Plus i minus zeszłego tygodnia

Powroty po kontuzjach i kolejny dowód niebywałej ambicji naszych graczy to plus, a porażka w arcyważnym meczu z Polonią Warszawa na minus. Tak prezentuje się bilans zeszłego tygodnia w wykonaniu wrocławskiego Śląska.

PLUS
Porażka z warszawską Polonią mocno skomplikowała życie Śląskowi. To był mecz o „sześć punktów”. Przegrana sprawiała, że „Czarne Koszule” odjeżdżają, a razem z nimi marzenia o europejskich pucharach. W tym kontekście trudno doszukiwać się plusów. Nie oznacza to jednak, że ze Śląska nie napłynęły w ubiegłym tygodniu dobre wieści.


 

Po pierwsze, nasi gracze zdrowieją. Do zespołu wrócił wreszcie Vuk Sotirović. Serb pokazał w meczu z Polonią, że jest bardzo głodny gry i będzie stawał na głowie, by jeszcze strzelić kilka bramek. Z zespołem trenują też Sebastian Dudek i Dariusz Sztylka. Co prawda obaj raczej nie wskoczą w tym sezonie do pierwszej jedenastki, tym niemniej Ryszard Tarasiewicz zyska szersze pole manewru, mając do dyspozycji ten duet solidnych pomocników.

Co jeszcze należy zapisać Śląskowi na plus? W meczu z Polonią walecznością i oddaniem zaimponował Piotr Celeban, czego dowodem jest jego… nos, rozkwaszony po starciu z jednym z polonistów. Celeban mimo kontuzji dotrwał jednak do ostatniego gwizdka sędziego i spisał się przyzwoicie. Czapki z głów przed Celebanem!

MINUS
Nie trzeba być odkrywcą, by wiedzieć, co w naszej ocenie zasłużyło na ocenę in minus. Jest to oczywiście porażka z warszawską Polonią. Ta przegrana boli nie tylko z powodów czysto ligowych. „Czarne Koszule” odskoczyły i mają cztery punkty więcej od Śląska. Wrocławian zaś czekają już raczej trudne pojedynki i nadrobić stracony dystans może być ciężko.
Sobotnia porażka boli także z powodów prestiżowych. Jesienią Śląsk przegrał na Konwiktorskiej 0:3 i miał wielką chrapkę na rewanż. Ponadto, jeszcze rok temu niewiele brakowało, by Śląsk stał się… dzisiejszą Polonią. Pamiętamy targi o fuzję wrocławskiej ekipy z zarządzanym wtedy przez Zbigniewa Drzymałę Groclinem Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski. Po protestach wielu środowisk z połączenia klubów nic nie wyszło. Drzymała sprzedał więc swój futbolowy biznes do Warszawy. W efekcie, dla wielu kibiców „Czarne Koszule” to już nic innego jak Groclin Warszawa lub liche „Discopolo”.
- Wrocław cały bez Drzymały – skandowali kibice Śląska, szydząc z wątłej grupki fanów „Czarnych Koszul”. Niestety, skończyło się na szyderstwach, a na sportową zemstę przyjdzie kibicom z Oporowskiej jeszcze poczekać.
Na minus trzeba też zapisać mały spór w środowisku kibicowskim. Fani mają coraz większe pretensje o jakość dopingu na trybunie odkrytej. - Szczerze mówiąc to poziom kibicowania naszego \"młynu\" od już od dawna jest słabiutki. Niech więc prowadzący doping wezmą sobie to do serca, albo wezmą kogoś innego – napisał internauta o nicku Piotr na forum naszej strony.
Widok pękającego w szwach stadionu na Oporowskiej jest fenomenalny. Ten stadion potrafi też potężnie ryknąć, tak, że aż ciarki przechodzą po plecach. Naszym piłkarzom w kolejnych, trudnych meczach, wsparcie z trybun będzie bardzo potrzebne. A więc, „Doo booooju, WKS!”.

źródło: własne

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.