Pechowy remis

Arka urwała się ze stryczka odrabiając dwubramkową stratę w sobotnim spotkaniu ze Śląskiem. Gdynianie zdobyli gole po rzucie rożnym, prezencie od wrocławskich defensorów i strzale samobójczym w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry. WKS nie tylko miał rywali „na widelcu”, ale w zupełności kontrolował przebieg wydarzeń na boisku. W trakcie pojedynku Ryszard Tarasiewicz został przez sędziego odesłany na trybuny, gdzie został zaatakowany słownie i fizycznie, przy biernej postawie ochrony. Wrocławianie zafundowali kibicom Arki na stadionie i fanom Śląska przed telewizorami (kolejny wirtualny remont sektora gości) niespodziewany horror. Poza w miarę wyrównanym początkowym kwadransie przyjezdni niepodzielnie panowali na boisku, a gdynianie momentami byli bezradni.
Zaczęło się w 13 minucie od kapitalnego zagrania Sebastiana Dudka do Tomasza Szewczuka. Występujący dziś na lewej pomocy najskuteczniejszy strzelec zespołu minął bramkarza Arki, by po chwili zostać powalonym przez Łukasza Kowalskiego. Gdynianin został ukarany po raz pierwszy w tym spotkaniu żółtą kartką. Pewnym egzekutorem „jedenastki” był Sebastian Dudek, którego intencje co prawda Norbert Witkowski wyczuł, ale wrocławianin uderzył silnie i precyzyjnie.
Od tego wydarzenia Arka zaczęła grać nerwowo, a Śląsk z łatwością stwarzał sobie kolejne okazje. W 24. minucie kolejnym świetnym zagraniem popisał się Dudek. Z rzutu wolnego dośrodkował w pole karne, gdzie najszybciej do piłki wystartował Szewczuk i strzałem głową podwyższył na 2:0.
Pozostała część pierwszej połowy była popisem nieudolności „Arkowców”, którzy rozbici psychicznie popełniali proste błędy, a kibice dodatkowo oskarżali ich o brak zaangażowania. WKS szanował piłkę wymieniając długie serie podań, co spotkało się z sarkastycznymi komentarzami miejscowych „jeszcze tylko ole brakuje”.
Początek drugiej odsłony także nie zapowiadał dramatu. Wrocławianie grali ze spokojem, utrzymując kontrolę nad wydarzeniami. Nawet kiedy w 59. minucie Arka strzeliła kontaktową bramkę po rzucie rożnym - dośrodkowanie Tomasza Sokołowskiego główką na bramkę zamienił Zbigniew Zakrzewski, Śląsk błyskawicznie odpowiedział. Po 5 minutach fenomenalnym solowym przebojem popisał się Vuk Sotirović, który wyłożył piłkę Markowi Gancarczykowi. Temu drugiemu pozostało już tylko wbić futbolówkę do siatki z kilku metrów.
Krótko po tym na skutek interwencji sędziego technicznego arbiter główny wyrzucił na trybuny Ryszarda Tarasiewicza za rzucenie bidonem na trawę. Szkoleniowiec Śląska obrażany przez cały stadion skierował się ku trybunie honorowej, gdzie został fizycznie zaatakowany przez zasiadających na sąsiednim sektorze bandytów.
Dziwne rzeczy zaczęły też dziać się na boisku w końcówce. W 75. minucie Jarosław Fojut zbyt lekko zagrał do Wojciecha Kaczmarka, co wykorzystał Grzegorz Niciński zmniejszając straty gospodarzy. Fojut okazał się wyjątkowym pechowcem, bo na kilka minut przed ostatnim gwizdkiem po wrzuceniu przez gdynian piłki na aferę nieszczęśliwie interweniował wpychając z bliska piłkę do własnej siatki.
Jeszcze tylko Kowalski zdążył zobaczyć drugie żółtko i arbiter zakończył widowisko. W ten sposób wrocławianie zremisowali wygrany mecz. Najbliższą okazję na rehabilitację będą mieli już w sobotę, kiedy będą podejmować mistrza horrorów Franciszka Smudę.
Filip Podolski
Arka Gdynia 3:3 (0:2) Śląsk Wrocław 3:3 (0:2)
Zakrzewski 60’, Grzegorz Niciński 76’, Jarosław Fojut 92’-sam. – Sebastian Dudek 15’-karny, Tomasz Szewczuk 25’, Marek Gancarczyk 64’
Arka: Witkowski – Kowalski, Żuraw, Anderson Silva, Telichowski (35’ Niciński) – Sokołowski (80’ Trytko), Budziński, Lubenov, Łabędzki (46’ Wachowicz), Ława – Zakrzewski
Śląsk: W.Kaczmarek – Wołczek, Celeban, Fojut, Pawelec – M.Gancarczyk, Łukasiewicz, Ulatowski, Dudek, Szewczuk – Sotirović
Żółte kartki: Kowalski, Anderson Silva, Zakrzewski (Arka) – M.Gancarczyk, Wołczek (Śląsk)
Czerwona kartka: Łukasz Kowalski (za drugą żółtą)
Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom)
Widzów: 4 000