Pepe na szczycie

34% - Piotr Ćwielong, 33% - Przemysław Kaźmierczak, 20% - Waldemar Sobota. Tak rozkładały się głosy w naszej zabawie na Piłkarza Meczu. Poniżej zapraszamy do wywiadu ze skrzydłowym, którego doceniliście po raz pierwszy.


 

Piotr, zostałeś wybrany najlepszym piłkarzem Śląska w meczu z Jagiellonią. Wielu kibiców twierdzi, że w takiej formie jeszcze Cię nie widziało. Rzeczywiście czujesz, że jesteś w gazie?

Po prostu czuję się dobrze. Owocuje praca, którą wykonaliśmy podczas okresu przygotowawczego. Już podczas sparingów czułem się pewnie. Myślę, że trener też to zauważył i dlatego na mnie postawił. Moja sytuacja w porównaniu do rundy jesiennej zmieniła się diametralnie.

W przerwie zimowej spekulowano, że możesz opuścić Wrocław. Nie tylko zostałeś, ale grasz w pierwszym składzie. Czym przekonałeś do siebie trenera Lenczyka?

Ciężko mi powiedzieć. Staram się grać jak najlepiej. Może tym, że teraz rzeczywiście podejmuję na boisku lepsze decyzje. Przepracowałem solidnie okres zimowy, sobie też chciałem udowodnić, że jestem w stanie wywalczyć miejsce w składzie.

Czy obowiązki skrzydłowego u obecnego szkoleniowca różnią się od tych, które przewidywał dla Ciebie trener Tarasiewicz?

Nie, trener Tarasiewicz też widział mnie w tej roli. Oczekiwał, że będę przejmował piłkę i robił na boisku to, co najlepsze.

Jagiellonia straciła pierwsze punkty na własnym stadionie. To gospodarze byli słabi czy Śląsk mocny?

My zagraliśmy bardzo dobrze. Z przebiegu spotkania byliśmy lepszą drużyną, mieliśmy też więcej sytuacji podbramkowych. Jeśli mielibyśmy w polu karnym więcej zimnej krwi, to strzelilibyśmy nie jedną, a jeszcze dwie bramki. Karny został podyktowany z kapelusza, nie pierwszy raz zresztą się to zdarza. W Łodzi za trenera Tarasiewicza było podobnie. Sędziowie zabierają nam punkty i pieniądze. Nie ukrywajmy, że dostajemy za zwycięstwa premie, które nam uciekają.

Jagiellonia ma szanse na tytuł?

Nie, bo najważniejszy jest początek. A Jagiellonia przyspała i inni ją gonią. W bezpośrednich pojedynkach też będą mieć ciężko, bo zagrają z Wisłą i Lechem na wyjeździe.

Wróćmy do Śląska. Zdążyliście zregenerować siły przed meczem w Warszawie?

Tutaj właśnie Legia ma delikatną fizyczną przewagę, bo będzie bardziej wypoczęta. Staramy się wypoczywać, ale spędzamy też trochę czasu w autokarze, więc nie jest tak, jakbyśmy byli we Wrocławiu przy rodzinie. Teraz jesteśmy w hotelu i korzystamy z masażystów. Chcemy się dobrze przygotować do tego meczu.

Defensywa Legii nie wydaje się być monolitem. Trenerzy wskazali Wam jej słabe punkty?

Są odprawy, jutro też jedna będzie. Mamy dobrych trenerów, którzy potrafią znaleźć najsłabszy punkt Legii. Tak samo było z Jagiellonią, którą mieliśmy rozpracowaną. Taktycznie wyglądaliśmy w tym meczu dobrze. Myślę, że jutro też tak będzie.

Jaki więc padnie wynik?

Miejmy nadzieję, że pozytywny dla nas. Nawet remis ugrany na Legii byłby dobry. Wszystko zweryfikuje boisko. Może być i tak, że będziemy mieć niedosyt, bo mogliśmy spokojnie wygrać, tak jak w Białymstoku. Mam nadzieję, że będziemy godnym przeciwnikiem i postaramy się pokazać naszym kibicom, że potrafimy grać na wyjeździe.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.