha, a już osiem minut później cieszył się ze zdobytej bramki, która jednak ku rozczarowaniu miejscowej publiczności została anulowana po sygnale z VAR przez sędziego Tomasza Musiała. 

MIŁOŚNIK DOLICZONEGO CZASU

Piaseckiemu jednak nie pasowała pozycja w zespole, jaką przydzielił mu ówczesny trener Jacek Magiera, który zazwyczaj wpuszczał wychowanka Górnika Zabrze na ostatnie minuty spotkania. Dlatego też, jeszcze w letnim okienku transferowym został wypożyczony do Stali Mielec, w której barwach już w debiucie zdobył bramkę (2:0 z Górnikiem Łęczna). Jednak dopiero następne gole Piaseckiego dla zespołu z Podkarpacia zasygnalizowały pewną prawidłowość. W pojedynkach z Cracovią (3:3) oraz Legią (3:1) zawodnik urodzony we Wrocławiu strzelał gole odpowiednio, w czwartej oraz drugiej minucie doliczonego czasu pierwszej połowy. Potwierdza to tezę, że Piasecki najwięcej goli w obecnym sezonie zdobywa właśnie w doliczonych czasach pierwszej oraz drugiej połowy.

JOKER CZY NAPASTNIK NA 90 MINUT?

Takie samo pytanie musiał zadawać sobie były trener Śląska Jacek Magiera, który najczęściej decydował się jednak na wpuszczanie popularnego ,,Piacha” z ławki. Trenera Magiery we Wrocławiu już nie ma, a nowy trener zespołu Piotr Tworek również w pierwszych meczach widział Piaseckiego jako jokera na ostatnie minuty - odpowiednio dwadzieścia jeden z Radomiakiem (0:0) oraz pięć w Płocku. Sytuacja napastnika może się jednak zmienić, bo Piasecki na pewno zaplusował sobie u byłego trenera Warty Poznań. W ostatnich dniach nie tylko trafił przecież na wagę wygranej z Nafciarzami, ale również dwukrotnie wpisał się na listę strzelców w zamkniętym, piątkowym sparingu z rewelacją I ligi Chrobrym Głogów. Warto zadać sobie pytanie, czy to właśnie nie jest odpowiedni moment, żeby Piasecki, zależnie od taktyki, obok Erika Expositio, lub samemu na szpicy otrzymał szansę na rozegranie pełnych 90 minut. Najbliższa szansa już 1 kwietnia w starciu z Lechem Poznań.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.