Plus i minus tygodnia
W tym wydaniu "Plusa i minusa" trochę ponarzekamy. Owszem, zdajemy sobie sprawę, że w Polsce narzekactwo to sport narodowy i ryzykujemy, że otrzymamy gębę "krytykantów bez powodu". Trudno jednak doszukiwać się pozytywów na siłę i wymyślać powody do pochwał, gdy Śląsk z potyczki z outsiderem ligi, Cracovią, przywiózł zaledwie punkt i po raz kolejny w tej rundzie zawiódł. PLUS
Na plus ocenić trzeba bez wahania rosnącą formę Sebastiana Dudka. Pomocnik Śląska z Cracovią po raz pierwszy w rundzie wiosennej zagrał cały mecz. Popularny "Dudi" gra coraz lepiej i nie widać po nim śladu poważnej choroby. Plus wędruje też do Kamila Bilińskiego, który nie marnuje szans dawanych mu przez trenera Tarasiewicza i prezentuje się coraz lepiej.
MINUS
Jak tak dalej pójdzie, Śląsk do końca sezonu nie zarobi już plusa za wynik meczu. Kibice czekają na wygraną piłkarzy Ryszarda Tarasiewicza, ci się starają, walczą, ale na końcu zawsze zostaje niedosyt. Tym razem wrocławianie tylko zremisowali w Krakowie z Cracovią 1:1. Wynik ten smuci nie tylko z powodów kibicowskich - fani pewnie bardzo by chcieli, by znienawidzone przez nich "Pasy" dostały lanie - ale też sportowych. Ekipa Artura Płatka to zespół przeciętniaków i Śląsk powinien sobie poradzić z nią bez problemu. Niestety, wiosną piłkarze Śląska przyzwyczaili nas do rozczarowań.
Na minus należy też ocenić wypowiedź trenera Tarasiewicza po meczu w Krakowie. Szkoleniowiec Śląska stwierdził, że "remis z Cracovią to dobry wynik jak na beniaminka". Jest w tym pewnie jakaś prawda, ale pamiętajmy, że zimą z wrocławskiego obozu płynęły szumne zapowiedzi walki o europejskie puchary, a nawet o mistrzostwo Polski.
Trudno, z planów nic nie wyszło, rywale okazali się mocniejsi. Prawdą jest też, że Śląsk jest beniaminkiem ligi i swoje zadanie na ten rok wykonał na szóstkę. Tylko po co zasłaniać się statusem ligowego nowicjusza, skoro wcześniej snuło się mocarstwowe plany? To trochę tak, jakby Aleksander Kwaśniewski po rozstaniu z fotelem prezydenta RP został sołtysem którejś z wsi na Mazowszu i rozpowiadał, że taka funkcja to tak naprawdę szczyt jego marzeń.
Śląsk w tym sezonie ani nie awansuje wyżej, niż plasuje się obecnie, ani nie spadnie z ligi. W zasadzie nasi piłkarze grają już tylko (aż?) o pieniądze, a także o miejsce w nowym, budowanym pod okiem Zygmunta Solorza zespole, który już latem ma być solidnie wzmocniony.
W maju na Śląsk czekają potyczki z wyśmienitymi rywalami. Wrocławianie zmierzą się z Lechem Poznań, Legią Warszawa i Wisłą Kraków. Miejmy nadzieję, że mecze z tak solidnymi rywalami zmotywują naszych graczy i pokażą się w nich z takiej strony, że piłkarski Wrocław zapomni o wiosennych rozczarowaniach.