Pierwszy krok (ZAPOWIEDŹ)
fot.: Mateusz Porzucek
Po tej krótkiej letniej przerwie piłkarze Śląska wracają do rywalizacji w nowym sezonie. Mimo krótkiego okresu przygotowawczego sztab szkoleniowy musiał poukładać drużynę na nowo, zostawiając trzon i dołożyć brakujące elementy. W niedzielny wieczór zobaczymy prawdopodobnie nowy pomysł na Śląsk trenera Lavicki, po którym przekonamy się, w którą stronę zmierza klub. Pucharowy mecz z ŁKS-em ma też swoją rangę i na pewno nie może być potraktowany jako sparing.
Trener Stawowy mocno odgrażał się przed tym meczem, mówiąc, że chce wziąć rewanż za ostatnią porażkę we Wrocławiu. Z tym, że naprawdę trudno mu uwierzyć patrząc na zmiany, które zaszły w ŁKS-ie. Może dlatego, że są ledwo widoczne i wygląda na to, że zmierzymy się z prawie takim samym zespołem co w czerwcu. Okienko transferowe wyglądało trochę jak pudrowanie trupa, jednak nie można założyć, że ta sama drużyna nie poradzi sobie w I lidze. Co by nie mówić w obronie i tak zobaczymy duet Sobociński – Dąbrowski, w bramce Malarza, a z przodu Pirulo lub Domingueza. Taki obrót wydarzeń stawia WKS w roli faworyta.
A co na to wrocławianie? Wszyscy nie mogą się doczekać najważniejszego wydarzenia – zobaczenia ponownie Waldemara Soboty w zielono-biało-czerwonych barwach. Były zawodnik m.in. St. Pauli i Club Brugge wrócił do Wrocławia w roli nie tylko żywej legendy, ale też lidera zespołu. Kariera Soboty i jego wkład w sukcesy Śląska mówią same za siebie i jego słowa w szatni muszą wiele ważyć. W niedziele zobaczymy ile jeszcze ma do zaoferowania były reprezentant Polski, a wszystko wskazuje na to, że całkiem sporo.
Przez cały okres przygotowawczy wydawało się, że wszędzie są jakieś problemy tylko nie w Śląsku. Niestety w poniedziałek spadła na nas informacje o wieczornym wypadzie do jednego z klubów przy wrocławskim rynku dwóch zawodników WKS-u. Exposito, Tamas i trzeci zawodnik, którego nazwiska nie ujawniono, zlekceważyli kompletnie zalecenia zarówno zarządu klubu, jak i lekarzy, PZPN-u oraz spółki Ekstraklasa S.A. W klubie są wściekli na takie zachowanie i oprócz kary grzywny 30 tysięcy złotych od Komisji Ligi mogą im grozić dodatkowe reperkusje. Dodatkowo u jednego z zawodników wykryto korona wirusa. Na tę chwilę nie znamy nazwiska zarażonego, lecz ciężko wierzyć w przypadki, kiedy to po tym incydencie pojawiła się przypadek zakażenia COVID-19.
Na całe szczęście spotkanie Pucharu Polski z ŁKS-em nie zostało odwołane i mecz ma się odbyć zgodnie z planem. Możemy jednak spodziewać się niespodziewanych zmian w składzie. Kto wie, czy przez ostatnie incydenty Tamas i Exposito nie stracą miejsca w składzie. Wtedy całkiem prawdopodobnie moglibyśmy zobaczyć Fabiana Piaseckiego od pierwszej minuty na boisku i ocenić jego potencjał, o którym dyskutuje się odkąd został zawodnikiem Śląska.
Co do reszty składu to prawdziwa zagwozdka. W rozgrywkach Pucharu Polski w pierwszej jedenastce musi znaleźć się minimum dwóch młodzieżowców. Ciężko ocenić jak wygląda hierarchia u trenera Lavicki, a co dopiero jaką taktykę obierze czeski szkoleniowiec, biorąc pod uwagę ubogi zasób skrzydłowych. Wszyscy nie możemy się doczekać tego, co pokaże WKS w nowym sezonie i pierwszą próbkę potencjału tej drużyny będziemy mogli zobaczyć już w niedzielny wieczór.