Piłkarz Meczu Łukasz Madej: Chcemy zrobić psikusa
- Piłkarze Legii mają wysokie mniemanie o sobie. Teraz grając przy Łazienkowskiej nie jest już tak jak kiedyś, gdy kibice byli ich dwunastym zawodnikiem. Może się to obrócić przeciwko nim i trzeba to wykorzystać – mówi przed spotkaniem z wicemistrzem Polski Łukasz Madej, który przez użytkowników ŚląskNetu został wybrany najlepszym piłkarzem WKS-u w spotkaniu z Lechią. Pomocnik, który pokonał bramkarza gdańszczan Pawła Kapsę, uzyskał 40% głosów. Drugie miejsce zajął Vuk Sotirović (21%), a trzecie Marian Kelemen (18%). Zostałeś wybrany przez kibiców najlepszym piłkarzem meczu z Lechią, co nie jest zaskoczeniem, bo rozegrałeś dobre zawody i strzeliłeś gola. Tylko szkoda, że punktów zabrakło.
Takie wyróżnienia są miłe. Wiadomo jednak, że odbiór gry każdego zawodnika jest lepszy, gdy drużyna wygrywa i jest w czołówce. Nam się na razie to nie udaje, ale myślę, że będzie dobrze.
Już w Warszawie?
Tego byśmy sobie życzyli. Przecież Legia nie jest drużyną, której nie można pokonać, co pokazała Odra Wodzisław. Choć walczą oczywiście o mistrzostwo Polski i nie można zapominać o pewnych atutach, które posiadają. Jeżeli je zneutralizujemy, to jesteśmy w stanie zagrać tam dobry mecz. Nie będziemy się bronić jak Odra, ale możemy wygrać.
Atutów ostatnio Legia jednak za dużo nie ma. W lidze zawodzą, a w pucharowym meczu w Chorzowie trzeci raz z rzędu nie zdobyli gola.
Zgadza się. Mają jednak wysokie mniemanie o sobie, tym bardziej, że grają u siebie. Teraz grając na Legii nie jest już tak jak kiedyś, gdy kibice byli ich dwunastym zawodnikiem. Może się to obrócić przeciwko nim i trzeba to wykorzystać. Jest tam wciąż kilku dobrych zawodników, ale dzięki naszej dobrej grze możemy dużo zyskać.
Na jakie aspekty w grze Legii zwracali wam uwagę trenerzy podczas dzisiejszej odprawy?
Głównie omawialiśmy swoje błędy. Z grubsza mówiąc, Legia rozrzuca piłki do boku i poprzez skrzydła starają się konstruować akcje. Na to trzeba zwrócić uwagę.
Więc chyba Ty, jako boczny pomocnik, będziesz musiał pracować więcej w defensywie?
Na pewno tak. Zawsze, gdy się gra z Wisłą czy z Legią, jest trochę mniej zadań ofensywnych. Może nie zadań, ale zwykle mecz układa się tak, że sytuacji, w których kreuje się grę, jest mniej. Częściej gra się za to z kontry. Ale tego też nie da się przewidzieć, może będzie inaczej. Może nie będziemy prowadzili gry, ale będziemy w stanie piłkę przytrzymać i rozgrywać. I zrobić takiego małego psikusa.
Warszawę wspominasz chyba miło, bo tam zdobyłeś z Lechem Puchar Polski.
Zgadza się. Zdobyć ten puchar na Legii to było fajne przeżycie. Chciałoby się to powtórzyć. Szkoda, że Śląsk w tym sezonie odpadł tak szybko z pucharu. Teraz też chciałbym przy Łazienkowskiej zagrać z kolegami dobry mecz. Wiadomo, stolica i oczy wszystkich zwrócone na Legię.
W meczu z Polonią Bytom przez pewien okres gry ustawiony byłeś na lewej stronie, a Piotr Ćwielong na prawej. Później już tego nie powtarzaliście. Nie wypaliło?
Akurat tak się później mecze układały. Gdy się zamieniliśmy w spotkaniu z Polonią, to było kilka akcji ofensywnych i sytuacji bramkowych, czy to z mojej strony, czy z Piotrka. Z Jagiellonią też był taki moment, że się zamieniliśmy. Poszła moja indywidualna akcja z lewej strony. To zależy od tego, jak się ułoży mecz.
Dogadujecie się między sobą czy trener Tarasiewicz stojąc z boku zaleca zmianę?
Nie spotkaliśmy się z tym, żeby trener nam to narzucał. Daje nam tę swobodę, że skrzydłowi mogą się w pewnym fragmencie gry zamienić stronami.