Plus i minus tygodnia
Miniony tydzień przyniósł Śląskowi wielkiego plusa. W środę wielomiesięczne negocjacje, targi i analizy prawne wreszcie znalazły szczęśliwy finisz i milioner Zygmunt Solorz został właścicielem Śląska. Dla klubu i jego kibiców to iście wyśmienita wiadomość, która sprawiła pewnie, że nawet świąteczne jajeczko smakowało lepiej. PLUS
Wielu sympatyków ekipy z Oporowskiej marzy już pewnie o roku 2011, kiedy to ma powstać stadion na Maślicach, a przy nim wielka galeria handlowa, z której zyski mają finansować budżet Śląska. Kwoty podawane w tym kontekście są imponujące i jeśli rzeczywiście Śląsk będzie dysponował takimi pieniędzmi – zapowiadają się tłuste lata, a może nawet podbój europejskich salonów.
Stan konta Solorza i wyśmienita – nawet w dobie kryzysu gospodarczego – kondycja jego interesów musi imponować. Solorz to twardy biznesmen, który potrafi zmienić swoje inwestycje w kury znoszące złote jajka. Branża sportowa jest jednak specyficzna i trudno w niej o zyski proporcjonalne do pompowanych pieniędzy. Solorz zaś jest inwestorem dość oszczędnym i dwa razy obraca w dłoniach każdą złotówkę, zanim ją wyda, a takie podejście w prowadzeniu klubu może być mimo wszystko zgubne.
- Podstawowa zasada pozostała taka sama: wszystko da się robić taniej. "Zgodnie z filozofią: jeśli potrzebujesz dwa i pół tysiąca, to powiedz, dlaczego nie dwa czterysta" – pisze Luiza Zalewska w sylwetce Solorza, opublikowanej kilka tygodni temu w „Dzienniku”.
Warto też pamiętać, że nowy właściciel Śląska czeka na rozstrzygnięcie sprawy sądowej, którą wytoczył mu francuski koncern Vivendi za bezprawne – zdaniem powoda – przejęcie kontrolnego pakietu akcji Polskiej Telefonii Cyfrowej, właściciela sieci Era i Heyah. Solorz więc, jakkolwiek idealny by się nie wydawał, ma też swoje kłopoty, które od momentu przejęcia przezeń Śląska będą też kłopotami klubu.
Ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w minioną środę kamień węgielny pod budowę wielkiego i mierzącego w najwyższe cele Śląska Wrocław został położony, a czas działa na naszą korzyść. Mówiąc żartem, kto wie, może ktoś kiedyś zdecyduje się nawet na poświęceniem Solorzowi okolicznościowego krasnala na cześć jego wkładu w sukcesy wrocławskiej ekipy.
MINUS
Niestety, na minus znów przyszło nam zaliczyć ostatni ligowy wynik Śląska. Trudno bowiem inaczej ocenić remis z broniącym się przed spadkiem Górnikiem Zabrze. Piłkarze Henryka Kasperczaka bronią się przed degradacją rękami i nogami, ale wiele wskazuje na to, że z Ekstraklasą się pożegnają. We Wrocławiu jednak byli bliscy wygranej. Śląsk strzelił wyrównującego gola dopiero w końcówce spotkania, trzeba też przyznać, że wrocławianie na tle słabego w tym sezonie Górnika wcale nie prezentowali się lepiej. Tak więc, z bólem, ale za mecz z zabrzanami piłkarze Ryszarda Tarasiewicza dostają solidnego minusa.
Śląsk w tym sezonie gra już chyba tylko o pietruszkę. Spadek z ligi wrocławianom nie grozi, awans do pucharów też niekoniecznie. Matematyczne szansę na zdobycie miejsca premiowanego grą w Pucharze UEFA niby są, ale wydaje się, że rywale nie położą się nagle na murawie i utorują Śląskowi drogę do gry na arenach Europy. Ten swoisty martwy okres chyba Śląskowi nie służy. Pozostaje mieć nadzieję, że nasi piłkarze będą grali na miarę swoich - wysokich przecież - umiejętności i pokażą, że zasługują na grę w nowym Śląsku, który będzie budowany w najbliższym czasie za pieniądze Solorza.