Plus i minus zeszłego tygodnia

Obrodził w sukcesy zeszły tydzień, obrodził… Tylu pozytywnych emocji piłkarze Śląska Wrocław nie dostarczyli swoim fanom od dawna. Triumf w Pucharze Ekstraklasy, pierwsze zwycięstwo w ligowym meczu wyjazdowym od listopada – w zeszłym tygodniu było z czego się cieszyć.

PLUS

Wodzisław Śląski zapisał się złotymi zgłoskami w historii Śląska. W minioną środę piłkarze Ryszarda Tarasiewicza pokonali miejscową Odrę i sięgnęli po Puchar Ekstraklasy. Było to pierwsze trofeum dla wrocławskiej ekipy od 22 lat.


 

Żartem można dodać, że nasz zespół jest drużyną na koniec epoki. W 1987 roku Śląsk sięgnął po Puchar i Superpuchar Polski, a dwa lata później w Europie Środkowo-Wschodniej posypał się komunizm. W 2009 roku wrocławianie znów zdobyli trofeum, a na świecie coraz głośniej mówi się o końcu epoki kapitalizmu. Przynajmniej takiego, jaki znaliśmy do tej pory. Oczywiście, nie czas i miejsce dywagować tu o teorii polityki i przyszłości światowej gospodarki. Miejmy jednak nadzieję, że kolejne trofeum Śląsk wywalczy jednak znacznie szybciej niż po dwóch dekadach.

Teraz żarty i polityczne spekulacje na bok, bo sprawa jest poważna. Piłkarzom Ryszarda Tarasiewicza za sukces w PE należy się wielki, wielki plus. Tym większy, że nie poddali się obiegowemu krytykanctwu i potraktowali te rozgrywki poważnie, w przeciwieństwie do ligowych potentatów, którzy na mecze Pucharu desygnowali czasem wręcz trzeci garnitur graczy. Śląsk grał swoje, trzymał formę przez cały turniej, potrafił uporać się z problemami i po trofeum sięgnął zasłużenie.

Nie samym Pucharem Ekstraklasy piłkarski Wrocław jednak żył. W niedzielę Śląsk pokonał w Gliwicach miejscowego Piasta. Tym samym ekipa Ryszarda Tarasiewicza odgryzła się gliwiczanom za jesienną porażkę na Oporowskiej. Zemsta miała smak o tyle słodszy, że Piast potrzebował punktów w meczu ze Śląskiem, bo cały czas nie jest pewny utrzymania. Porażka ze Śląskiem sprawiła, że ekipa Dariusza Fornalaka do ostatniej kolejki będzie musiała się martwić o ekstraklasowy byt.

Indywidualny plus wędruje do Krzysztofa Ulatowskiego. Popularny „Oko” w finale PE strzelił piękną bramkę i dał Śląskowi zwycięstwo. Dodatkowo, był to 50.gol Ulatowskiego strzelony dla Śląska. Mały wzrostem, ale wielki duchem Ulatowski przeszedł ze Śląskiem cały szlak bojowy – od trzeciej ligi do Ekstraklasy. Na pięćdziesiątego gola czekał od dawna i to, że strzelił go w tak ważnym meczu, tylko podkreśla, jak ważnym graczem w historii klubu z Oporowskiej jest Krzysztof Ulatowski.

MINUS

Po tak obfitym w sukcesy tygodniu doszukiwanie się minusów graniczy z bezsensownym krytykanctwem. Wielki minus należy się jednak policji, która mocno się postarała, by popsuć Śląskowi fetę po zwycięstwie w PE. Mundurowi po meczu zatrzymali bramkarza Śląska, Jacka B. Doświadczony golkiper wrócił do Wrocławia w policyjnym wozie i usłyszał zarzuty o udział w korupcji.

Autor tekstu nie zna się specjalnie na policyjnych procedurach. Możliwe, że aresztowanie B. w Wodzisławiu Śląskim miało jakiś głębszy sens, bo pod względem procedur pewnie wszystko było w porządku.

Skoro jednak śledztwo w sprawie korupcji toczy się we Wrocławiu, a B. codziennie był "pod ręką" - dlaczego aresztowano go właśnie w Wodzisławiu? To dla zwykłej obywatelskiej głowy za trudne do zrozumienia. Szkoda tylko, że po zatrzymaniu B. mało kto mówił o samym triumfie Śląska w PE. Wszyscy bowiem rozprawiali, że z ekipy zwycięzców "zwinięto" piłkarza. Ale cóż, sukces to sukces i nawet policyjne eskapady nie mogą zepsuć jego smaku.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.