Pierwszy z serii


To nie Śląsk Wrocław, Cracovia i Lech Poznań były skazywane na okupację trzech ostatnich pozycji w polskiej Ekstraklasie, ale między innymi Polonia Bytom. Chroniczne problemy finansowe, rozpadający się stadion z komicznym daszkiem oraz zespół złożony z niechcianych piłkarzy – Jurij Szatałow nie miał najłatwiejszego zadania, ale mimo wszystko wciąż jego drużyna nie odbija się od dna ligowej tabeli. Jak trudny jest to wyjazd dla ekipy Oresta Lenczyka pokazują wyniki meczów Polonii rozegranych w Bytomiu. Tylko imponująca w tym sezonie Korona Kielce zdołała wywieźć pełna pulę punktów z tego miasta, a Lechia i Widzew miały na tyle szczęścia, że choćby jedno oczko mogły sobie po wyprawie dopisać. Ruch Chorzów oraz Zagłębie Lubin już przy Olimpijskiej poległy. Polonia Bytom to drużyna własnego stadionu, która utrzymanie w lidze chce uzyskać poprzez utrzymanie twierdzy i nie trzeba być ekspertem by to stwierdzić.
To, że Polonię Bytom skazywano na pewny spadek z Ekstraklasy wcale nie oznacza, że jest to zespół o niskiej klasie. Szatałow jest na tyle mądrym szkoleniowcem, że wie jak wykorzystać maksymalnie umiejętności swoich piłkarzy, choćby były one niższe od tych prezentowanych przed rywali. Do nieprzeciętnej wydolności swoich graczy dodał kilka skutecznych zagrań ze stałych fragmentów gry, które wykonuje bezbłędnie David Kobylik, który przed sezonem zamienił Ligę Mistrzów w Żilinie na Ekstraklasę w Bytomiu. Niektórzy twierdzą także, że po drodze zyskał kilka kilogramów, które usilnie Szatałow teraz każe mu zrzucić, choć przy tempie prezentowanym w naszej lidze i jego umiejętnościach technicznych większy brzuch pomocnikowi nie przeszkadza.
Błyszczą w barwach Polonii Bytom głównie pomocnicy, zwłaszcza Szymon Sawala, który naprawdę wybija się ponad poziom kolegów i może być spokojny o angaż w Ekstraklasie, gdy eksperckie przepowiednie się sprawdzą. Problemy z wizą miał ofensywny zawodnik w talii Szatałowa, Clarence Matawu, który wcale nie był daleki od… deportacji z Polski. Ostatecznie klub pomógł piłkarzowi i reprezentant Zimbabwe w kraju i Polonii pozostanie jeszcze przez jakiś czas.
Śląsk po meczach w których nie był faworytem przystępuje do spotkania, które po prostu musi wygrać. Każdy inny wynik będzie oznaczał stagnację w strefie spadkowej Ekstraklasy, a nawet zjazd na ostatnią pozycję przy korzystnym wyniku Cracovii. Orestowi Lenczykowi pomóc ma Remigiusz Jezierski, który już raz w Śląsku był i oprócz bramek pozostawił po sobie kilka niezapomnianych… ‘cieszynek’. Niektórzy kibice twierdzą, że pozyskanie doświadczonego (zręcznie unikając stwierdzenia ‘starszego’) napastnika do końca sezonu oznacza pogodzenie się z odejściem w zimie Vuka Sotirovicia.
Trener Śląska musi wreszcie zaryzykować, ponieważ pełna pula punktów jest obecnie potrzebna klubowi jak rybom woda. Do tej pory z Polonią Warszawa i Wisłą Kraków na boisku oglądaliśmy aż sześciu obrońców i zaledwie trzech typowo ofensywnych graczy co miało swoje odbicie w stylu gry zespołu z Wrocławia. Asekurancki, choć wcale nie wolny od błędów Śląsk przerwał serię porażek za które z klubem musiał pożegnać się Ryszard Tarasiewicz, ale teraz tylko zwycięstwo wchodzi w rachubę. Czy zdając sobie sprawę ze stawki tego spotkania trener Lenczyk zdecyduje się na odważniejszą taktykę?
Polonia pragnie utrzymać swoją twierdzę i jedyną nadzieję na utrzymanie, a Śląsk musi zacząć wygrywać, ponieważ samymi remisami ze strefy spadkowej się nie wydostanie. Goście powinni bardzo uważać na stałe fragmenty gry, a gospodarze… także powinni skupić się nad tym elementem. Niestety kreatywności może w Bytomiu zabraknąć, choć pewnie walki będzie sporo, a odgłos trzeszczących kości będzie słychać aż we Wrocławiu. Wszakże przyszedł dla obu drużyn czas na pierwszy w tym sezonie mecz z serii ‘o sześć punktów’…
źródło: własne