Pierwszy taki wieczór - zapowiedź meczu z Lechią


Już tylko godziny zostały do uroczystej inauguracji ekstraklasy na nowym stadionie Śląska. W internecie da się wyczytać, że "karty kroniki piłkarskiego Wrocławia już nerwowo szeleszczą, by otworzyć nowy rozdział" a nawet, że "piłka przed pierwszym gwizdkiem czuje nerwowe parcie na wentyl". Nawet i jednak te słowa nie oddają, jak wielkie to święto piłkarskie dla stolicy Dolnego Śląska. Tuż przed 20.30 znany i lubiany spiker Andrzej Gliniak rozpocznie odczytywanie nazwisk zawodników, którzy jako pierwsi powymieniają między sobą łaciatą kulę na świeżej murawie stadionu. Przy prezentacji każdego z nich, odpowiedź ponadczterdziestotysięcznego tłumu zagrzmi jakieś pięć razy głośniej niż zwykle. W pierwszym składzie według zapowiedzi Oresta Lenczyka pojawi się Marian Kelemen. Golkiper Śląska narzeka na drobny uraz, jednak w piątkowy wieczór ma być do dyspozycji szkoleniowca. Od pierwszej minuty nie zagra prawdopodobnie Przemysław Kaźmierczak. Doświadczony opiekun wrocławskiej ekipy "Woli go mieć do końca meczu, niż ściągać z boiska w trakcie spotkania". Zabraknie za to na pewno kontuzjowanego w dalszym ciągu Amira Spahicia.
Mimo niskiego miejsca w tabeli, Lechia może się poszczycić najlepszą defensywą ekstraklasy. Na przeciwnym biegunie znajdują się jednak pod względem bramek zdobywanych - ex aequo z Cracovią zajmują w tej klasyfikacji ostatnie miejsce. Analizując gdański zespół Paweł Barylski podkreślał duże zdyscyplinowanie taktyczne drużyny. Wśród gwiazd wymienił ofensywny duet duet Benson - Traore, a także pomocnika Łukasza Surmę. Do tego towarzystwa Orest Lenczyk dorzuca równie doświadczonego Pawła Nowaka. Nie można również zapominać o rewelacyjnym debiutancie - Wojciechu Pawłowskim, który przed kilkoma kolejkami wskoczył między słupki gdańskiej bramki i we wszystkich występach zbierał bardzo pochlebne recenzje.
Sporo się ostatnio mówiło o zwolnieniu Tomasza Kafarskiego z funkcji szkoleniowca Lechii. Zdaje się jednak, że przetrwał najgorsze momenty i pozostanie na stanowisku. W spotkaniu ze Śląskiem trener gości skłania się ku ustawieniu z dwoma napastnikami. Podkreśla również, że wrocławianie to zupełnie inny zespół niż Lech, z którym ostatnio gdańszczanie się mierzyli. W odróżnieniu od stawiających na technikę poznaniaków, Śląsk zdaniem Kafarskiego to zespół bardziej zdyscyplinowany, opierający grę na sile i szybkości. Co ciekawe, w podobnym tonie o Lechii wypowiadał się Orest Lenczyk. Trener gospodarzy zdecyduje się zapewne na 4-2-3-1 lub 4-5-1, w zależności od tego, czy zdecyduje się na Dudka czy Cetnarskiego, jako operującego najbliżej środka boiska pomocnika.
Spotkanie poprowadzi niemający ostatnio najlepszej prasy Robert Małek. Po kontrowersyjnym meczu ŁKS - Wisła na arbitra spadła lawina krytyki. Wrocławianie mogą mieć z jego osobą jednak miłe wspomnienia - gwizdał wygrane spotkanie przy Łazienkowskiej z początku sezonu, ostatnio zaś gościł na Oporowskiej przy okazji meczu z Bełchatowem (4-2). Gorzej kojarzy się Lechii. Z trzech ostatnich spotkań prowadzonych przez niego, gdańszczanie nie wygrali ani razu, stracili przy tym niewiele mniej goli, niż w całym tym sezonie.
Lechia szuka w tym spotkaniu przełomu, który pozwoli jej wrócić do walki o puchary, Śląsk będzie chciał potwierdzić, że jego akcje w walce o końcowy triumf w rozgrywkach stoją wysoko. Ponieważ to mecz przyjaźni - niech wygra lepszy. Ponieważ to mecz o punkty - obie drużyny będą chciały udowodnić, że są lepsze. Zapowiada się wspaniały wieczór we Wrocławiu.